Friday, January 1, 2010

Gryfie Pomorskim O wyzwolenie Polski od Tuska PO i LSD Neokomuny oni niszca Polske 2010

Gryfie Pomorskim O wyzwolenie Polski od Tuska PO i LSD Neokomuny oni niszca Polske 2010






Szokujące antypolonizmy
W treści referatu jest wielki rozziew: z jednej strony Autorzy utrudzili się w zbieraniu danych i dali nam bardzo trafny i inteligentny obraz sytuacji Kościoła w Polsce, jednocześnie jednak nie mogą się wyzwolić - a może im to ktoś nakazał - z różnych zaciemnień ideologicznych typu antypolskiego, posuwając się aż do szokujących, zwłaszcza w dopowiedzi ustnej, oskarżeń Radia Maryja o kontakty z rosyjskim KGB oraz do wypowiedzenia słowa "holokaust" w takim kontekście, jakby był on dziełem Polaków. Obawiam się, że nie wszystko pochodziło z nieporadności języka, lecz wiele wywodzi się ze złej woli i z modnej nagonki na wszystko, co w Polsce katolickie. Wygląda na to, że Autorzy chcieli się zeświecczałym Francuzom bardzo przypodobać.
Ale ważniejsze rzeczy po kolei. Panowie Przeciszewski i Cywiński - nie wiadomo, kto więcej odpowiada za zawartość referatu - od razu zaczynają płytko, twierdząc, że w latach 1989-1996 Kościół polski poszukiwał kompromisów, a nie wolności w życiu publicznym, co zakłada, że albo Kościół miałby mieć pełną wolność publiczną za PRL-u, albo nie powinien być w ogóle obecny na forum publicznym, jak to jest we Francji. W ogóle zresztą rozchwiane jest rozumienie obecności Kościoła w życiu publicznym: raz że nie ma w Polsce takiej obecności, bo i nie powinno jej być, np. według księży, drugi raz że jest znaczna i powinna być, choć za taką obecność uważają m.in. listy pasterskie, komunikaty, masowe uroczystości, które przecież należą do forum wewnętrznego Kościoła. Poza tym niespójne jest rozumienie Kościoła: raz są nim tylko duchowni, drugim razem - "zaangażowani katolicy świeccy".

Przy tym dosyć wcześnie anonsowany jest problem Radia Maryja, mianowicie, że obecnie "Episkopat utracił całkowicie kontrolę nad Radiem Maryja i jego politycznym skrzydłem LPR". I tu już zaczynają się same dziwne rzeczy u naszych Uczonych, tak, jakby nie żyli w Polsce, a wiadomości czerpali z KAI-u. Otóż z powyższego sformułowania wynika, że radio niepaństwowe winno mieć kontrolę, czyli cenzurę polityczną. To się nazywa nowa "demokracja". Dalej, słuchacze są oszukiwani, jakoby Radio było w konflikcie z Episkopatem Polski, podczas gdy jest ono atakowane tylko przez grupę liberalną, służącą ideologii zachodniej. Przy tym ma kanoniczną umowę z Episkopatem, podpisaną jeszcze przez ks. bp. Tadeusza Pieronka jako sekretarza generalnego Episkopatu, o czym sam biskup pisze w wywiadzie. Radio jest kościelnie uregulowane z biskupem miejsca, ks. bp. Andrzejem Suskim, tylko tyle, że Radio nie chce przyjąć niechrześcijańskiej ideologii zachodniej. Przede wszystkim jest to Radio Polskiej Prowincji Redemptorystów, a więc kościelnie podlega zakonowi, który ma kanoniczną egzempcję, czyli zależy od swoich władz zakonnych i od Papieża, a nie jest na bezpośredniej służbie Episkopatowi krajowemu.

Liga Polskich Rodzin (LPR) nie jest "skrzydłem Radia Maryja", lecz Radio to udziela swojej rozgłośni wszystkim partiom politycznym i społecznym, zwłaszcza tym jednak, których dyskryminująco nie dopuszczają do siebie media publiczne państwowe, opanowane przez postkomunistów, liberałów, masonów, no i przez koncerny zachodnie, niechętne duchowi polskiemu. Prawda, że - jak piszą Autorzy - niektóre partie mieniące się chrześcijańskimi lub katolickimi nadużyły studia Radia Maryja, ale to nie jest już wina Radia, lecz szeroko występującego w Polsce braku odpowiedzialności politycznej i uczciwości. Panowie prelegenci zapewne nie wiedzą, jak częste i natarczywe są próby osadzenia w Radiu rozmaitych agentów i zdrajców ze strony liberałów, syjonistów, postmodernistów itp., żeby je rozsadzić niejako od wewnątrz. Dziwne jest, że nasi liberałowie tak są bardzo radzi z siebie.

Tylko częściowo jest prawdą, że duchowieństwo polskie jest nieufne wobec wszystkich partii politycznych. Po prostu sytuacja polityczna jest bardzo nieklarowna z powodu totalnego zakłamania i duchowieństwo nie chce się stać narzędziem nowych szulerów, w gruncie rzeczy wykorzystujących Kościół. Politycy solidarnościowi, raczej pseudosolidarnościowi, udawali wielkich przyjaciół Kościoła, lecz po upadku rządów prosowieckich i po nadarzeniu się korzystnej sytuacji zdradzali Kościół, bo im przeszkadzał w brutalnej i zakłamanej walce o władzę, w okradaniu kraju i krępował ich moralnie w "unowocześnianiu się". Tacy "fałszywi bracia", jak nazywa ich Pismo Święte, pojawili się też w wielu KIK-ach. A porażka AWS, o której piszą nasi Prelegenci, to nie była porażka polityki duchowieństwa ani katolików, lecz jeszcze raz nieuczciwa gra Unii Wolności, która podstępnie przejęła stery w państwie przy poparciu ze strony pseudosolidarnościowców, którzy zresztą sami się przy okazji bardzo dorobili i dzisiaj ich widzimy na wysokich stanowiskach. Duchowieństwo niczego nie zyskało, bo działało idealistycznie i moralnie, choć różni zbóje szczuli na nie i nadal szczują jako na rzekomych bogaczy.

Z nienawiści do Kościoła
Niepokojące jest zdanie naszych "postępowych" prelegentów, że przeciwnikami naszej Konstytucji i samej Unii Europejskiej były "grupy ekstremistów, wymachujących krzyżem i sztandarem, otoczone przez księży, którzy nie dorośli do zrozumienia, że można być obecnym politycznie (w państwie) bez partii politycznej". Otóż to jakiś dziwoląg logiczny, wynikający z nienawiści do Kościoła pod pozorem słusznej krytyki duchowieństwa, to właśnie "antyklerykalizm w stylu francuskim". Dopiero co była mowa, że nasi kapłani nie byli zaangażowani politycznie, a tutaj, teraz, że są zaangażowani, i to przeciwko Konstytucji polskiej i przeciwko UE. Dlaczego księża się trochę angażowali przeciwko Konstytucji liberalistycznej i przeciwko UE, a obecnie i przeciwko konstytucji unijnej? Bo garstka ateistów publicznych opanowała naród katolicki i ogłasza się naszymi zbawcami. Właśnie to "wymachiwanie krzyżem" zdradza Was, że jesteście przeciwko krzyżowi w życiu publicznym, jak prezydent Chirac i rząd francuski. Wiara w krzyż Chrystusa w życiu politycznym jest dla was "ekstremizmem".
Również zakłamane jest Wasze przedstawianie obecności i autorytetu Papieża z Polski. Panowie twierdzą, że Jan Paweł II panuje nad Polską jak król, sam miał to powiedzieć w Zgromadzeniu Narodowym w 1999 r.: "Niech żyje król!", a następnie stawiacie podstępny zarzut, że my słyszymy Papieża, ale go nie słuchamy. Tymczasem Papieżem u nas grają dowolnie lewica, różowi i syjoniści, którzy robią to po to, żeby go nie słuchać, a chcą nas sobie podporządkować tą drogą kościelną. Nie mówię już o tym, że pod tekstem kryje się zarzut "kultu jednostki", tylko liczy się na niedomyślność polskich odbiorców.

Są i dalsze kwiatki modernistyczne. Autorzy piszą, iż "ogólna opinia utrzymywała, że silna religijność w Polsce była owocem 'funkcji patriotycznej'" Kościoła, czyli związku Kościoła z Narodem Polskim. Nie, odpowiadają Autorzy, silna wiara w Polsce jest skutkiem "kultury polskiej". To mi filozofia. Autorzy nie cenią Narodu Polskiego i dla nich samo słowo "naród" jest trefne. Tymczasem kultura jest czyja? Nie narodu? Wiemy, o co chodzi, choć Francuzi zapewne nie odgadli tego zagadkowego języka. Na świecie "naród" jest tylko jeden, a mianowicie żydowski, a wszystkie inne to "nacjonalizmy". I postmoderniści chcą oderwać Kościół od każdego innego narodu, od żywych ludzi, a uczynić go folklorem. Tak KAI długo nie chciała wspomnieć o Kongresie Teologów Polskich na KUL-u, bo ten traktował o "Kościele w życiu publicznym", a rozpisywała się szeroko wcześniej i później o kolejnym Kongresie Kultury Chrześcijańskiej, którego kwintesencją było, jakoby główną cechą Kościoła polskiego był antysemityzm. Czy takie informacje są katolickie? Polacy nie dadzą się zapędzić w żadne zawężenia nacjonalistyczne.

W punkcie "archeologia ruchów" Autorzy piszą, że "pod koniec lat 40. Episkopat polski w obronie przed infiltracją i represją komunistyczną zawiesił działalność niemal wszystkich ruchów katolickich". Właściwie to mogliby napisać, że sam Kościół niemal się rozwiązał ze strachu. Tymczasem to rząd rozwiązał wszystkie organizacje katolickie i kościelne. Pamiętam, że nawet w seminarium duchownym nie mogliśmy kontynuować ani Sodalicji Mariańskiej, ani Bratniej Pomocy ("Bratniaka"), czyli finansowej samopomocy studenckiej, na to miejsce mogliśmy tylko ustanowić jednoosobowy urząd "Jałmużnika", czyli skarbnika. Przed wygłaszaniem takich opinii trzeba coś przeczytać, bo Panowie są młodzi. Kiedy się zaś mówi, że Caritas Polska została powołana dopiero w roku 1990, to należało przypomnieć, że poprzednia Caritas została rozwiązana przez okupacyjne władze komunistyczne w roku 1950.

Przeciw Radiu Maryja
W dalszej napaści na Radio Maryja w punkcie "Kościół w defensywie" mówi się, że "Radio Maryja jest konserwatywne i niezupełnie zgodne z perspektywą pastoralną Kościoła". Tymczasem rzecz się ma akurat odwrotnie: Radio Maryja jest po chrześcijańsku jak najbardziej postępowe i jak najbardziej pastoralne. Trzeba by Francuzom wyjaśnić, że "konserwatywne" w ustach liberałów oznacza "poprawne doktrynalnie", obyczajowo i nieliberalistyczne, zaś "niezgodne z perspektywą biskupów" znaczy "z poglądami paru biskupów liberalnych". Ciekawa jest ta ciągła nagana, że Kościół polski i Radio Maryja bronią swej tożsamości, istnienia, nauki i godności. Postmoderniści i liberałowie twierdzą, że nie ma tu żadnych zagrożeń z żadnej strony. Waćpan kpi, czy o drogę pyta? - mawiali nasi ojcowie. Nie ma żadnych zagrożeń?
Tak! Fenomen Radia Maryja i związane z nim grupy są - zdaniem naszych nauczycieli - "poza Kościołem". A skąd żeście to takich teologów wyrwali...? Owszem, i o mnie mówi jeden z moich licznych uczniów, chcąc się przypodobać liberalnemu biskupowi, że moje prace o narodzie, nawet teologia narodu, ustawiają mnie "poza Kościołem". Zastanawiające jest to ukąszenie węża przeciwko czwartemu przykazaniu: "Czcij ojca swego i matkę swoją!". Ludzie skazy liberalnej jakby kończyli gdzieś jedną wspólną akademię, jak kiedyś politycy w Dubnie pod Moskwą.

"Radio Maryja - piszą nasi Autorzy - wyraża się językiem patriotycznym, obronnym, autorytarnym, tradycyjnym i w pewnych momentach nacjonalistycznym". Trochę prawda, a trochę napaści. Jest patriotyczne, bo tak każe Ewangelia i takim czynią je współpracujący i słuchacze, których już zmęczyła ciągła niewola ateistyczna i moralna, a media publiczne są sterylne co do wyższych wartości. Jest "autorytarne", zdaniem Prelegentów, bo nie rozsiewa wątpliwości w wierze i moralności, lecz głosi ustalone prawdy katolickie, podczas gdy niektórzy redaktorzy "Tygodnika Powszechnego", ultrakatoliccy, powiadają, że mogą sobie dogmaty wybierać: w jedne wierzą, w drugie nie wierzą, wybierają sobie dogmaty jak ulęgałki. A czy są "momenty nacjonalistyczne"? Autorzy mają tu na myśli co innego, a mianowicie "antysemityzm". To takie polowanie na Polaków z nagonką. Filosemici polscy wyrządzają krzywdę prawdziwym Żydom, których podziwiamy, szanujemy i po bratersku lubimy, a których się przedstawia nam ciągle jako straszaki, historyczne i obecne.

Radio Maryja - piszą nasi Autorzy - "nie posiada asystenta kościelnego z ramienia Episkopatu". Otóż dziwi ta uporczywa ignorancja prawa kościelnego. Radio Maryja nie ma tytułu "katolickie", choć jest całkowicie katolickie (por. kanony KPK: 300, 803, 808, 831) i dlatego zgodnie z prawem nie potrzebuje asystenta kościelnego z zewnątrz, choć może któryś z Panów chciałby nim być. Ma natomiast asystenta wewnętrznego - są nim prezbiterzy, teologowie zakonni, jest Prowincja Polska Redemptorystów, no i Generał Zakonu, a wreszcie sprzyja Radiu sam Papież. Radio nie stara się o tytuł "katolickie", bo wrogowie Polski daliby komisarza liberała lub masona, który by usunął ojca Rydzyka i zniszczył Radio, jedyny wolny głos polski w sytuacji zdominowania kraju przez siły obce i jakby zaborcze. Proszę popatrzeć na sprawy Rywina, Orlenu i wiele innych.

Radiu - mówią Prelegenci - "towarzyszy uproszczona wizja świata". "Uproszczona" w języku postmodernistycznym oznacza, że przyjmuje tylko jedną prawdę i odrzuca pluralizm religijny i moralny, który przyjmuje też pluralizm prawdy, według którego jednakowo prawdziwe są zdania, że "Bóg istnieje" i że "Bóg nie istnieje", że przykazanie "Nie cudzołóż" jest dla jednych wolą Bożą, a dla drugich przestarzałym wymysłem ludzkim. Dalej Radiu zarzuca się, że "posługuje się językiem polityki". Czy katolikom nie wolno zajmować się polityką? Tylko ateista może mówić o polityce? Taka jest nowoczesna demokracja? I tutaj LPR jest znowu przypisana Radiu Maryja i ma być partią "skrajnie prawicową". Tak, jest tu ciągła wściekłość, że Unia Wolności padła. Unia Wolności nie jest skrajnie prawicowa, choć forsuje gigantycznych oligarchów i bogaczy, a LPR jest "skrajna", bo należą do niej ludzie otwarcie wierzący i publicznie przyznający się do katolicyzmu. "Nieskrajna" partia to taka, gdzie wiarę się ukrywa w polityce. Taka jest nauka liberalizmu.

Mówienie, że "wokół Radia Maryja powstaje imperium finansowe i polityczne", ma już charakter kryminalny. To taką dajecie wolność katolikom? Dobrowolne małe składki nazywacie "imperium finansowym", a miliardy dolarów koncernów medialnych i ściąganie od nędzarzy pieniędzy pod przymusem uważacie za drobny kram? Gdzieście zdobyli taki język? To nie w kulturze polskiej. Zresztą oszczerczy i fałszywy film "Imperium ojca Rydzyka" nie został odwołany. I to jest dowód, że takie radio musi istnieć, bo z państwa powstaje banda. Film przeciwko panom Kaczyńskim został wycofany, bo oni mają władzę. A duchownego katolickiego można deptać, bo nie ma władzy i jest łagodny, "musi przebaczać"?

Autorzy nasi powtarzają, że "język Radia Maryja pozostaje ksenofobiczny, autorytarny, wykluczający wielkie osobistości ze środowiska polskiego (nie wykluczając pewnych biskupów)". Otóż to znowu trzeba pomóc odczytać. Język rzekomo ksenofobiczny to taki, który buduje na wierze i objawieniu, a nie zrównuje wszystkich religii i wszystkich światopoglądów, nie wielbi Czesława Miłosza jako wzoru Polaka i katolika, no i nie poddaje wszystkiego pod osąd liberalnych biskupów, zwłaszcza bp. Tadeusza Pieronka. Ale faktycznie wszyscy biskupi mają zawsze wolny dostęp do Radia w dzień i w nocy i mogą dyskutować ze słuchaczami w Rozmowach niedokończonych.

Autorzy uważają, że papieskie wezwanie Polski do UE było "przegraną Radia Maryja". Jest w tym dużo prawdy, ale Polska to nie samo Radio Maryja. Rzeczy religijne i polityczne nadal nie są ściśle rozgraniczone. Inna jest racja rzeczy doczesnych, a inna religijnych. I katolicy mają pełną wolność w sprawach społeczno-politycznych. Dlatego wejście do Unii nie umniejszyło roli Radia, a chyba jeszcze bardziej je wyniosło. Dlatego to właśnie nasilają się ataki na nie. Ateiści i liberałowie są bardzo bezwzględni i brutalni. W punkcie "Episkopat i Radio Maryja" Autorzy dodają, że grupa biskupów, powołana do sprawy Radia Maryja, "poniosła prawie totalną klęskę". Dlaczego klęskę? To takie liberalne podpuszczanie biskupów i jątrzenie. Owa grupa po prostu po zbadaniu sprawy, nagłośnionej przez wrogów patriotycznego Radia, stwierdziła wbrew liberałom, że zarzuty są niesłuszne i wszystko jest zgodne z prawem kanonicznym i z duchem Kościoła, najwyżej można by je może lepiej zharmonizować w dziedzinie duszpasterskiej z diecezjami, choć wtedy diecezje musiałyby pomóc finansowo.

Zdławić wolny głos z Polski
Całkowitą złą wolę i bezczelność pokazali nasi Autorzy w punkcie "Problem polski czy wpływ zagraniczny?" odnośnie do Radia Maryja. Jest tu ukradkiem lansowana teza, że Radio Maryja jest nie tylko "poza Kościołem" - zakon nie należy do Kościoła, ale nawet jest tworem zagranicznym, a mianowicie - w wypowiedzi potem ustnej - KGB. Dowodem na to miałyby być otrzymane częstotliwości na "dużej przestrzeni Rosji", żeby się zbliżyć do "przestrzeni słowiańskich, które pozostają poza Europą Zachodnią". Jest to donos, że Radio Maryja zdradza Europę Zachodnią, a zwłaszcza "świętą demokrację". Czegoś tak bezczelnie wrednego dawno człowiek nie słyszał, aż od "nowych katolików", choć coś z tego przewijało się lekko już dawniej u A. Michnika i abp. J. Życińskiego. Widocznie jakiś decydujący ośrodek zachodni daje znać, że ich cierpliwość się wyczerpuje i czas już skończyć z wolnym głosem Polski katolickiej. Ale merytorycznie, czy wykupienie częstotliwości na terenie innego państwa jest zdradą swojego? Czy Polacy muszą się odciąć we wszystkim i na zawsze od innych Słowian i od Wschodu, żeby być tylko niemymi kolonistami Niemców i Francuzów? Czy jest to istotnie zdrada "demokracji zachodnich", które swój despotyzm ateistyczny obnażyły w sprawie Rocco Buttiglionego, zakazując katolikowi kierować się wiarą i sumieniem. Autorzy podkreślają, że to straszne, iż Radio Maryja ma częstotliwości w Rosji w czasie, gdy "biskupi katoliccy byli wydalani z Rosji". A co, może Radio Maryja miało z tego powodu przestać się tam modlić na antenie? Jest to bezdenna głupota. A czy Jan Paweł II zdradza Kościół, gdy mimo wszystko pragnie odbyć pielgrzymkę do Rosji, przyjmuje jakby nigdy nic prezydenta Putina i gdy Putin przysyła mu wojskowy chór Aleksandrowa? Dlaczego "postępowi" Polacy chcą, żeby słowo Ewangelii po polsku i słowo z Ojczyzny nie docierało do tysięcy polskich katolików na nieludzkiej ziemi, na której marli polscy wygnańcy katoliccy od XVIII wieku do dziś? A wydalenie polskiego biskupa było spowodowane nietaktem jakiegoś urzędnika watykańskiego, który pomylił prowincje japońskie z rosyjskimi ("Karafuto").
A "rozpaczaniem", że Radio Maryja współpracuje z Rosją, Autorzy nie wzburzą Francuzów i nie zrobią z nich wrogów Rosjan, bo oni są całą duszą za Rosją, dziś chcą jej po cichu oddać Ukrainę, jak oddali już Białoruś, a Polska dla nich nic nie znaczy. Uderzyło mnie to, że kiedyś profesorowie z Sorbony pytali mnie, czy Polacy mają swój język odrębny, czy posługują się rosyjskim.

Wielki grzech przeciw Polsce
I wreszcie dużo dobrego - to dobrze - powiedziano o "dialogu żydowsko-katolickim", ale i tu popełniono wielki grzech antypolonizmu. Przerażające jest sformułowanie, że "naturalne pokrewieństwo polsko-żydowskie (z historii) zostało poważnie naruszone przez antysemityzm lat 30. i holokaust (par l'antisemitisme des années 30 et l'holocauste)". Wynika z tego, że holokaust był dziełem polskim, bo jest tu mowa tylko o Polsce. Trzeba było powiedzieć: "przez holokaust niemiecki na ziemiach okupowanych". Po drugie, jest tu pominięty ważny problem krwawej sowietyzacji Polski w latach 40. i 50. pod kierunkiem Żydów komunistów sowieckich. Nasi nierozważni Prelegenci chcieli prawdopodobnie pokazać Francuzom, że prawdziwymi ich przyjaciółmi i współpracownikami w UE będą tylko ludzie żydowskiego pochodzenia i może jeszcze inne mniejszości. W ten sposób KAI i KIK warszawski jeszcze raz pokazały, że bliska jest im unijna ideologia antykościelna i antypolska.
Jest to taki cały nurt. A. Brzeziecki i K. Burnetko piszą, że twórcy III Rzeczypospolitej uzgodnili w Magdalence, iż "nie dopuszczą do władzy żadnych ruchów narodowo-katolickich". Było to kontynuowanie planów z roku 1897, żeby Polska była krajem wielonarodowościowym i by mniejszości w niej zapanowały. Realizuje to teraz wyraźnie Unia Wolności.

Nie możemy dopuścić do tego, żeby do ogromnego zła politycznego, gospodarczego, duchowego, do zniewolenia, matactw władz, ucisku ze strony oligarchów, korupcji urzędników i biznesmenów, co ukazuje doniosła Komisja Sejmowa, do ogólnej nieprawości i degeneracji mediów, rozwalania instytucji, walk wywiadów, niszczenia prawa, etosu, tradycji, rozbijania świadomości narodowej i społecznej, rozkładu moralnego, zbrodni mafijnych, osłabienia państwa, bezrobocia, zniszczenia Kościoła, rozwoju ateizacji i cywilizacji śmierci, ciągłych przestępczych ataków na Radio Maryja, ateizacji kultury, sztuki i wychowania, lżenia wszystkiego, co polskie - dołączyły się czynniki katolickie, choćby owiane duchem nowych czasów i potrzebą reformy Kościoła. Tak dalej być nie może. Katolicy nie mogą zwracać się o pomoc do ateistów francuskich, by dławić Radio Maryja jako głos wolny, wolność ubezpieczający. Jeśli to nie będzie radykalnie odmienione, to KAI, KIK-i i wszelkie inne podobne instytucje, przynoszące Polsce i Kościołowi prawowiernemu duże szkody, muszą zostać szybko rozwiązane, gdyż Ojczyzna ginie.

ks. prof. Czesław S. Bartnik

Ks. prof. Czesław S. Bartnik – Czyżby to już “post-Polska”?
Opublikował/a Marucha w dniu 2009-03-07 (sobota)

W zmiennej sytuacji ostatniego 20-lecia stajemy nie tylko przed problemem, jak Polskę urządzać i stroić, lecz także już jakby przed pytaniem, czy w ogóle mamy Polskę, czy też tylko jakiś twór postpolski, oderwany od naszych dziejów, od naszego ducha, od Kościoła katolickiego, od właściwej kultury polskiej. I to pytanie trzeba poddać pod ogólną refleksję, bo choć z biegiem historii i Polska musi się w pewnym stopniu zmieniać, to jednak rdzeń jej kręgosłupa nie może zostać przerwany.

Tożsamość Polski, jej charakter i zasadniczy profil są dziś ujmowane różnie w zależności od punktu wyjścia:

1. Nasza klasyczna, historyczna i ideowa wizja ujmuje Polskę jako wielkość nie tylko materialną i ekonomiczną, lecz także jako humanistyczną i duchową, jako rodzicielską względem nas, o własnej niejako duszy i godności, o wyższych celach, jako wolną i suwerenną i zarazem jako kochającą i kochaną w całej rodzinie narodów i państw.
2. W aspekcie integracji z UE jako nowym imperium Polska jest pojmowana coraz częściej jako region geograficzny, etniczna i fizyczna część Europy, jedno z gospodarstw europejskich na dorobku i specyficzny folklor słowiański.
3. W aspekcie asymilacji neokapitalistycznej i liberalnej ideologii Polska ma się stawać uczennicą i wychowanką Zachodu, wyrzekającą się swego ducha i swej tożsamości, bez wyższych idei katolickich, ateistyczną, kierującą się przede wszystkim prawami ekonomicznymi i stanowiącą wygodną infrastrukturę umożliwiającą jej kolonizację przez oligarchów zachodnich.
4. Z punktu widzenia obywatelstwa Polski w UE Polska jest widziana jako kraina poza “twardym jądrem Unii”, jako uboga krewna przede wszystkim Niemiec, a także trochę Francji, Włoch i Anglii, żebrząca ciągle o pomoc finansową i o wpuszczenie jej na salony wielkiego dworu Europy Zachodniej.

Zanikanie zmysłu polskości

Nasuwa się dziś pewne spostrzeżenie prowokacyjne, że oto wśród kościuszkowców oraz ludzi partyjnych, ale polskiego pochodzenia, częściej występował zmysł polskości niż dziś wśród polskich liberałów, lewicowców i zachłyśniętych ideami UE. Coraz częściej mówi się, że nasze dawne władze polityczne musiały słuchać po części okupacyjnej władzy sowieckiej, natomiast nasze obecne władze naczelne pragną z własnej i nieprzymuszonej woli słuchać w całości Brukseli, Niemiec czy też jakichś ukrytych układów antypolskich.

Istotnie, zachodzi poważna obawa, że Polska staje się jakimś “europodobnym” manekinem bez swej polskiej duszy. Wyraźnie choćby odrzuca się i u nas kategorię narodu i kategorię państwa suwerennego. Państwo – według Konwencji z Montevideo z roku 1933 – jest to podmiot prawa międzynarodowego posiadający stałą ludność, suwerenną władzę, określone granicami terytorium i zdolność wchodzenia w relacje międzynarodowe (Zdzisław Podkański, “Nasza Polska”, 10.02.2009). Z tej definicji wynika, że po traktacie lizbońskim nie będzie już państwa polskiego. Nie będzie Polski w sensie państwowym, bo państwem będzie już tylko cała Unia.

Traktat brany dosłownie jest zdradą państwowości polskiej. A naród nie będzie już materialno-duchową gałęzią drzewa ludzkości, lecz luźnym zbiorem obywateli jakiegoś regionu. Według tego zatem, nie będzie już też i Narodu Polskiego, choć pozostaną nowoczesnymi narodami społeczności najwyższej cywilizacji: Niemcy, Francuzi i Brytyjczycy. Jednym z najważniejszych odczynników polskości mają być teraz Niemcy, jak niedawno byli Rosjanie.

Nie sposób tu opisać wszystkie zjawiska, ale niektóre trzeba poruszyć. Otóż nasze rządy tracące zmysł polskości kontynuują nadal politykę Aleksandra Kwaśniewskiego, który zawetował w swoim czasie ustawę sejmową o uwłaszczeniu Polaków na odzyskanych ziemiach północnych i zachodnich i nie zabezpieczył prawnie polskich właścicieli przed rewanżyzmem uciekinierów niemieckich na przestrzeni lat. Również dzisiejsze władze polskie nie przeciwdziałają wypieraniu Polaków z Pomorza przez Niemcy za pomocą środków unijnych (por. prof. A. Śliwiński). Złoszczą się również nasi post-Polacy, że na metropolitę szczecińsko-kamieńskiego nie poszedł germanofil, a został nim ks. abp Andrzej Dzięga. Rządy nie przeciwstawiaj ą się stanowczo budowie gazociągu: Rosja – Niemcy (Nord Stream), który godzi w Polskę i jest swoistą zdradą rzekomego przyjaciela Polski Gerharda Schroedera. Podobnie nasze czynniki godzą się łatwo na taką politykę handlową Niemców, rzekomych przyjaciół, która uderza w Polskę.

Również polityka wschodnia Niemiec lekceważy Polskę i nie traktuje nas jako współczłonka Unii. Jest to jakby po myśli Aleksandra Dugina, Rosjanina, który powiada, że niepodległe państwo polskie stanowi przeszkodę w Europie i musi nastąpić nowy rozbiór Polski między Niemcy i Rosję (W. Reszczyński, “Nasza Polska”, 30.09.2008). Istotnie i Szczecin przy nowej interpretacji układu poczdamskiego może być prawnie uznany za niemiecki. Zamykane są niektóre instytucje historyczne polsko-niemieckie. Polska jest zalewana niemieckimi firmami, bankami, mediami. Są budowane u nas w pierwszym rzędzie te autostrady i drogi szybkiego ruchu, które służą przeważnie interesom niemieckim i unijnym. Polska zrezygnowała ze starań o prawa Polonii w Niemczech, bardzo licznej, ok. 2 mln, a szybko przyznała takowe niewielkiej mniejszości niemieckiej. Niemiecki Jugendamt odbiera dzieci stronie polskiej w razie rozwodu i zabrania tym dzieciom i stronie polskiej mówienia po polsku, nie będąc tak rygorystyczny w stosunku do innych narodowości, np. do Żydów. Wymowne jest to, co Niemcy ostatnio napisali, że nazizm niemiecki powstał jako reakcja na nacjonalizm polski i na pomysł Piłsudskiego prowadzenia prewencyjnej wojny z Hitlerem. Znaczna część inteligencji niemieckiej i żydowskiej w Niemczech uprawia ciągle antypolonizm w polityce, prasie, sztuce, filmach, kabaretach, literaturze historycznej i pięknej, w satyrach, karykaturach itd. W ogóle rozwija się tam cały klimat antypolski i traktowania nas jako niepełnoprawnych członków UE.

Najgorsze, że obecny rząd PO jakby godzi się z tym wszystkim, rezygnując z podmiotowości i godności Polski (prof. J.R. Nowak, prof. R.H. Kozłowski, prof. A. Nowak).

Polska po Okrągłym Stole została w dużej mierze rozkradziona i rozbita nie tylko przez różne układy agenturalne i mafijne, lecz i przez antypolską ideologię tak, że mimo wysiłków niektórych ugrupowań nie wyzwoliliśmy się z tego do końca. Obrazuje to dobrze Bronisław Wildstein m.in. przez programy o aferze FOZZ. Rząd PO jakoś nie chce z tymi układami walczyć, a nawet przyjmuje do siebie niektórych ludzi dawnych układów i atakuje tych, którzy z tymi układami walczyli: panów Kaczyńskich, Antoniego Macierewicza, Zbigniewa Ziobrę, ludzi z IPN i innych. W rezultacie nie mamy Polski autentycznej i polskiej, lecz jakąś tylko “podobną” i układową.

Rządy PO, a zresztą w pewnym stopniu i PiS, nie protestowały i nie protestują zbyt zdecydowanie przeciwko szkalowaniu Polski, dawnej i obecnej, przez Żydów, Niemców, Francuzów, Hiszpanów, Anglosasów, Ukraińców, Węgrów itd. (podnosi to ciągle prof. J.R. Nowak). Chyba nie bardzo identyfikują się z polskością. Wprawdzie dziś tacy “neo-Polacy” operują terminami jak Polska, naród, ojczyzna, Kościół itp., ale przeważnie tylko przed wyborami i dla własnej propagandy wśród “ludu”. A MSZ wyraźnie źle traktuje organizacje polonijne i poszczególnych polonusów wyróżniających się zmysłem polskości i katolickości, jak np. konsula Jana Kobylańskiego. Widocznie PO obawia się, żeby jej nie zarzucali, że jest narodowa i katolicka. Nie podejmuje się też żadnych kroków prawnych przeciwko naszym wewnętrznym paszkwilantom, którzy kryją się za dziennikarzami lub politykami zagranicznymi, jakoby to tamci pisali i mówili od siebie. Podobnie robiło KGB, które publikowało opłacane przez siebie teksty, rzekomo zachodnie, przeciwko “Solidarności” i Kościołowi polskiemu. Literatura i prasa obiektywnie piszące o Polsce, zarówno w kraju (pisma katolickie i patriotyczne), jak i za granicą, są przemilczane lub nawet zagłuszane. Odnosi się to i do kanonu lektur szkolnych. Wstawia się pozycje autorów skandalistów, prowokatorów w stosunku do polskości i katolickości. To nie jest przypadek, lecz próba zniszczenia świadomości polskiej i poczucia polskiej godności dzieci i młodzieży.

O braku poczucia więzi z Polską u rządzących świadczy też długie, dziesięcioletnie tworzenie Karty Polaka i często nieludzkie warunki jej przyznawania, szczególnie rodakom okrutnie więzionym, wywożonym, terroryzowanym za polskość i za katolickość. Na przykład wymaga się, żeby 90-letni starzec, wywieziony jako małe dziecko do Kazachstanu, biegle mówił po polsku, znał historię Polski, nazwiska przywódców obecnych itp.

Zakłada się, że obecna Polska nie jest już Matką Polaków, nawet tak okrutnie cierpiących za Polskę. TVP nie chce emitować filmów patriotycznych i martyrologicznych (np. Bogdana Poręby), a zwłaszcza mówiących o mordowaniu Polaków przez Rosjan, Ukraińców (na Wołyniu i na obszarach płd.-wsch. dzisiejszej Polski) oraz przez NKWD. Natomiast Polski Instytut Sztuki Filmowej wspiera finansowo film “Tajemnica Westerplatte” opluwający wojsko polskie i bohaterów polskich wojny 1939 roku. Zresztą taki jest dziś styl w sztuce, rzekomo postępowy, że nie widzi ona człowieka, a jedynie funkcje fizjologiczne. W tym też duchu np. Tomasz Lis powiedział w ubiegłym roku: “Tu jest Polska”, o Woodstocku, żeby się przeciwstawić XV Pielgrzymce Rodziny Radia Maryja w Częstochowie.

Obawiam się, że brak zmysłu polskiego i roztropności wystąpił u ludzi, którzy głoszą całemu światu, że żołnierze polscy świadomie i celowo zabili cywilów w Nangar Khel w Afganistanie. Chodzi chyba o zohydzenie Polski i wojska polskiego spieszącego z pomocą innym narodom w imię Polski. O braku poczucia polskości u władzy, urzędników i niektórych naszych biznesmenów świadczy ochocze umożliwianie wykupu polskiej ziemi, zasobów, działek, domów, zamków, uzdrowisk, lasów, jezior itd. przez Niemców, Holendrów, Francuzów, Rosjan i innych, bo Polacy są biedni i okradzeni. Ponadto rząd zamierza oddać Niemcom kolej, transport kołowy, LOT, cukrownie, gospodarowanie Bałtykiem i energetyką itd., a wykupy już dokonane trzyma się w tajemnicy przed szerszą publicznością.

Nie jest też przypadkiem, że w teście maturalnym z historii na poziomie rozszerzonym w roku 2008 nie było nawet wzmianki o żadnej wiktorii polskiej: pod Grunwaldem, pod Wiedniem, nad bolszewikami w roku 1920, a tylko była mowa o niemieckich łodziach podwodnych, o wypędzeniu z Polski arian itp. Przypadek arian był podany w tym celu, żeby napiętnować polską rzekomą nietolerancję katolicką, dawną i obecną, gdy tymczasem arian wypędzili protestanci polscy, wśród których tamci robili wielkie zamieszanie religijne, a zresztą arianie zdradzili Królestwo Polskie na rzecz Szwedów w czasie potopu szwedzkiego.

Ogólnie też nasze media, idąc za propagandą antypolską, także wewnątrz kraju, ciągle biczują Polskę klasyczną i Polaków na korzyść różnych drapieżników. Wszystko, co polskie, przedstawia się jako złe, drugorzędne, zasługujące na wyśmianie. Jeśli są coś warci, to tylko polscy Żydzi lub skrajni filosemici. Nawet marszałek Senatu Bogdan Borusewicz poparł z całą siłą atak Żydów na Papieża Benedykta XVI za to, że zdjął on ekskomunikę z lefebrystów, z których jeden negował holokaust. Tymczasem trzeba pamiętać, że lefebryzm to wielki problem dla Kościoła, gdyż lefebrystów jest już w na świecie około dwóch milionów. I dla jednego złego lefebrysty Kościół ma nie przyjąć dwóch milionów? To płynie z niechęci do Kościoła katolickiego i z chęci przypodobania się Żydom.

Ministerstwo szkolnictwa z kolei chce zniszczyć polską oświatę, kulturę i świadomość przez wyjęcie szkolnictwa spod opieki państwowej przez jego decentralizację i poddanie w całości różnym pomysłom i gustom samorządów gminnych i powiatowych. Po pewnych latach takiego szkolnictwa uczeń z jednej okolicy nie będzie się mógł porozumieć z uczniem z drugiej okolicy.

W ogóle niektóre ministerstwa są zakażone jakimś wirusem burzącym polskość. Takich i podobnych zjawisk jest dużo więcej, nie sposób wszystkich wymienić. Zresztą nie o wszystkich się też wie, są i skrywane (zob. R.H. Kozłowski, A. Nowak, Jaka Polska?, Kraków 2009, s. 83 nn.).

Uciekanie od Polski do “cioci” Unii

Wspominane nasze czynniki widzą przyszłość Polski w rzuceniu się w ramiona molocha liberalizmu, który okazuje się coraz wyraźniej systemem błędnym i złym, zaczyna przypominać marksizm. Przyczynił się w dużej mierze do ogromnego kryzysu światowego przez chciwość banków i nieodpowiedzialną swobodę działania.

Poza tym sam rzekomo wolny rynek stał się rajem dla spekulantów bankowych. Okazuje się, że jedne banki zjadają drugie. Cały system bankowy świata jest chory i często przestępczy, czego najlepszym przykładem są oszukańcze i złodziejskie wielkie piramidy bankowe Bernarda Madoffa, Roberta Allena Stanforda i innych. Do tego dołączają się stałe wrogie spekulacje bankowe. Nie brak cyników, którzy mówią, że spekulacje przestępcze to są normalne gry bankowe. Ale czy da się usprawiedliwić spekulacje bankowe Zachodu na wschodzie Europy, jak rozbój banku inwestycyjnego Goldman Sachs, J.P. Morgan i innych banków: brytyjskich, duńskich, skandynawskich, przyznających się bezczelnie, że osłabiają naszą złotówkę? Goldman Sachs wyznał 19 lutego br., że zarobił na spekulacji złotym 8 procent i na tym spokojnie poprzestał. Podobnie kiedyś George Soros pogrążył rubla, funta angielskiego i banki południowoazjatyckie. Ma to być etyczna współpraca i przyjaźń czy gra towarzyska? Ponadto wicepremier Waldemar Pawlak powiedział wyraźnie, że polskie banki sprzedane obcym okradają nas w ogóle, a w czasie kryzysu szczególnie (TVP Info, 6.02.2009). Profesor J. Żyżyński pisze, że w roku 2008 wytransferowano z Polski ok. 80 mld zł, w tym połowę nielegalnie (“Nasz Dziennik”, 4.02.2009). Poza tym zachodzi obawa, że Polska płaci potajemnie jakieś odszkodowania, i to w czasie, gdy nasze zadłużenie zagraniczne wzrosło w roku 2008 do ok. 570 mld dolarów.

Wprawdzie pieniądz dziś staje się globalny, ale i globalny może stawać się środkiem manipulacji i walki na śmierć i życie niszczącym przede wszystkim kraje słabsze i niemające swojej pełnej podmiotowości, i system totalny musi podlegać zasadom etycznym, czego niestety liberalizm zagwarantować nie może. I dlatego, niestety, na świecie szerzą się niekiedy wielkie rozboje walutowe, które powinny być likwidowane przez jakieś wyższe organizacje światowe. Bowiem obecnie nierzadko banki rządzą państwami i polityką międzynarodową.

W takiej sytuacji suwerenności Polski może grozić również wejście do strefy euro, zwłaszcza szybkie i nieprzygotowane. Niektórzy finansiści powiadają, że to nie zagraża naszej podmiotowości gospodarczej, lecz przyjęcie euro ustabilizuje polską walutę i będziemy bezpieczni, bo stowarzyszeni z potęgami finansowymi. Ale niewątpliwie będzie to następny krok ku utracie suwerenności. I owe potęgi także dotknął potężny kryzys finansowy i gospodarczy tak, że i one stanęły na krawędzi bankructwa. Mówi się dosyć naiwnie, że ceny wcale nie pójdą w górę, jak rzekomo na Słowacji. Tymczasem na Słowacji ceny, zwłaszcza żywności, poszły w górę prawie o połowę (J. Szaniawski, “Nasz Dziennik”, 25.02.2009).

Trzeba pamiętać, że jeśli UE będzie stanowić jedno państwo, to o życiu finansowym w Polsce będzie decydował Europejski Bank Centralny, a więc czynnik zewnętrzny w stosunku do banków polskich i władz polskich. Przede wszystkim Bruksela będzie określała parytet złotówki i euro w momencie przejścia. Bez samorządności gospodarczej Polski też już nie będzie. Słabe państwo bez określonej osobowości jest łatwym łupem oszustw. Ideologia unijna obiecywała nam wolną gospodarkę, a faktycznie Polska znalazła się na 82. miejscu w świecie pod tym względem. Rząd polski długo oszukiwał społeczeństwo, że u nas kryzysu nie ma i nie będzie. Partie oszukują wyborców. Banki oszukują firmy przez opcje walutowe. Otwarte fundusze emerytalne oszukują emerytów: 60-letnia warszawianka otrzymała 23,65 zł emerytury z OFE. Premier oszukał Fundację “Lux Veritatis”. Bruksela oszukuje rolników przez zły przelicznik złotego na euro. Także ministerstwo okłamało rolników w kwestii zagospodarowania łąk bagnistych. Ekonomiści, bankowcy i finansiści to przeważnie cyniczni gracze (J. Szaniawski). Kłamstwa mnożą się na każdym kroku. PO powiada, że nie chce prywatyzować szpitali, ale tworzenie ze szpitali spółek prawa handlowego doprowadziło już do prywatyzacji całej masy szpitali, i to wszystko wbrew ustawie. Mówi się, że państwo nie pozbywa się troski o szpitale, ale dopuszcza sytuację, że właściciel prywatnego szpitala może go zamienić na hotel. Ministerstwo Sprawiedliwości opowiedziało się za dopuszczeniem świeżej krwi do zawodów reglamentowanych, m.in. do korporacji prawniczej, ale jednocześnie ułożyło takie testy egzaminacyjne, żeby prawie nikt nie zdał. Premier łaje prezydenta, że nie podpisuje traktatu lizbońskiego, ale prowadzi taką politykę, jakby ratyfikacja była zakończona. Premier i rząd głoszą bezpardonową walkę z korupcją, ale jednocześnie angażują wielu niepewnych ludzi z układów i atakują tych, którzy najpierw korupcję zwalczali. Koalicja głosi, jak wcześniej SLD i liberałowie, że w związku z naszym wejściem do UE nie grozi nam wcale napływ degeneracji moralnej z Unii, a teraz faktycznie sprzyja tym degeneracjom, i jeśli ją cokolwiek powstrzymuje przed otwartym jej popieraniem publicznie, to jedynie taktyczny wzgląd na wyborców katolickich.

Coraz bardziej wyrzuca się Kościół katolicki ze świadomości publicznej. Wprawdzie nie ma jeszcze tak jak w Wielkiej Brytanii, gdzie ostatnio wyrzuca się ze słowników szkolnych słowa: Bóg, Kościół, Chrystus, modlitwa, chrzest, Ewangelia, Matka Boża itd., ale skrzętne przemilczanie Kościoła robi swoje i idzie po myśli międzynarodowej masonerii (S. Krajski). Z tematyki religijnej, głównie katolickiej, pozostają już niemal tylko skandale, ataki na duchownych i na Papieża Benedykta XVI. Przy tym szkalowanie Kościoła, a nawet jawne bluźnierstwa z góry wygrywają w sądach i urzędach w imię rzekomej wolności słowa i sztuki. Tak jest już nie tylko w metropoliach, ale i w terenie.

Instytucje złapały bakcyla poprawności politycznej zwróconego i przeciw religii. Oto kiedy np. Rejonowy Komitet Obywateli Ziemi Biłgorajskiej, tak strasznie zniszczonej przez Niemców za jej polskość, wszczął sprawę kradzieży i profanacji wizerunku Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus i wyrwania tablicy Radia Maryja, to wszystkie władze, łącznie z sądem, nie uznały tego ani za profanację, ani za przestępstwo i dały poznać, że skarżący są “niedzisiejsi”. Byłoby to przestępstwo tylko wtedy, gdyby znieważenie i kradzież dotyczyły symboli żydowskich lub masońskich.

Ciągle daje się pełną możliwość głoszenia u nas poglądów antypolskich i antynarodowych. Oto 19 stycznia 2009 roku Marek Halter, Żyd polski, uratowany przez Polaków, a mieszkający dziś we Francji, miał na KUL wykład, w czasie którego wygłosił tezę, że Mieszko I był Żydem, bo tutejsi Słowianie byli tak tępi, że nie można było żadnego z nich wybrać na księcia. Przy okazji zarzucił też wszystkim Polakom ostatnich czasów, że nie obronili zbrojnie Żydów przed obozami zagłady.

Już nie ma Polski, kiedy można tak sobie z niej kpić i pluć na nią. Powie ktoś: dlaczego my się tak boimy UE jako jednego superpaństwa, a więc utraty suwerenności, przecież Niemcy, Francja, Anglia i Italia też mają tworzyć to jedno wspólne państwo, a nie mówią, że stracą swoją niemieckość, francuskość itd. Ale trzeba pamiętać, że one właśnie formują Unię i mogą sobie pozwalać na nieprzestrzeganie traktatu lizbońskiego, co zresztą już w dużym stopniu się dzieje. Niemcy budują sobie gazociąg bałtycki ze szkodą dla innych członków Unii, Niemcy też, jak zresztą i tamci, subsydiują sobie swobodnie swoje upadające firmy, banki i przemysł, choć nam jednocześnie nie pozwalają ratować stoczni i ludzi przed bezrobociem. Co to znaczy? Ano, że państwa te są i pozostaną w pełni suwerenne nawet po wejściu w życie traktatu lizbońskiego. My zaś i reszta państw unijnych utrzymamy się najwyżej na poziomie dominiów Unii.

Jeszcze raz pytanie Czy już Polski nie ma? Otóż ona jest, a nawet rozwija się, ubogaca i pięknieje, tyle że raczej nie w sferach władzy i polityków, co raczej w samej substancji społeczności: w ludzie, w terenie, na wsi, w mieście, w parafii, w miejscowych ośrodkach patriotycznych, w prasie i pismach lokalnych, często diecezjalnych, zakonnych i branżowych. Jest Polska wspaniała w spotkaniach mądrych i dobrych ludzi, w uroczystościach patriotycznych i religijnych, w pomysłowości i twórczości ludzkiej, a przede wszystkich w sercach i w sumieniu. Co z tego wynika? To, że tę okupacyjną, liberalistyczną i antypolską czapę trzeba zrzucić. Trzeba się w tym celu organizować na dole. Trzeba nam rządu, polityków i działaczy czystych, godnych i otwartych na wszystko, także na polskość i na religię. Oczywiście nikt z nas nie żąda, żeby na czele stali sami katolicy. Mogą być i innowiercy, i ateiści, i ludzie różnych orientacji społecznych i politycznych. Może nawet ustrzegą nas oni przed jakimś zasklepieniem, fanatyzmem czy bezkrytycznością. Ale jedno jest istotne: narodem katolickim nie mogą rządzić sami niekatolicy, a nawet wrogowie katolicyzmu i Polski właściwej. To samo będzie się odnosiło i do wyborów do europarlamentu.
Ks. prof. Czesław S. Bartnik: Niszczący charakter liberalizmu radykalnego
Opublikował/a redakcjawp w dniu 2009-01-17

Trzeba zdawać sobie sprawę, że dziś cały “postępowy” świat zachodni na swych szczytach animowany jest liberalizmem jako ideologią, programem życia i działania i jako światopoglądem. Żeby zatem ten świat zrozumieć w aspekcie socjalnym, politycznym, kulturowym i duchowym, trzeba go oglądać w świetle idei wolności, która ma przenikać wszystkie dziedziny i wymiary życia jednostek i społeczeństw. Rozumienie liberalizmu staje się więc kluczem do poznania, w jakim kierunku zmierzają wiodące dziś siły, również w Polsce.
Groźny redukcjonizm
Wolność jest darem Bożym i istotną strukturą człowieka jako jednostki i jako społeczności. Ale faktycznie może być ona bardzo rozmaicie, niekiedy negatywnie, przedstawiana i kształtowana. Toteż liberalizm dzisiejszy odsłania coraz bardziej jakieś swoje także ciemne oblicze. Oferuje rzekomo pełną wolność w każdej dziedzinie życia i ma stanowić istotny przełom dziejowy ludzkości, a faktycznie popełnia wielki grzech pierworodny, który polega na tym, że odrywa wolność od rzeczywistości i samą wolność traktuje jako jedyną i pełną rzeczywistość. Grozi to całkowitym zniszczeniem naszego życia:
- Życie społeczno-polityczne i kulturalne jest redukowane jedynie do tematu wolności, oczywiście źle rozumianej.
- Liberalizm radykalny programuje całkowite odcięcie się od przeszłości dla tworzenia jedynie nowości, totalnej i radykalnej.
- Liberalizm ten odrzuca wszelkie ograniczenia, zasady, prawa, reguły, struktury stałe, posuwając się niekiedy do zanegowania – w imię techniki – praw fizyki, biologii, przyrody i logiki, jak typowy mit.
- Wynika z tego też rodzaj samoubóstwiania się, według którego człowiek uważa się za stwórcę samego siebie i całej rzeczywistości ludzkiej i nie potrzebuje nie tylko Boga, ale i natury. Tworzy to nowoczesną mitologię techniczną.
- Wolność oderwana od prawdy, praw, konieczności i wartości ma zburzyć skorupę starego świata, a stworzyć świat całkowicie nowy, na podobieństwo rajskiego królestwa obfitości i techniki.

Obszary niszczenia
1. Liberalizm, jaki się dziś zrodził w kulturze zachodniej, wypiera przede wszystkim pojęcie Boga, którego przedstawia jako ewentualnego przeciwnika człowieka, a w konsekwencji wyrzuca samo Jego pojęcie z życia publicznego. W teorii toleruje prywatną wiarę w Boga i prywatną religię, ale uważa, że całość życia publicznego ma być, “jakby Boga nie było”, czyli teoretycznie i praktycznie ateistyczna: vita publica sine Deo. Człowiek ma być dopiero wtedy wolny, kiedy zajmie miejsce Boga. W konsekwencji nie istnieje żaden sens najwyższy, nie ma odniesienia jednostki i społeczności do jakiegoś punktu stałego i absolutnego i wolność człowieka przed nikim nie odpowiada w sposób ostateczny. W świecie nie ma żadnych śladów rozumności, celowości, ani wyższej miłości. Jest on tylko jakimś naszym towarem, materiałem, jest anonimowy, dziki, rządzony jedynie przypadkami i sam siebie zarówno stwarza, jak i niszczy, jak w pogańskiej mitologii hinduskiej. Nie ma Boga w życiu publicznym, to znaczy, że życie nie ma obiektywnego sensu, jest pozbawione logiki i odpowiedzialności. I oto i w Polsce jest coraz więcej prowodyrów życia, którzy chcą Polski bez Boga, bez Kościoła, bez katolików. I choć ludzie ci nie mają jeszcze bardzo wielkich wyników, to jednak musimy rozpoznawać ich zamiary i cele i odebrać im z rąk stery państwa.
2. Trzeba dostrzegać, że liberalizm radykalny oznacza zerwanie programowe z etyką tradycyjną, chrześcijańską i ogólnoludzką. Często mamy za złe liberałom, że łamią etykę w paru punktach, jak zabijanie embrionów ludzkich, aborcja, eutanazja, “małżeństwa” homoseksualne, a zapominamy, że twórcy ideologii liberalnej odrzucają całą dotychczasową etykę. Prawda, że wielu liberałów, zwłaszcza nierefleksyjnych, zachowuje się w innych dziedzinach tak samo, jak chrześcijanie, ale to dlatego, iż wyrośli z tradycji chrześcijańskiej i kontynuują ją podświadomie lub uważają ją po prostu za liberalistyczną, ale programowo etyka liberalna ma być całkowicie nowa i ma tworzyć nowy cały system antychrześcijański, zwłaszcza antykatolicki.
Kodeks etyczny decyduje o zachowaniach i działaniach oraz o sprawnościach doskonałościowych człowieka. Ludzkość od początku kształtuje mądrość moralną, sprawności dobrego życia i działania, po prostu prawidłowe postawy moralne, zwane u nas cnotami. Starożytni Grecy ustalili, że głównymi podstawami doskonałości ludzkiej są cztery cnoty, nazwane potem kardynalnymi: roztropność, sprawiedliwość, męstwo (dzielność) i wstrzemięźliwość (opanowanie). Roztropność to uzdolnienie rozumu do właściwego rozeznawania dobra i zła. Sprawiedliwość to trwała postawa oddawania drugiemu człowiekowi i społeczności tego, co im się należy. Męstwo to dzielność pokonywania trudności w drodze do dobra. Wstrzemięźliwość to stała sprawność porządkowania popędów, namiętności i pożądań dla utrzymania właściwych miar w korzystaniu z życia cielesnego i duchowego (por. Katechizm Kościoła Katolickiego nr 1805-1809). Dziś ideologowie liberalizmu stawiają, choć w sposób trochę skrywany, na miejsce roztropności irracjonalny szał życia, na miejsce sprawiedliwości – traktowanie drugiego człowieka jako rzecz, na miejsce męstwa – tchórzliwe unikanie trudności, na miejsce wstrzemięźliwości – wyzwalanie wszystkich popędów bez jakiegokolwiek okiełznania. To ostatnie widać dobrze w dążeniu do rozkoszy seksualnych, choć to się łączy często z zabijaniem dzieci poczętych. I to zabijanie uważane jest za dobre, gdyż nie krępuje wolności hedonistycznych. W Wielkiej Brytanii w roku 2004 było 197 tys. 913 aborcji legalnych, w tym 40 tys. 387 u nieletnich dziewcząt. A w Chinach, Ameryce, Rosji, Indiach i innych państwach przeprowadza się miliony aborcji rocznie. Wszystko to przeważnie dlatego, że za coś dobrego nie uważa się opanowania popędu, lecz raczej wolne rozpasanie.
Nie mówię tu już o najwznioślejszej etyce ewangelicznej, która dorobek całej ludzkości udoskonala w niepojętej mierze, a która była – i jest – traktowana jako zespół norm bardzo prostych i oczywistych. “Dołóżcie – nauczał np. św. Piotr – wszelkich starań, aby do waszej wiary (w Boga) dołączyć prawość, do prawości poznanie (dobra moralnego), do poznania opanowanie, do opanowania wytrwałość, do wytrwałości pobożność, do pobożności braterską życzliwość, a do życzliwości braterskiej miłość (…). Komu brak tych cnót, jest ślepy, niedowidzący” (2P 1, 5-9). Takie wskazania chrześcijańskie u radykalnych liberałów wywołują pobłażliwy uśmiech nad rzekomą naiwnością, a niekiedy wewnętrzną wściekłość, gdyż zło zawsze się irytuje na dobro.
3. Liberalistyczna koncepcja wolności ładnie brzmi, ale faktycznie zmierza do utworzenia świata całkowicie oderwanego od tradycji ludzkiej. Jest to tragiczny błąd. Tradycja bowiem to nic innego jak otrzymanie daru życia z góry i jego samokontynuowanie się na świecie. Ona przecież nas urodziła, ukształtowała, ukierunkowała, obdarzyła wszelakimi dobrami, zdobywanymi zarówno przez długie tysiące lat, jak i przez dopiero co przemijającą przeszłość. Przez tych niedojrzałych myślicieli liberalizmu tradycja jest pojmowana za płytko, tylko jako folklor, zbiór zwyczajów i nawyków społecznych. Przy tym niektórzy powiadają, żeby absolutnie nie oglądać się na przeszłość, a patrzeć jedynie w przyszłość. Zdanie to ma o tyle rację, że życie zawsze biegnie w przyszłość, ale rodzi się w przeszłości i przebiega przez teraźniejszość, która została ukształtowana przez przeszłość. Przekreślanie przeszłości w całości jest najwyższą głupotą. Przeszłość to nasza rodzicielka, wychowawczyni, nauczycielka i zarazem prorokini na przyszłość. Tradycja dała nam mentalność, pojęcia, sposoby i modele myślenia i działania, idee etyczne, języki, systemy reakcji, cechy osobowościowe, ogromne zasoby wiedzy. Tradycja skraca o tysiące lat okres naszego dojrzewania, bez niej każdy człowiek i cała ludzkość zaczynaliby od niemowlęctwa i dzieciństwa społecznego. Każde pokolenie musiałoby zaczynać od zera.
Oczywiście nie znaczy to, że nie powinniśmy tradycji uzupełniać, doskonalić, ubogacać, korygować i wreszcie szukać nowych dróg ludzkości na różnych obszarach. Jedynie potępianie całej tradycji w czambuł jest, jeśli nie przestępstwem, to najwyższą głupotą.
4. Skrajni liberałowie zrywają z dawną kulturą, zwłaszcza klasyczną i chrześcijańską, o chrześcijańskiej szaleni autorzy konstytucji UE nie chcieli wspomnieć choćby jednym słowem. Nie rozumieją, że kultura we właściwym znaczeniu, materialna, cywilizacyjna i duchowa, nie jest kształtowana w całkowitej dowolności, jak plastelina w rękach dziecka, lecz ma swoje określone, trwałe i mocne prawidła, zasady i metody, które ograniczają bezkształtne majaczenia liberalne.
Liberałowie chcą dotychczasowe kultury dać do antykwariatu lub muzeum, a ich miejsce mają zajmować: erupcja dowolności i irracjonalności, burzenie, prymitywizm życia i obyczajów, egoizm, wielkie chamstwo, jak wśród naszych polityków liberalnych, miotanie najgorszymi bluźnierstwami przeciwko religii w wystąpieniach w literaturze, przygłupiastych kabaretach i w sztukach, duża beztematyczność w twórczości, popuszczenie wodzy wszelkim namiętnościom i totalne posługiwanie się kłamstwem. W rezultacie jest to raczej antykultura, która niszczy osobowe i duchowe życie jednostek i społeczeństw.
5. Liberalizm od dłuższego czasu jest bardzo szkodliwy w pedagogii i edukacji, zarówno dzieci i młodzieży, jak i starszych. Oszołomieni hasłem czystej wolności zrywają z klasycznymi procesami edukacji i wychowania, zwłaszcza z wymaganiami, rygorem, dyscypliną, pracowitością i po prostu z samowychowaniem. Porzucają oni możliwie wszystkie bodźce zewnętrzne, nawet naganę słowną za zło, niekiedy nawet pouczanie, a stawiają prawie wyłącznie na impulsy i chęci wewnętrzne. Odrzucają przy tym wewnętrzną skłonność do zła, lenistwa, okłamywania i unikania wysiłku.
Odrzuca się naganę, wyraźne ocenianie i karanie, bo tylko wolność i własne chęci są uważane za motor wszelkich osiągnięć. Toteż należy odrzucić wszelkie reguły i zewnętrzne metody wychowawcze. Według niektórych należy nawet uznać, że uczenie, co jest prawdą, a co fałszem, co jest dobrem, a co jest złem, ma charakter nacisku i determinizmu. Człowiek rodzi się aniołem i sam do wszystkiego dojdzie. Uczenie się i wychowywanie ma być w formie przyjemnej zabawy i szkoła musi wszystkich pociągać. Jeśli tego nie czyni, to jest to wina nauczycieli i wychowawców. Przy tym też programiści nauczania nie chcą ludzi z wielkimi ideami, intelektualistów i humanistów. Zostawiają to tylko bardzo nielicznym jednostkom, od ogółu chcą tylko sprawnych pracowników (pokłosie marksizmu), niewolników pracy, robotów technicznych. W ogóle społeczeństwo przyszłości ma mieć dwie klasy: niewielką społeczność elitarną i oligarchiczną oraz klasę zawodową i pracowniczą.
W tym kierunku zdają się zmierzać i polskie pseudoreformy nauki i szkolnictwa. Rząd PO myśli o prywatyzacji szkół i ich regionalizacji. Edukacja nie byłaby już ani państwowa, ani powszechna. Nie ma modelu ucznia ogólnopaństwowego, jest tylko model wielkomiejski, małomiasteczkowy i wiejski. W ten sposób dąży się do rozbicia jedności państwa, rozbicia jedności tematycznej nauczania i do podzielenia kultury narodowej na folklory lokalne. Dziwne, że nauczyciele nie zdają sobie z tego sprawy. Widzą oni tylko niektóre problemy, a nie dostrzegają całego złowieszczego systemu, który chce przeformować całkowicie mentalność polską. Teoretycy zachodni eksperymentują na społeczeństwach wschodnich, na ile da się kształcić i wychowywać dowolne modele ludzi niższego rzędu, bawią się w bogów.
Liczni też niestety Polacy, zauroczeni edukacją liberalistyczną na Zachodzie, pogardzają szkolnictwem polskim, że jest dużo słabsze od zachodniego, zacofane i nieliberalne. Dopiero teraz się dziwią, jak to się dzieje, że kiedy dzieci naszych emigrantów powracają z Zachodu, to muszą brać roczne korepetycje, żeby sobie poradziły z wyższym poziomem i żeby nie zostały cofnięte do niższej klasy. I uczęszczają na korepetycje nie tylko z polskiego, ale także z matematyki, historii, geografii, fizyki i z innych przedmiotów. Wszystko to znaczy, że liberalizm niszczy szkołę i degraduje ucznia, naukowo i osobowościowo, wychowując słabe charaktery.
6. Liberalizm zmierza do zredukowania funkcji państwa, a nawet do jego zniesienia w przyszłości, co godzi w dorobek tysiącleci, które doskonaliły życie zbiorowe przez tworzenie różnych form państwowych. Każde państwo dziś ma być rzekomo zagrożeniem wolności obywateli. Bez względu na to, jaką państwo ma konstrukcję, choćby było prostą i wolną umową społeczną (Th. Hobbes). Jednak dysponuje pewnymi elementami dyscypliny, nacisku, a nawet, jeśli trzeba, i przymusu, np. wobec przestępców lub w razie konieczności zbrojnej obrony. Liberałowie chcą w gruncie rzeczy zlikwidować wszelkie determinizmy państwowe, nawet naczelne władze, strukturę ładu, porządku, elementów spójności itp. Jest to idea nieodpowiedzialna, bo jakkolwiek państwo nie może być totalitarne i absolutystyczne, to jednak musi mieć pewne środki nadrzędności i przymusu, gdyż w każdym wielkim społeczeństwie zawsze występują potężne konflikty interesów, antagonizmy, tarcia, zmagania się, tendencje dezintegracyjne. A przede wszystkim musi istnieć siła spajająca i organizująca całość dla wspólnego rozwoju, postępu i osiągania celów społecznych. Kto odrzuca konieczność władzy ogólnospołecznej, jest bardzo niebezpiecznym utopistą, jak anarchista.
Proszę sobie wyobrazić brak stosunkowo silnej władzy państwowej wobec ogromnych przestępstw niemal we wszystkich dziedzinach, wobec band, a choćby i wobec szalejącej młodzieży, jak we Francji, Hiszpanii, Danii, ostatnio w Grecji. Niektórzy powiadają, że władzę państwową może zastąpić władza samorządowa. Oni nie rozumieją, co mówią. W samorządach bezwład, chaos, napięcia, walki, egoizm indywidualny i grupowy, dezintegracja, korupcje i inne bywają nieraz jeszcze większe niż w obszarze całego państwa i bez prymatu władzy państwowej samorządy lokalne straciłyby szybko swój byt. Poza tym jeśli na czele państwa jest tylu nieodpowiednich ludzi władzy, jak choćby w naszym rządzie, to dużo gorzej bywa na dole. Nawet najwybitniejsze i najbardziej kompetentne jednostki nie mogą sobie poradzić.
7. I wreszcie bardzo niszczącym mitem jest ubóstwianie wolnego rynku, choć faktycznie taki jeszcze nigdzie nie istnieje. Jest to rodzaj współczesnej gnozy, że rynek jest jakąś personifikacją posiadającą rozum, wolę, cnoty i opiekuńczość wobec człowieka. Wiadomo, że pewne obszary procesów rynkowych muszą być wolne, ale liberałowie chcieliby absolutnej wolności rynku i jego niezależności od jakichkolwiek struktur organizacyjnych i kierowniczych. Przy tym liberałowie zakładają naiwnie, że człowiek w sferze rynkowej nie ma żadnej skłonności do zła, a chce tylko dobra drugiego człowieka.
Tymczasem wolny rynek bez etyki, bez prawideł ustalanych przez odpowiedzialne czynniki i bez odpowiedniej kontroli to wielki poligon walki człowieka z człowiekiem, niekiedy źródło tragedii i kataklizmów, droga do zniewalania jednych przez drugich, a wreszcie rozkład samej gospodarki społecznej. Rynek nie istnieje bez człowieka. Brak kontroli ze strony władz i zwyczajna chciwość bankowców doprowadziły, jak wiemy, do ogromnego kryzysu gospodarczego w Ameryce i na całym świecie, co wyznał wielki guru liberalizmu gospodarczego Alan Greenspan, szef banku centralnego USA. Wolny rynek, bez kontroli władz i w sytuacji niemoralności, umożliwił Bernardowi Madoffowi, prezesowi giełdy Nasdaq utworzyć gigantyczną 50-miliardową oszukańczą piramidę finansową, która się teraz rozpadła, depcząc całe masy ludzi.
Ciekawe, że marksizm i liberalizm, uważające się za najsilniejsze na płaszczyźnie gospodarczej, padają właśnie gospodarczo. Dzieje się tak dlatego, że mają mylną koncepcję człowieka i mitologizują gospodarkę materialną. I nie można zrozumieć, dlaczego ten liberalizm teoretyczny i praktyczny, który sprowadził już kryzys gospodarczy na skalę światową, ma jeszcze tylu zwolenników. System kapitalistyczny, mimo swych wad, jeszcze się trzyma, ale wersja liberalistyczna już pada. Toteż Ameryka Baracka Obamy chce choć częściowo odejść od wolnego rynku w całościowym ujęciu, czego jednak nie czyni nadal ekipa G.W. Busha. Poza tym teoria wolnego rynku liberalistycznego to same sprzeczności. Widać to dobrze na przykładzie Polski, gdzie w imię wolności gospodarczej komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes, jednym zdaniem skazała na śmierć gospodarczą trzy polskie stocznie, a z nimi setki tysięcy robotników. Co ciekawsze, rząd PO czuje się filuternie “wolny”.
Każdy system gospodarczy powinien uwzględniać naukę o człowieku jako jednostce i społeczności. Skrajny liberalizm w dziedzinie społecznej, politycznej i gospodarczej powinien być zastępowany przez personalizm społeczny.

Jeszcze parę refleksji
Teoretycy liberalizmu stworzyli sobie mit, że całe życie ludzkie we wszystkich dziedzinach sprowadza się do wolności bez podstaw trwałych, bez ograniczeń i bez prawideł, i przejęli francuski i sowiecki kult rewolucji, według której świat zaczął się dopiero od nich i na nich się skończy. Zakłada to, mówiąc otwarcie, że wielkie miliardy ludzi w przeszłości i dziś, poza liberalizmem, są to po prostu nieszczęśnicy i idioci. Wobec takiego absurdu i takiej ślepej pychy wielu wodzów liberalizmu już dziś zaczyna się wycofywać z liberalizmu, przynajmniej z powszechnego i radykalnego (G. Soros, J. Habermas i inni). Według Witolda Gadomskiego, sama PO zaczyna tracić impet liberalizmu w niektórych obszarach (“Gazeta Wyborcza”, 10-11.01.2009). Problem w tym, że kierunek ten wniknął już głęboko w świat prostej inteligencji, polityków, działaczy społecznych i niektórych ludzi nauk humanistycznych. I ci ludzie coraz mocniej atakują wszystko, co nie jest zgodne z teoriami liberalizmu. I od tych ataków nie chroni nas żadne prawo w państwie rzekomo liberalnym. Dobry jest przykład z geotermią Fundacji “Lux Veritatis”: jedno ministerstwo odebrało dotację, a drugie zakazało zbiórki pieniędzy wśród katolików. To się nazywa wolność! Przecież to jest choroba i przestępstwo i nie ma od tego odwołania do sądu. Z kolei w szerszym zakresie Daniel Cohn-Bendit, Brian Crowley, Martin Schulz i inni chcą zniszczyć “w imię wolności” prezydentów Polski i Czech za to, że próbują oni zachować odrobinę wolności swoich społeczeństw i państw. Takim liberałom pomyliła się już prosta logika, a chcą opanować świat współczesny.
Niestety, jednak w PO przeważa ciągle ideologia i praktyka liberalna, do czego dołączają liczni politycy z innych partii, może poza PSL. Ot, takie kwiatki. Pewien profesor, ateista, powiedział niedawno w TV, że zabijanie embrionów ludzkich przy metodzie in vitro jest czymś “głęboko ludzkim”, natomiast przeciwstawianie się temu zabijaniu ze strony katolików jest “czymś nieludzkim”. Tu nie ma żartów, liberałom coś się w głowach porobiło. Nawet i senator Jarosław Gowin, chyba najinteligentniejszy człowiek w PO, myślał, że może być sobie katolikiem i liberałem i nie zabijać embrionów ludzkich przy metodzie in vitro. Ale koledzy z PO szybko dają mu poznać, że kto nie jest gotów zabijać embrionów, i w ogóle dzieci poczętych, nie jest żadnym liberałem, ani dobrym członkiem PO, lecz zwyczajnym sobie “religiantem” katolickim. Zresztą, takie przewartościowanie wolności ludzkiej na wolność zabijania niewinnych dokonało się już w większości krajów UE. Kiedy np. wielki książę Luksemburga, Henryk Bourbon, z powodów religijnych nie podpisał ustawy o eutanazji, to ma być ukarany przez parlament łagodnie, jak na liberałów przystało, a mianowicie odebraniem mu w ogóle prawa podpisywania wszelkich ustaw. To się nazywa wolność wolnościowców. Z kolei w USA w stanie Arizona Rada Adwokacka proponuje ustawę, by adwokaci chrześcijańscy składali przysięgę, że jeśli zostaną poproszeni o poparcie aborcji, eutanazji i związku homoseksualnego, to muszą to zrobić bez względu na swe sumienie, nie mogą się powoływać na religię chrześcijańską. Jeśli ktoś takiej przysięgi nie złoży, to będzie usunięty z Rady lub nie będzie do niej przyjęty. Zresztą łamanie sumień prawników i lekarzy katolickich dokonuje się faktycznie prawie we wszystkich krajach “liberalnych”, także i w Polsce.
I tak w imię rzekomej wolności wolność się często zabija, a wraz z nią i człowieka. Skrajny liberalizm okazuje się czymś straszliwym. Jak tak dużo ludzi może go świadomie przyjmować? Chyba nie dostrzegają jego głównych założeń i celów, a widzą jedynie niektóre elementy wtórne. Wolność bez prawdy, etyki i miłości może być w pewnym momencie przestępcza

Zapomniana historia. Zdeptana pamięć. 1/3

Zapomniana historia. Zdeptana pamięć. 1/3
Reportaż o największej organizacji podziemnej na Pomorzu "Gryfie Pomorskim" oraz o zniszczeniu pomnika jego dowódcy por. Dambka.
part1

Major Hubal zyje w naszej Polskiej pamieci i historii.

Major Hubal zyje w naszej Polskiej pamieci i historii.
Scena z filmu "Hubal", przedstawiająca śmierć majora Henryka Dobrzańskiego./Scene from "Hubal" movie, present death of major Henryk Dobrzański.
A translation of what the actors are saying:


part 1

part 2
Brał udział w wojnie polsko-ukraińskiej w 1918 roku i dowodził plutonem kawalerii podczas walk o Lwów. W latach 1919-1921 brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Za odwagę na polu walki został odznaczony czterokrotnie Krzyżem Walecznych i krzyżem srebrnym Orderu Virtuti Militari.

Po wojnie pozostał w wojsku. Jako świetny kawalerzysta był członkiem reprezentacji Polski w jeździectwie, zdobywając ogółem 22 złote, 3 srebrne i 4 brązowe medale. W roku 1925 zdobył w Londynie Nagrodę indywidualną dla najlepszego jeźdźca, był również zawodnikiem rezerwowym w składzie polskiej ekipy na Igrzyskach Olimpijskich w Amsterdamie w 1928 roku. Na prestiżowych zawodach w Aldershot zajął czwarte miejsce.

Stanisław Michalkiewicz w Radiu Maryja i Historia Reform czy niszczenia Polski - 30.12.2009

Stanisław Michalkiewicz w Radiu Maryja i Historia Reform czy niszczenia Polski - 30.12.2009


20-lecie planu Balcerowicza
pos. Gabriela Masłowska - członek Sejmowej Komisji Finansów Publicznych (2009-12-17) Aktualności dnia

słuchaj
zapisz

Wednesday, December 30, 2009

Powiedz nie do roszczen od Polski

Powiedz nie do roszczen od Polski

ODEZWA do Narodu Polskiego Ks. Prałata Henryka Jankowskiego "całe życie walczyłem o znaczenie, co się zwie imponderabilia jak: Honor, Cnota, Męstwo"
Ks. Prałata Henryka Jankowskiego

Drodzy Rodacy!
Umiłowani Bracia i Siostry!

2 kwietnia o godzinie 21.37 Roku Pańskiego 2005 - w czasie trwania Apelu Jasnogórskiego i w Wigilię Święta Miłosierdzia Bożego zmarł jakże bardzo ukochany przez Cały Naród Polski i przez cały Świat Ojciec Święty Jan Paweł II - nasz największy Rodak, największa i najbardziej niezawodna ostoja chrześcijaństwa przełomu Tysiącleci, największy autorytet moralny naszych czasów.

Kilka dni wcześniej zmarł Edward Moskal - Prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej, wielki przyjaciel Polski.

Mamy rok 2005 - trudny rok wyboru nowego Prezydenta R.P., rok wyborów do Sejmu i Senatu, powołania nowego Rządu i rok głosowania w referendum nad sprawą przyjęcia lub odrzucenia konstytucji Unii Europejskiej, w której brakuje odniesienia do Boga i chrześcijańskich korzeni Europy.

Ateiści, libertyni, liberałowie, masoni i postkomuniści zdominowali Europę i Polskę. Systematycznie niszczą niepotrzebny im Kościół Rzymsko - Katolicki. Każdy prawdziwy, rzetelny katolik świadomy swego miejsca wobec Boga, wobec drugiego człowieka, wobec swojej Ojczyzny i wobec swego środowiska - to ich wróg. Planowo niszczą więzy rodzinne i poczucie patriotyzmu. Dużą część naszego społeczeństwa zepchnęli na margines życia, pozbawiając pracy, domów, mieszkań, możliwości kształcenia i korzystania z dóbr kultury. Trwa planowa produkcja bezrobotnych i bezdomnych niewolników ekonomicznych bez środków do życia. Miliony dzieci, kobiet i mężczyzn, emerytów, rencistów - żyje w skrajnej nędzy, poniżej minimum biologicznego. Pozostali - w obawie przed losem tych nieszczęśników -w rytm niewolniczej pracy, od rana do nocy - gonią za pieniądzem.



Jedynym Bożkiem staje się Mamona. W przewrotny sposób ludzie, partyjne kliki spod znaku SLD, czy Platformy Obywatelskiej działają jak masoni. Wykorzystując media sterowane przez Adama Michnika i Jerzego Urbana oraz media uzależnione w 100% od kapitału zagranicznego, a nawet wykorzystując prostactwo i prymitywizm ludzi władzy - atakują Kościół Katolicki, ludzi i instytucje z nim związane, atakują religię, księży i chrześcijańskie wartości moralne.


Jednocześnie świadomie i celowo propagują narkomanię, alkoholizm, rozpustę, aborcję, pogardę dla wartości narodowych i chrześcijańskich, dla europejskich norm kultury opartej na klasycznych wzorcach greckich, rzymskich, chrześcijańskich, wreszcie - zbrodniczo propagują masową eutanazję.


Quo vadis? Dokąd idziesz świecie współczesny, świecie bez Boga, bez Kościoła, bez religii, bez Ojczyzny, bez honoru, bez norm moralnych. Świecie ateistów i masonów! Dokąd idziesz świecie z kultem siły, przemocy i pieniądza?

Odpowiedź jest tylko jedna. Taki świat zmierza ku zagładzie!!!



Jako Polak, Kapelan Honorowy Jana Pawła II i Kapelan "Solidarności" pytam: czy tak być musi? Czy o to walczyliśmy w 1980r. i 1989r.? Czy o to walczyliśmy również w latach 1956, 1970, 1976? Czy po to ginęły od kul tysiące patriotów polskich na rozkazy moskiewskich zbrodniarzy komunistycznych wykonywane rękami ich polskich służalców spod znaku PZPR, UB, SB?



Czy od 1989 r. samozwańcza elita polityczna sprawuje władzę naprawdę w imieniu i na rzecz Polaków?


Co zrobili dla Polski ci, którzy zastąpili po 1989 r. komunistów z PZPR? Nowe elity polityczne podzieliły się po połowie z komunistami majątkiem wypracowanym przez wieki przez Naród Polski. Dzisiaj gospodarka, aparat państwowy, prasa, radio i telewizja są w rękach byłych komunistów z PZPR, którzy przechrzcili się na SLD Millera i Oleksego, Socjaldemokrację byłego Marszałka Sejmu - Borowskiego, Unię Pracy wicepremier Jarugi-Nowackiej, a w drugiej połowie są w rękach byłej tzw. opozycji okrągłostołowej. Opozycji reglamentowanej i limitowanej, która paktowała z komunistami, jak podzielić Ojczyznę między siebie kosztem 10 milionów uczciwych członków "Solidarności" i ich rodzin, kosztem całego Narodu.

Rodacy!

Po 15 latach rzucania Was na kolana i wtrącania do śmietnika historii nie powinniście już więcej głosować na tych samych ludzi, którzy najpierw tworzyli KOR, czyli Komitet Obrony Robotników (a z "obroną robotników" mieli tyle wspólnego, ile tańcząca baletnica ma wspólnego z pracującym górnikiem lub hutnikiem), a następnie przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi zmieniali nazwę swej partii - na Unię Demokratyczną, Kongres Liberalno - Demokratyczny, Unię Wolności, Partię Konserwatywno - Ludową, wreszcie…Platformę Obywatelską - Tuska i Rokity. To ta sama stugłowa hydra, wciąż odradzająca się pod nową nazwą. To ta głowa z twarzą Balcerowicza i Hanny Gronkiewicz-Waltz, którzy zaprzedali nasze rodzime banki obcym monopolom, tak bardzo dyktującym dzisiaj warunki ekonomiczne naszym przedsiębiorcom, a właściwie to stwarzającym im taką sytuację, by rzekomo oferowany przez nich kredyt był dla naszego rodzimego przedsiębiorcy w ogóle niedostępny. Te wszystkie partie, to jeden i wciąż ten sam mutant polityczny, sterowany przez Adama Michnika, który po 1989 r. zhańbił się deklarowaną publicznie przyjaźnią z Jerzym Urbanem i Wojciechem Jaruzelskim, który w Australii powiedział, że Polakami to się łatwo rządzi, bo Polacy to stado baranów, a sam wstydzi się nawet przyznać do swoich judaistycznych korzeni i do swego prawdziwego nazwiska! Ukrywa się więc pod nazwiskiem: Michnik!

Drodzy Rodacy!

Wzywam Was dla dobra Naszej Ojczyzny, wzywam Was dla Waszego Dobra, dla Dobra Waszych Dzieci i Wnuków - nie głosujcie na Partię Demokratyczną. Jej twórca - Frasyniuk to bliski współpracownik b. przewodniczącego Unii Wolności - osławionego Leszka Balcerowicza, ojca nędzy Polaków.

Drugi z ojców Partii Demokratycznej: Mazowiecki, twórca "grubej kreski" zaprzepaścił dorobek "Solidarności" i umożliwił komunistom po 1989 r. dalsze rozkradanie Polski.

Premier Belka i wicepremier Hausner z nowej Partii Demokratycznej - to księgowi rządzącego obozu SLD, którzy zrobili wszystko, by jak najbardziej obniżyć renty, emerytury, zasiłki rodzinne i zwiększyć Polakom podatki, a jednocześnie nie pobierali podatków od potężnych firm zagranicznych. Ludzie ci, to współczesna polska magnateria, zasiadająca m.in. w radach nadzorczych, gdzie za jedno posiedzenie płacą sobie po kilkadziesiąt tysięcy złotych.

"Errare humanum est" mawiali starożytni Rzymianie. "Błądzić jest rzeczą ludzką". Rodacy! Nie wolno nam powtarzać błędu czynionego przez ostatnie 15 lat. Nie głosujcie ani na SLD, ani na Platformę Obywatelską, ani na Partię Demokratyczną.

Ani czerwoni z SLD, ani różowi z PO, ani czerwono-różowi z PD, tj. Partii Demokratycznej - nie dadzą Wam obiecanej manny z nieba.

Oni wszyscy, to liberałowie - zwolennicy wielkiego kapitału. Dla nich zwykły uczciwy człowiek i jego rodzina - nic nie znaczą. Im szybciej ludzie znajdą się na śmietniku, tym szybciej dotychczasowe, samozwańcze "elity polityczne" będą miały tę kwestię rozwiązaną. Jeżeli będziecie głosować na Platformę Obywatelską Tuska i Rokity, albo na Partię Demokratyczną - Frasyniuka, Mazowieckiego, Belki, Hausnera - to pogłębicie swoją nędzę, a Wasze dzieci nie będą miały co jeść i w co się ubrać, nie będą mogły się uczyć, ani nie dostaną pracy. W najlepszym przypadku czeka je emigracja zarobkowa i łapanie pracy daleko od kraju - pracy jakiejkolwiek i za każde pieniądze. I gdzie tu praca zgodnie z wykształceniem, gdzie satysfakcja z pracy i życia, gdzie tu godność człowieka i poszanowanie Jego najświętszych wartości?

Gdzie tu człowieku Twój status Dziecka Bożego nadany Ci przez Samego Boga, Stwórcę Wszechdziejów?! Przecież sam Bóg nadał Ci swoją Wartość, swoją Godność, swoje Prawa w postaci Dekalogu - i wszystko, co wykracza poza te granice, jest wypaczeniem idei Życia, Wartości tego Życia i Godności Człowieka! Sprzeciwem wobec Boga!

Pamiętajcie, co ze służbą zdrowia zrobił minister Balicki - jeden z filarow Unii Wolności, a dziś członek Socjaldemokracji Borowskiego.

Szpitale nie mają pieniędzy na operacje i proste zabiegi ambulatoryjne. Na wizyty u specjalistów czeka się miesiącami. Wiele osób nie mających pieniędzy na prywatne leczenie - musi umierać. Szpitale często odmawiają przyjęcia nawet pacjentów dowożonych przez karetki pogotowia.

Nie głosujcie na Platformę Obywatelską i Partię Demokratyczną, których programy gospodarcze zmierzają do drastycznego ograniczenia dochodów jak największej liczby Polaków żyjących z uczciwej pracy, a zarazem zmierzają do zwiększenia krociowych zysków i szybkiego bogacenia się tylko nielicznej i wybranej grupie przedsiębiorców związanych z międzynarodowym, wielkim kapitałem zagranicznym.

Nie głosujcie na te wszystkie partie, które już sprawowały rządy w Polsce w ostatnich 15 latach i oczywiście nie głosujcie na bezpośrednich spadkobierców PZPR w postaci SLD, Socjaldemokracji Borowskiego, Unii Pracy - Jarugi Nowackiej.

Wybierajcie na posłów i senatorów tylko ludzi nowych, nieuwikłanych w rządy, w afery gospodarcze lub współpracę ze służbami. Głosujcie na ludzi pewnych, swoich, którym ufacie i wiecie, że swoje obowiązki przyjmą naprawdę z sercem - w imię staropolskiej idei: pro publico bono. Niech to będą nasi rodzimi kupcy, przedsiębiorcy, rzemieślnicy, rolnicy, naukowcy, inteligenci, a nie tylko wyrobieni partyjni "gadacze", tak dobrze znani nam z telewizyjnych ekranów i pierwszych stron gazet.

Popatrzcie: przed wojną Naród Polski sam zbudował Port Gdynia, Centralny Okręg Przemysłowy. Dziś codziennie mówi się tylko o pieniądzach, które ma nam dać Unia. A gdzie jest nasz budżet, jeśli tylko mamy być na garnuszku Unii? Gdzie są nasze podatki, jedne z wyższych na świecie? Gdzie są pieniądze za sprzedane zakłady i to te najlepiej prosperujące? I jeszcze jedno: Narodowi Polskiemu potrzebny jest rzetelna wiedza o stanie Państwa Polskiego, o stopniu wyprzedaży majątku narodowego. Naród Polski musi znać pełną prawdę, - jeśli nie może pracować dla siebie, na konto swojej Umiłowanej Ojczyzny, to przynajmniej musi wiedzieć: u kogo i dla kogo pracuje? Kto za tę jego pracę ma Mu rzetelnie zapłacić, żeby ten Naród, tak wielokrotnie doświadczany w historii, który tyle razy przeszkadzał swoim sąsiadom samym faktem istnienia, tym, że jest i chce być samodzielny, że chce być Panem we własnym kraju - żeby ten Naród mógł godnie żyć, bo jest to przecież Jego najświętsze prawo.
Drodzy Rodacy!

Cierpliwość milionów oszukanych Polaków skończyła się. Czas podnieść się z kolan. Nadszedł czas rozliczeń tych wszystkich, którzy ograbili cały Naród z dorobku wielu pokoleń, czas rozliczeń dotychczasowych władców Polski i Czas Sprawiedliwości. Polacy muszą wziąć swoje sprawy w swoje ręce, muszą głosować tylko na ludzi z udowodnionym od pokoleń polskim nazwiskiem. Obywatele świata zadbają tylko o to, by im było dobrze w każdym miejscu na świecie.

Ustalmy w tych wyborach: głosujemy tylko na ludzi swoich, na ludzi pewnych, na ludzi o zdrowych zasadach moralnych, miłujących swoją Ojczyznę, miłujących swego Bliźniego jak siebie samego, miłujących Boga. Tylko tacy ludzie będą dobrymi Włodarzami naszej Kochanej Polski, tylko tacy ludzie są w stanie poprawić los Narodu Polskiego. Maksyma łacińska mówi "vox populi - vox Dei", czyli "głos ludu - głosem Boga". Oznacza to, że jeśli Polacy rzetelnie wybiorą nowych posłów i nowych senatorów, rzetelnych ludzi, oddanych sprawie publicznej naszego Państwa i Narodu, którzy dotychczas nie zasiadali w parlamencie - to będą mogli w ten prosty i skuteczny sposób zmienić warunki życia swoich rodzin na znacznie lepsze.

Popatrzcie jak jest w Sanhedrynie, Knesecie! Tam nie masz obcych! Tam tylko Sami Bracia Starsi w Wierze stanowią o sprawach swojego Narodu i Swojego Państwa! I nigdy nikt z obcych! A broń Boże, żeby tam znalazł się ktokolwiek z Polaków! Weźmy ten dobry przykład i postępujmy podobnie! Bo czyż ten człowiek, co obcemu pozwala rządzić w swoim domu, czy taki jest normalnym człowiekiem?

Drodzy Rodacy!

Nie wybierajcie do Sejmu i Senatu tych, na których głosowaliście przez ostatnie 15 lat i nie głosujcie na te partie, które desygnowały ministrów kolejnych rządów, które zawiodły nadzieje Polaków. To ludzie bez sumienia, których nie obchodził los i warunki życia milionów polskich dzieci, kobiet i mężczyzn.

To ludzie, którzy zapomnieli, że osoby działające w życiu publicznym w imieniu Narodu - powinny kierować się zasadą "Bóg, Honor, Ojczyzna". Debata o "samorozwiązaniu Sejmu" była tego przykładem i pokazała, że zasiadający w nim posłowie wyłaniani z list partyjnych poprzez kolejne mutacje tzw. metod proporcjonalnych, nie zapewnią sprawnego funkcjonowania Sejmu. Taki Sejm nie jest w stanie podejmować żadnych pozytywnych decyzji dla naszego dobra, bo nie nas reprezentuje.

Polacy! Wielka mądrość jest w rzymskiej maksymie: "vox popli - vox Dei". Zawiera ona prawdziwą myśl, że większość obywateli może rzeczywiście wybrać taki Sejm i Senat, które stworzą naprawdę Polski Rząd mający - oczekiwany przez Naród - program gospodarczy zmieniający dotychczasowe tragiczne warunki życia.

Każdy rozumny i inteligentny człowiek ma obowiązek zrobić wszystko, żeby zapewnić swoim najbliższym i sobie jak najlepsze warunki rozwoju biologicznego i intelektualnego.

Głęboki sens jest w sentencji: "cogito ergo sum" - "myślę, więc jestem".

Trzeba umieć i chcieć skorzystać z własnej inteligencji, rozumu i doświadczenia, by wybrać nowych polityków spoza ugrupowań, które przez ostatnie 15 lat sprawowały rządy, by zrealizować szansę zmian dotychczasowego życia na lepsze. To możliwość, ale i obowiązek każdego Polaka, każdego Patrioty!

Rodacy!

Nie ulegajcie podstępnej, złowrogiej, zabijającej Was, Wasze dzieci i Wasze wnuki - propagandzie ateistów i postkomunistów SLD: Oleksego i Janika, Socjaldemokracji Borowskiego, Unii Pracy Jarugi Nowackiej, Unii Wolności, Partii Demokratycznej Belki, Mazowieckiego, Frasyniuka i Hausnera, Platformy Obywatelskiej Tuska, Rokity i Gilowskiej, Gronkiewicz-Waltz. Ci specjaliści od robienia wody z mózgu całemu Narodowi Polskiemu przy pomocy telewizji, radia, prasy, inspirowanych przez takich rzekomych przyjaciół jak: Adam Michnik i Jerzy Urban. To oni, jak rasowi masoni, wtłaczają do naszych polskich głów, że tylko oni są mądrzy, że tylko oni wiedzą, co dobre dla Polski i Polaków, że tylko na nich należy głosować.

Wtłaczają do głów uczciwym Polakom fałszywe przekonania, że tak naprawdę to Polacy nie mają wyboru i muszą glosować albo na czerwonych komunistów, albo na różowych postkomunistów.

Każdy, kto nie jest z SLD, UP, UW, PD, lub PO, to albo antysemita, albo …Hitler. Jakże żałosna jest logika tych partii, które podczas najbliższych wyborów parlamentarnych po wsze czasy winny zakończyć swój żywot, gdyż cały Naród Polski ma dosyć tych rządów. Nie sposób zwrócić Narodowi Polskiemu, milionom polskich rodzin wyrządzonych tymi rządami krzywd.

Czas najwyższy przypomnieć wszystkim startującym w wyborach, że poseł, senator, prezydent, premier, minister to nie kariera polityczna, ale ciężka służba dla Dobra całego Narodu Polskiego, bo to On jest gospodarzem w swoim własnym kraju, któremu od wieków na imię Rzeczpospolita Polska, co znaczy: Sprawa Wspólna Wszystkich Polaków! To Wola Narodu Polskiego ma być wypełniona podczas sprawowanych rządów. Przez ostatnich 15 lat było zupełnie odwrotnie i dlatego w imieniu Mojego Ukochanego Narodu, póki jeszcze czas mówię moim kapłańskim głosem: stop dla grabarzy Polski, bo ani Polska, ani cały Polski Naród na taką rzeczywistość sobie nie zasłużył.

Pytam, kto decydował o wysłaniu żołnierzy polskich do Iraku? Decyzję podjął sam Prezydent, a winien był to uczynić Sejm. Kto nadał polskie obywatelstwo 3 tysiącom Żydów? Uczynił to sam Minister Spraw Zagranicznych Bartoszewski, a powinien tym zadecydować Sejm. I tu mała uwaga: popatrzcie, jakim żółwim tempem realizowana jest idea powrotu do Ojczyzny choćby Polaków z Kazachstanu… I mówicie mi obecni: Panie Prezydencie, Panie Premierze, Panowie Ministrowie, Posłowie, Senatorowie, że rządzicie naprawdę w imieniu Narodu Polskiego i w imieniu Polaków!


Narodzie Polski!

Mówię Wam dziś wprost: głosowanie na: SLD, na Unię Wolności, na odrzuty z SLD i UW w postaci Partii Demokratycznej Frasyniuka, albo na nieróżniącą się od niej programem PO, to dla Polski akt samobójczy. To głosowanie na rzeczywistych wrogów Narodu Polskiego.

Rodacy!

Wszyscy pamiętamy, że przez ostatnie 15 lat, rządy sprawowali czerwoni postkomuniści z SLD, albo różowi z UW. Oni nigdy nie myśleli o Polsce i Polakach. Dla nich najważniejsza jest dziś Unia Europejska, dyrektywy z Brukseli, obcy kapitał międzynarodowy i organizacje zagraniczne.

Jeśli czerwoni z SLD i różowi z UW, Partii Demokratycznej i PO, kiedykolwiek myślą o Polakach, to tylko w ten sposób, jak wycisnąć z Polaków ostatni grosz, pod jakim pretekstem wyrzucić ich z pracy lub z ich własnych mieszkań, jak obniżyć ich renty i emerytury, a nawet je zabrać i to tylko po to, by jak najwięcej pieniędzy Polski przekazać do Brukseli na potrzeby ateistów z Unii Europejskiej.

Polacy!

Obudźcie się i opamiętajcie się! Jeżeli jeszcze raz przez przyzwyczajenie, roztargnienie, nieznajomość prawdy, lub zwykłe lenistwo zagłosujecie na tych wszystkich wielobarwnych ateistów: czerwonych, różowych, masonów, libertynów, rzekomych liberałów - to czeka Was jedyna nagroda - eutanazja, ich najnowszy, najbardziej skuteczny system "opieki" Państwa nad schorowanym obywatelem, I jeszcze będą rodzinie kazali suto za tę usługę zapłacić. Zaproponują Wam takie rozwiązanie wtedy, gdy będziecie nieuleczalnie chorzy i nie stać Was będzie na opłacenie pomocy lekarskiej w sprywatyzowanej służbie zdrowia.

Teraz czynią z Was bezrobotnych i bezdomnych, a potem uznają Was za niepotrzebnych, bezproduktywnych, ba nawet "zmęczonych życiem" i dokonają przymusowej eutanazji, nie pytając o zgodę. I to nie jest żadna fantazja, żadne strachy, to rzeczywistość! Bezbożni "Europejczycy" propagują eutanazję w obu jej formach na całym świecie, w tym także i w Polsce. Polskojęzyczne media prasowe i elektroniczne, udzielają już miejsca i czasu, by popularyzować i propagować w Polsce tę zbrodniczą praktykę ludobójstwa!

Drodzy Rodacy!

Te gorzkie i straszne słowa prawdy, spotykają się w faryzeuszowskiej propagandzie ateistów i postkomunistów z ich ulubionym, pseudoracjonalnym zarzutem, jakoby były przejawem "spiskowej teorii dziejów" dziejów nietolerancji. Bo sprytni i przewrotni, a w gruncie rzeczy zwyczajni karierowicze, jak Michnik i Urban, nie mają już żadnego logicznego i prawdziwego argumentu, by odrzucić kierowane do nich rzeczywiste zarzuty szkodzenia Państwu i Narodowi Polskiemu, to w imię własnych, ciemnych interesów obrzucają przeciwników politycznych stekiem wyzwisk i obelg, kończąc pseudofilozoficznym, nic nieznaczącym pustosłowiem o "spiskowej teorii dziejów".


Dlatego musimy postępować zgodnie ze słowami zamordowanego przez komunistycznych masonów - ks. Popiełuszki: "musimy głosić prawdę, gdy inni milczą", prawda zawsze zwycięży. Musimy zawsze dokonywać świadomego wyboru, zwłaszcza w czasie aktu wyborczego.

Jan Paweł II w Legnicy wyrażnie zobowiązał nas do działania: "Nie lękajcie się zatem brać odpowiedzialności za życie społeczne w naszej Ojczyźnie. To jest wielkie zadanie, jakie stoi przed człowiekiem: pójść do świata, kłaść podwaliny pod przyszłość, by była ona czasem poszanowania człowieka".

Tylko Polacy - myślący, mądrzy, rozsądni i aktywni, którzy pójdą głosować świadomie we wszystkich wyborach 2005 r. - wypełnią wolę naszego umiłowanego Ojca Świętego, Jana Pawła II. Oczywiście tylko ci wypełnią Jego wolę, którzy nie będą głosować na te partie polityczne, które w ciągu 15 lat nie tworzyły dobrych, rzetelnych polskich rządów. Wybierajmy na posłów i senatorów RP kandydatów uczciwych, nieuwikłanych w żadne afery, szanujących 2000 lat dorobku chrześcijaństwa na świecie i 1000 lat Kościoła Rzymsko-katolickiego w Polsce, szanujących tradycję, kulturę, historię, Wolę i Sumienie Narodu Polskiego.

Jan Paweł II w homilii w Krakowie zaledwie 3 lata temu mówił:"…arcybiskup Feliński głęboko angażował się w obronę wolności narodowej. Potrzeba tego i dzisiaj, kiedy różne siły - często kierujące się fałszywą ideologią wolności - starają się ten teren zawłaszczyć dla siebie. Kiedy hałaśliwa propaganda liberalizmu, wolności bez prawdy i odpowiedzialności nasila się również w naszym kraju".

Słusznie powiedział ks. prof. Janusz Nagórny z KUL-u: "…głosi się wprost, że kiedy sprzeciwiamy się różnym przejawom zła w życiu społecznym, to wówczas nie jesteśmy ludźmi tolerancyjnymi, że głosimy hasła nienawiści. Tak o różnych aktach słusznego sprzeciwu ze strony katolików, pisała często "Gazeta Wyborcza"…żąda się od nas, byśmy nie tylko odnosili się z szacunkiem do ludzi o odmiennych poglądach, ale byśmy także zaakceptowali wszelkie ich działania… tymczasem tolerancja dla człowieka nie oznacza akceptacji dla wszystkiego, co on czyni."

Jan Paweł II w książce "Osoba i czyn" stwierdził, że "uczestnictwo każdego człowieka - jako osoby - w życiu społecznym opiera się na dwóch wzajemnie dopełniających się zasadach: zasadzie solidarności i zasadzie sprzeciwu. Potrzebna jest solidarność z tym, co dobre, ale konieczny jest sprzeciw wobec zła… nie można być równocześnie solidarnym z ofiarą przestępstwa i z przestępcą, z człowiekiem okradanym i ze złodziejem!". "Tymczasem stało się w Polsce coś strasznego. My Polacy, my katolicy, daliśmy sobie wmówić, że każdy sprzeciw jest zły… przestaliśmy więc protestować, nie mamy odwagi sprzeciwić się temu, co ewidentnie szkodzi Polsce, uderza w naszą wiarę, demoralizuje… Część katolików rozumie otwartość Kościoła na świat jako zgodę na wszystko; przyjęli oni fałszywą wizję tolerancji, że trzeba wszystko akceptować. Objawia się w tym słabość wiary i lęk, że zostaną odrzuceni przez … samozwańcze elity, przez samozwańcze autorytety. Zapomnieli o papieskim, tak często ponawianym zawołaniu: "nie lękajcie się". Konieczny jest słuszny sprzeciw wobec tego, co niszczy nas i naszą Ojczyznę. Konieczny jest sprzeciw wobec fałszywej tolerancji".

Skoro wierzymy nauce Ojca Świętego, to nie możemy dalej tolerować działalności publicznej w Sejmie i Senacie, w Rządzie i na urzędzie Prezydenta RP - przedstawicieli SLD Oleksego i Janika, Socjaldemokracji Borowskiego, Unii Pracy Jarugi Nowackiej, UW, Partii Demokratycznej Belki i Frasyniuka, oraz PO Tuska, Rokity i Gilowskiej.

Rodacy!

Przypomnę wezwanie 3-krotnego premiera Wincentego Witosa: "Kiedy nie było Polski - dążyć do Niej, gdy przyszła - pracować dla Niej, a gdyby była w potrzebie - bronić Jej". A Polska jest dziś, jak może nigdy przedtem swych dziejach, w wielkiej potrzebie. Brońmy Jej i nie poddawajmy się.

Wielki patriotyzm tchnie ze słów Jana Pawła II: "Nie oderwiemy się od (…) przeszłości! Ona jest treścią naszej tożsamości także i dzisiaj!" oraz Prymasa kard. Stefana Wyszyńskiego: "Naród, który odcina się od historii, który się jej wstydzi… to naród renegatów!".

Dlatego w referendum w sprawie Konstytucji europejskiej - odrzućmy ją i powiedzmy: Nie! Musimy głosować za jej odrzuceniem, bo zapomina ona o Bogu, o chrześcijańskich korzeniach Europy, o dorobku kulturowym i narodowym polskiego katolicyzmu. Słowami Prymasa Tysiąclecia ks. Kardynała Wyszyńskiego tej konstytucji mówimy "non possumus". Jest ona wynikiem dyktatur dwóch najsilniejszych państw europejskich: Francji i Niemiec oraz wynikiem tajnych, sekretnych porozumień niemieckich, libertyńskich polityków i francuskich masonów oraz porozumień zawartych przez ich wielkie loże.

Roman Dmowski słusznie przypomniał, że "historia wszystkich narodów uczy nas, jak często po pokoleniach marnych, moralnie słabych, niedołężnych - przychodziły pokolenia dzielne, z szerokimi aspiracjami, które wielkich rzeczy dokonywały".


Drodzy Rodacy!

Uwierzmy w siebie! Uwierzmy, że to My właśnie, Polscy Katolicy jesteśmy tym wielkim nowym pokoleniem naszego Bohaterskiego Narodu.

Polacy!

Aby tego dokonać odsuńmy w cień historii czerwonych SLD i jego odmian, różowych z UW, czerwono-różowych z Partii Demokratycznej oraz ich pobratymców PO, którzy pod flagami innych partii doprowadzili naszą Ojczyznę do skrajnej nędzy i to tylko w ciągu ostatnich 15 lat!

Domagajmy się stanowczo zmiany tzw. "proporcjonalnej" ordynacji wyborczej, która pozwala skompromitowanym politykom stale rządzić Polską, nie dając szans najlepszym, jeśli nie należą do partii. Tylko zmiana systemu wyborczego i wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW) usunie podstawową wadę ustrojową Państwa Polskiego i da szanse nowym ludziom, nowym programom. Obecna ordynacja uniemożliwia indywidualne ubieganie się o godność posła, ograniczając nasze bierne prawo wyborcze, a Sejm zostaje zawłaszczony przez krąg liderów partyjnych. Jan Paweł II powiedział: "Nasza Ojczyzna, to nasze być i nasze mieć. I nikt nie może nas zwolnić z tego obowiązku". Oznacza to, że powinniśmy stale szukać prawdy, interesować się sposobem wyłaniania kandydatów do władzy, wybierać mądrze posłów, gdyż to oni w naszym imieniu będą musieli zadbać o Ojczyznę. Muszą to być ludzie sumienia, dla których praca w Sejmie i Senacie będzie służeniem Narodowi, Ojczyźnie, Kościołowi, czyli nam wyborcom, nie zaś liderom partyjnym.

Juliusz Słowacki pisał o Polakach: "Ten naród się podniesie, zwycięży, miecze na wrogach połamie, a potem wroga myślą zabije, bo myśl jego ogniste ma ramię".

Pamiętajmy, że rządzący przez ostatnie 15 lat w tym także z PO, to ludzie, którzy zapomnieli o słowach prymasa Wyszyńskiego: "człowiek ujawnia swoją osobowość w sposobie traktowania bliźnich. Musimy się dzielić i chlebem i duchem chrześcijańskim". Przez ostatnich 15 lat rządzący zapomnieli podzielić się chlebem z Narodem. A jednocześnie powstały wielkie fortuny m.in. Michnika, wydawcy "Gazety Wyborczej" i Urbana, wydawcy tygodnika "Nie".

Zapomnieli też ci rządzący o słowach Jana Pawła II: "błąd kryje się w koncepcji ludzkiej wolności, oderwanej od posłuszeństwa prawdzie, a zatem również od obowiązku poszanowania praw innych ludzi. Treścią wolności staje się wówczas miłość samego siebie, posunięta aż do wzgardzenia Bogiem i bliźnim. Miłość, która prowadzi do bezgranicznej afirmacji własnej korzyści i nie daje się ograniczyć żadnymi nakazami sprawiedliwości".

Nadszedł czas przełomu, czas pokuty i powszechnej pogardy tych wszystkich, którzy wykorzystując braterski zryw Polaków w latach 80tych po ich trupach, trupach ofiar komunizmu, UB i SB - paktując z diabłem, czyli z długoletnimi służalcami Moskwy, z PZPR i agentami KGB i SB, osiągnęli w Polsce najwyższą władzę i ogromne majątki kosztem oszukanego Narodu Polskiego.

Afera goni aferę. Komisje śledcze rosną w Sejmie jak grzyby po deszczu. Afera Rywina, afera Orlenu, PZU i największa z afer, FOZZ, która może nigdy nie zostanie w pełni wyjaśniona. Miliardy złotych, miliardy dolarów i euro płyną szerokimi strumieniami do lepkich łap aferzystów.

Nici afer prowadzą do pałacu prezydenckiego, obejmują kolejnych premierów i ministrów, parlamentarzystów, wysokich urzędników, najbogatszych przedsiębiorców, także banki. Za ich plecami czają się agenci służb specjalnych polskich, rosyjskich i innych krajów, pociągając za sznureczki, szantażując teczkami i kartotekami UB i SB w archiwach IPN-u. Pamiętajmy, że jako pierwszy w archiwach MSW z tajnymi teczkami SB buszował przez kilka miesięcy Adam Michnik. Na tej mętnej wodzie swobodnie żeglują panowie dyskretnego zaufania polityków i biznesmenów: Dochnal, Kuna i Żagiel. A w tle wiecznie żywy, najlepszy agent KGB Ałganow, którego oczkiem w głowie była i jest Polska. Zawsze w pobliżu grupy trzymającej władzę, dystyngowani i pozornie nonszalanccy, rzekomo Polacy, najwięksi biznesmeni. Obok nich pierwsza dama RP - Jolanta Kwaśniewska zajęta "dystrybucją finansów" swojej Fundacji Charytatywnej.

Kto zajął miejsce po "Baraninie", twórcy najsłynniejszej organizacji przestępczej pod budzącą zaufanie nazwą "Fundacja Bezpieczna Służba" usadowionej w samym sercu MSW, jednego z najważniejszych organów rządu, którego naczelnym zadaniem jest zwalczanie przestępczości. Czy można dalej tolerować tego rodzaju kompromitację Państwa Polskiego? Raj dla wybranych w rozkwicie, przyjęcia, bale, najwyższe odznaczenia i ordery dla zasłużonych postkomunistów i związanych z nimi KOR-owców. Wręcza je były dygnitarz PZPR, prezydent III RP Aleksander Kwaśniewski.

Ale cierpliwość oszukiwanych przez 15 lat Polaków skończyła się! Nadszedł czas wyborów i czas rozliczeń.

Kardynał Wyszyński mówił: "iluż to świętych ludzi uchodzi za łotrów? iluż łotrów osłania się togą wielkości i szacunku". Czas by ten przerażający bal manekinów komunistycznych i postkomunistycznych z tzw. opozycji okrągło-stołowej, sprawujących rządy przez ostatnie 15 lat, tańczących w takt dyktowanej im muzyki przez służby specjalne różnych opcji - wreszcie się zakończył.

Abp I. Tokarczuk mówił w 2003 r.: "przede wszystkim powinniśmy zacząć głęboko myśleć. Nie przyjmować bezkrytycznie informacji lansowanych przez niektóre obce media, czy zasłyszanych w telewizji, lecz wyrabiać sobie poglądy".

Pamiętajmy o testamencie Jana Pawła II: "NIE LĘKAJCIE SIĘ"!

Drodzy Rodacy!

Aby każdy z nas uniknął hańby i mógł powiedzieć, że zachował godność ludzką i jest Polakiem, Patriotą musimy postępować zgodnie z zaleceniem Jana Pawła II: "potrzebna jest solidarność w tym, co dobre, ale konieczny jest sprzeciw wobec zła… nie można być równocześnie solidarnym z ofiarą przestępstwa i z przestępcą, człowiekiem okradanym i złodziejem".

Kierujmy się myślą, ale i sercem zgodnie z wierszem Zygmunta Krasińskiego:
"Wytrwaj, o wytrwaj w tym strasznym pochodzie

Śród dziejów świata, mój Polski Narodzie!

Bądź męstwem wielki, cierpliwością święty,

Bądź przed wrogami wolą nieugięty,

Niechaj Ci z serca nie wydrze Ojczyzny

Żaden gwałt ziemski, ni ziemska pokusa

- Nie wierz w podrzuty Pychy ni Wścieklizny

- wierz tylko w słowo i w przykład Chrystusa"

Pamiętajmy też o pieśni patriotycznej:

"Nie rzucim ziemi skąd nasz ród

Tak nam dopomóż Bóg".

Kończę słowami marszałka Józefa Piłsudskiego:

"całe życie walczyłem o znaczenie, co się zwie imponderabilia jak: Honor, Cnota, Męstwo"

prosząc o rozpowszechnienie tej odezwy w całej Polsce

Ks. Prałat Henryk Jankowski

Gdańsk, maj A.D. 2005

href="http://www.jerzyrobertnowak.com/ksiazki/ks.jankowski_na_przekor_klamstwom.htm#Kaznodzieja_„Solidarności_">Kaznodzieja „Solidarności"„Prawdy nie można rozstrzelać"Pamięć narodowej historiiNa drogach pojednaniaRazem z księdzem PopiełuszkąNagonka w PRL-owskiej prasiePolska jest źle rządzonaOstrzeżenia przed upadkiem Rzeczypospolitej„Naród zażąda rachunku"Obrażony - były premier J. K. BieleckiPakty między tymi, co dawniej „siedzieli", a tymi, co „wsadzali" W starciu z Mieczysławem Wachowskim...
Przeciw balcerowiczowskim eksperymentom na NarodzieO program naprawyPrzepędzić próżniaczą klasę polityczną!„Niepoprawny politycznie" od zawszeO pamięć polskich ofiarNiewygodny prałatNagonka na księdza Jankowskiego w 1995 rokuPrawdziwe przyczyny manipulacj i „Gazety Wyborczej"Wdzięczność w stylu MichnikaO prawo głosu dla księdza JankowskiegoKs. Jankowski jako mecenas sztukiDziałalność charytatywnaUwagi końcoweCZĘŚĆ IW starciu z komunistycznym totalitaryzmem (okres do czerwca 1989)I. „Solidarność" nie zginęła„Nie wolno dać się wewnętrznie zniewolić"Prawdy nie można rozstrzelać!Przyszłość należy do odważnychLudzie pracy nie odstąpią od umów gdańskichZwyciężyć w walce o tożsamość naroduWładcy nie są bezkarniNie wolno milczeć o niesprawiedliwościModlitwa wiernychApel
Pani Jasnogórska, Królowo Polski, Matko nasza!List ks. Henryka Jankowskiegodo J.E. Biskupa Gdańskiego z dnia 28 marca 1986 rokuTylko Naród jest nieśmiertelny! Niedotrzymane umowy
„Solidarność" nie zginęła! Masz obowiązek ujawnić płatnych donosicieli!List ks. Henryka Jankowskiego do Kurii Biskupiej Gdańska z dnia 21 czerwca 1987 rokuWalczmy o godne życie w kraju suwerennym!Pamięci księdza JerzegoPRL - czasem niszczenia NaroduII. Pamięć narodowej historiiKonstytucja 3 majaW obronie tradycji powstańczychŚwięto 11 listopadaPamięć obrony LwowaCud nad WisłąPamięć marszałka PiłsudskiegoPamięć wojennych bohaterów PolskiPamięć zbrodni katyńskiejPrzemilczany mord katyńskiWstydzimy się za tych historyków!III. Pamięć społecznych buntówW rocznicę buntu poznańskich robotnikówPamięć ofiar Grudnia 1970 rokuHeroizm bohaterów Grudnia 1970 rokuZginęli w imię WolnościStocznia symbolem męczeństwaPamięć radomskiego protestuW rocznicę Sierpnia 1980 roku IV. Bóg, Honor, OjczyznaSymbol KrzyżaOdrzućcie służalczośćPatriotyzm polskiApel do Sejmu i Senatu Rzeczypospolitej PolskiejKsiędza Henryka Jankowskiego z dnia 11 listopada 1989 roku V. Kościół i NaródKościół i NaródW walce o ideały narodoweKościół - niezwyciężony bastion polskościPrzeciw ateistycznej indoktrynacjiVI. Praca, szczęście lub przekleństwoNie bądźcie niewolnikami pracy! Praca, szczęście lub przekleństwoO godności człowieka pracującegoVII. Do różnych środowisk społecznychDo robotników Wybrzeża!Do stoczniowców, portowców i rybaków

Tom 2
CZĘŚĆ IPrzemilczana opozycjaBitwa o pamięć historycznąO pełną prawdę na temat stosunków polsko-ukraińskichKrytyka „przeprosin" KwaśniewskiegoPrzeciw antypolskiemu wyskokowi KuroniaKsiądz Jankowski piętnuje pomysł Centrum Przeciwko WypędzeniomPrzeciw samozadowoleniu nowych „elit" rządzących Kucharz bardzo zły, ale wielce uczciwyPrzeciw „nowej cenzurze"Z dala od pałacu prezydenckiegoPrzeciw skutkom planu Sorosa-Sachsa-BalcerowiczaPrzeciw „grubej kresce" i PRL-bisPrymat „towarzysza Szmaciaka"Przeciw „generałowi Judaszowi"Nie lewica czy prawica, a interes narodowyNagonki za „obrazę narodu wybranego" Spór o „mniejszość żydowską"Im głupszy ŻydA kto przeprosi Polaków?Moje votum separatumCZĘŚĆ IIPrzeciw złym rządom i antypolonizmowiI. W hołdzie narodowej historiiPamięć II RzeczypospolitejTriumf 1920 roku a wyzwania naszych czasówW rocznicę heroicznego Września 1939 rokuW rocznicę sowieckiej napaści na PolskęZbrodnia katyńskaPamięci pomordowanych w KatyniuNie pozwolimy na zapomnienie katyńskiej zbrodni!Wymordowani na KresachDo 27. Wołyńskiej Dywizji AK Nigdy nie zapomnimy o rzeziach na Wołyniu!Komu przeszkadza prawda o KL Warshau?Testament historiiUsunąć nazwiska zbrodniarzy!Misja pojednaniaII. Nierozliczone zbrodnie komunizmuPamięć WiN-uNierozliczone zbrodnie komunizmuPamięć batalionów roboczychCzuwać, by nie odżył komunizm!Szkalowanie stoczniowego buntu 1970 rokuPamięć grudnia 1970 rokuNigdy nie wolno zapomnieć o tych zbrodniach! (Grudzień 1970 roku)Generał JudaszDlaczego zbrodniarze żyją spokojnie i dostatnio?III. „Polska jest źle rządzona"Uważnie patrzymy komunistom na ręceWielu z Was okazało małośćBrak prawdziwych elitW międzypartyjnej malignie Nie obrażać się na PolskęKryzys państwa - kryzys społeczeństwaOtacza nas atmosfera niepewności i lękuNiweczone nadziejeChciwi i aroganccyCo się stało z etosemChałturzenie na konto rewolucjiZdrada„Dziś nie trzeba skakać przez płoty. Otwarte są bramy..."Panowie rządzący dziś PolskąChwała i pośmiewiskoPartyjni gracze wykorzystali „Solidarność"Czy mamy zmarnować nasze zwycięstwo?Aby nie upokarzano PolskiPolska jest źle rządzonaWachowski przeszkadza PolsceNaród „udławił się wolnością"Rządy cwaniakówŻenująca nieudolność władzyZnów mamy prostytucję polityczną!„Nie oszukujmy się, siedzimy w PRL-bis"„Solidarność" wykorzystano!Dzień dzisiejszy - to zdrada naroduObwiniam ich o zdradę „Solidarności"O silne polskie samorządyCzechy miały rację dekomunizując„Stocznia musi żyć"Ratować Stocznię!Daliśmy zmarnieć wielkiej sile społecznej!Stoimy o krok od dramatu!Daleko nam do wolnej PolskiOczyścić życie polityczne i biznesNie o taką Polskę walczyliśmy!Karierowicze zdradzili „Solidarność"Dlaczego robi się eksperyment na Narodzie?Faryzejska nietolerancja monetarystówNarodowi nie mówi się prawdy!Czy nie zgubiliśmy człowieka?Poniżający spektakl paszkwili i pomówieńPyszałkowaci politycyZdradzona „S"Komu Pan służy, marszałku Płażyński?Łatwizna największym wrogiem PolskiSprzedajni politycyGdy kłamca jest prezydentemPęd ku narodowej samozagładzieNie chcemy żadnego dyktatu z zewnątrz!Nie gódźmy się na zdradę ideałów „Solidarności"!Władza odeszła od NaroduPolska to nie jarmark!IV; Być Polakiem!Być Polakiem!Rozważania na temat patriotyzmuCzym jest dla nas Ojczyzna!Młodzież a patriotyzmV. Kościół a NaródKościół a NaródOjciec Święty a „Solidarność"Kościół widzialnyZ miłości też można zrobić wielką politykę
Kapłan musi pomagaćw odradzaniu się społecznej solidarnościJaka winna być postawa katolika?Nie poprawiajmy Pana BogaŻywe kamienie i kopcące świeceKościół wojującyJakie winno być kapłaństwo?VI. Polacy a ŻydziNarodzie obudź sięPrzeciw nadużywaniu oskarżeń o antysemityzmNikt nam w kraju nie będzie przestawiał mebliNie będę przepraszał
Wciąż milczą o antypolonizmieMówię głośno o wszystkim tym, co mnie boli!Tamci stalinowcy nie byli Polakami!O trudnościach dialogu chrześcijansko-judaistycznegoTo był element walki przed wyborami prezydenckimiGeremek nie powinien być ministremCzyny wielkie i podłe List ks. prałata Henryka Jankowskiegodo ks. arcybiskupa Józefa Życińskiego,metropolity lubelskiego, z 27 maja 2001 rokuOskarżony prałat JankowskiVII. Przeciw antypolonizmowiAntypolonizm Żydów amerykańskichStanowisko w sprawie incydentóww Sejmie wygłoszone w Bazylice św. Brygidyw dniu 13 czerwca 1999 rokuPrzeciw kłamstwom o JedwabnemKto oczernia naród polskiWołam o sprawiedliwość i prawdę!Musimy bronić dobrego imienia Polaków!Przeciw antypolonizmowi!VIII. Archipelagi kłamstwArcycenzor Adam MichnikObłuda Michnika et consortesKłamstwa telewizyjneTelewizyjne manipulacjeSpołeczeństwo sterowane z telewizorówArchipelagi kłamstw Gdy króluje fałsz i obłudaNie bójmy się nazwać kłamstwo kłamstwem!Odpowiedź na paszkwil „Trybuny"Znów próbują zakneblować ustaZalew kłamstwa i obłudyZamachy na prawdęBrońmy prawdy o naszej historiiIX. Walka z KrzyżemNiebezpieczeństwo ateizacjiWojujący ateizmDzisiejsze ataki na KościółWalka z KrzyżemJak działają wrogowie KościołaW obronie Krzyża w OświęcimiuX. Antywartości i „cywilizacja śmierci"Zmierzch autorytetówGdy zamyka się usta tym, którzy chcą mówić prawdęGdy dominuje zasada „róbta, co chceta"„Cywilizacja bez Boga"Wybierajmy to, co stanowi o wielkości i godności człowiekaKonstytucja musi bronić wartościGranice tolerancjiMoralność musi być ponad doraźnymi układamiBrońmy się przed „cywilizacją śmierci"Pozwalamy, by człowieka obdzierano ze wszystkiego,co szlachetneAlkoholowe zagrożenie dla bytu NaroduList ks. prałata Henryka Jankowskiegodo Ministra Sprawiedliwości RP Lecha Kaczyńskiegoz 29 stycznia 2001 rokuWciśnięto w nas moralny relatywizmChory jest ten świat XI. O docenienie roli PoloniiPolonia ma olbrzymią rolę do spełnieniaDo Polonii amerykańskiejBatalia o kształt i rozwój wolnej Polski trwaStopień agresji przeciwnika wynika z jego lęku„Jestem człowiekiem czynu"Z bólem patrzyłem na dyskryminowanie PoloniiXII. Polska a światZaczęło się od „Solidarności", a nie od muru berlińskiegoNie miejmy kompleksów wobec innychTa wojna rani całą Europę!Polacy a tragedia PalestyńczykówPolska a UkrainaPolacy a Unia EuropejskaDecyzje za plecami NaroduNie krzywdźcie wsi!Nie klękniemy przed BrukseląObecna Unia Europejskaniszczy dorobek cywilizacyjny EuropyXIII. Do różnych środowiskDo gdańskich stoczniowcówO polskich rolnikachW obronie polskich rolnikówDo pracowników oświaty i szkolnictwa wyższegoDo oficerów i żołnierzyWojsko z NarodemDbajmy o nasze wojskoList do Ministra Obrony Narodowej RPBronisława Komorowskiego z 2 lutego 2001 rokuMilicjanci chcą pojednaniaOni już przeszli swe „Morze Czewone"Do funkcjonariuszy Policji polskiejPolicja musi służyć interesowi narodowemu PolskiDo polskich przedsiębiorcówMusi być biznes czystych rąkPodźwignąć regionDo centroprawicowych politykówDo kombatantówDo pracowników polskiej skarbowości„Niewidomi są wśród nas"Do pielęgniarek

Wstęp
Było kilka bardzo znaczących i różnorodnych powodów, dla których zdecydowałem się na przygotowanie tej książki o księdzu prałacie Henryku Jankowskim. Książki mającej ukazać dotychczasowe etapy tej tak barwnej drogi niezwykle dynamicznego duchownego i obywatela, bez reszty zakochanego w polskości. Ksiądz prałat Jankowski jest dziś największym symbolem „nie-poprawności politycznej" w kraju, gdzie ciągle rządzą nowy konformizm i nowa cenzura, czyli „poprawność polityczna". A ksiądz Jankowski był „nie­poprawnym politycznie" przed 1989 rokiem i jest nadal „niepoprawny poli­tycznie" po 1989 roku. Mówi i pisze wyłącznie to, czego chce i w co wierzy, a nie to, co pasowałoby różnym możnym tego świata. I mówi to w języku ostrym i jednoznacznym, „tak - tak, nie - nie", bez ogródek i komunałów. Za swą „niepoprawność polityczną" ks. prałat z bazyliki Św. Brygidy zapłacił bardzo wysoką cenę. Maksymalnie przemilcza się rolę, jaką odegrał on w bojach lat 80. przeciw komunistycznej władzy. Czasach, gdy kościół Św. Brygidy był jednym wielkim symbolem solidarnościowego buntu, a zarazem faktyczną ambasadą podziemnej „Solidarności".
Po drugie - ksiądz Jankowski był tą osobą w Polsce, którą poddano po 1989 roku największym nagonkom, najpotężniejszym falom oszczerstw i pomówień. Nagonkom, w których szczególnie wydatną rolę grali ci, którzy niegdyś łasili się nader uniżenie do tegoż księdza Jankowskiego. Tacy jak Adam Michnik, który w czasach, gdy bardzo mocno potrzebował wsparcia proboszcza Św. Brygidy, gorączkowo zapewniał go o swym oddaniu i „pogańskiej pokorze" wobec niego.
Po trzecie - ksiądz prałat Jankowski jest jednym z najbardziej konsekwentnych i bezwzględnych krytyków antypolonizmu. Jakże często po imieniu gromił różnych wpływowych anty-Polaków, nie zważając na ich - nierzadko - bardzo wysokie godności w kraju, którego nienawidzą i przeciw któremu knują.
Po czwarte - ksiądz prałat Jankowski jest szczególnie wymownym kontynuatorem nurtu duchownych z werwą „mieszających się" do polityki i do życia publicznego, bez względu na ataki, jakie go za to spotykają. Jest kontynuatorem zapoczątkowanego przez Piotra Skargę nurtu nieugiętych kaznodziei duchownych, którzy wciąż mówią gorzkie słowa rządzącym. Rządzącym i tym wszystkim, którzy traktują Rzeczpospolitą jak postaw sukna do rozszarpywania i łupienia.
Po piąte -jako historyka - po prostu urzekły mnie rozmiary zafascynowania księdza prałata dziejami ojczystymi. Po lekturze ponad tysiąca jego kazań zaryzykuję twierdzenie, że nie ma chyba w Polsce kapłana, który by częściej niż ksiądz prałat powracał w swych homiliach do jasnych i posępnych kart naszych dziejów: do zwycięstw i do scen martyrologii. Dzięki temu -jak się sam niejednokrotnie przekonałem - społeczność wiernych z parafii Św. Brygidy jest „wyedukowana" historycznie, szczególnie dobrze, dużo bardziej od przeciętnej krajowej.
I wreszcie, last but not least, piszę tę książkę, bo po prostu lubię księdza Henryka z całą jego oryginalną niepowtarzalnością, humorem i niepoprawną fantasia polacca. Będę zawsze ciepło wspominał prowadzone z nim „długie nocne rodaków rozmowy" w przytulnych zakątkach parafii Św. Brygidy. Nie mówiąc o jakże różnorodnych osobach, które poznałem u księdza prałata, od byłego przywódcy stoczniowców Alojzego Szablewskiego po księcia Krzysztofa Radziwiłła, od byłego sekretarza wojewódzkiego KW PZPR, reformatorskiego Tadeusza Fiszbacha po prokuratora Witkowskiego, który usilnie próbował wykryć prawdziwych inspiratorów mordu na księdzu Jerzym Popiełuszce.
Spis treści

Kaznodzieja „Solidarności"
Los związał księdza Henryka Jankowskiego z „Solidarnością" już od czasu strajków sierpniowych 1980 roku. Jako pierwszy z duchownych ośmielił się pójść do strajkujących w Stoczni Gdańskiej. Odprawiał u nich Msze św. i płomiennymi kazaniami podtrzymywał wolę oporu, zyskując powszechne poparcie. Co najważniejsze, obdarzający go absolutnym zaufaniem, Prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński mianował go przedstawicielem Episkopatu w „Solidarności". Nawet w „Magazynie Gazety Wyborczej" z 10 września 1993 roku przyznawano, że po pierwszym zreferowaniu przez ks. Jankowskiego Prymasowi sytuacji w Stoczni odtąd codziennie bądź sam wyjeżdżał nocą do kardynała, by być rano przez niego przyjętym, bądź wysyłał kurierów. Powiadają, że miał do Wyszyńskiego dostęp nieograniczony. Początkiem tego tak wielkiego zaufania u Prymasa Tysiąclecia był ogromny sukces ks. Jankowskiego w odbudowie kościoła Św. Brygidy z ruin na początku lat 70., który zachwycił Prymasa i zyskał Jankowskiemu niepodważalną potem opinię znakomitego gospodarza i administratora. Szybko zdobyte zaufanie u stoczniowców i dokładne wnikliwe raporty o przebiegu strajku sierpniowego i jego uwarunkowaniach pozycję ks. Jankowskiego u Prymasa jeszcze bardziej wzmocniły.
Ciągle za mało doceniona jest rola, jaką odegrały wśród stoczniowców gdańskich Msze św. odprawiane w czasie strajku przez ks. Jankowskiego. A jest na ten temat bardzo ważne świadectwo zagranicznego znawcy spraw polskich Lawrence Goodwyna, autora monumentalnego dzieła „Jak to zrobiliście? Powstanie „Solidarności" w Polsce". Eksponując doniosłość Mszy św. odprawionej przez ks. Jankowskiego wśród strajkujących w Stoczni Gdańskiej, Goodwyn pisał: (...) Taką to okrężną drogą Kościół, w osobie księdza Henryka Jankowskiego, wszedł na scenę Polskiego Sierpnia. Jako posługa religijna, msza odprawiona w niedzielę rano nie była niczym niezwykłym; ale jako wydarzenie polityczne ogromnie pomogła robotniczej sprawie. Słuszność strajku, kwestionowana od momentu dwóch sprzecznych oświadczeń Wałęsy złożonych w przededniu, została teraz jakby przebudowana dostojeństwem szat liturgicznych Jankowskiego i jego wysokiej, nieomal królewskiej postaci. W ceremonii przy bramie Stoczni wzięło udział jakieś 5 tysięcy ludzi, w tym około 2 tysięcy mieszkańców Gdańska, którzy zgromadzili się tuż za bramą. Cały świat zobaczył obrazy polskich stoczniowców przyjmujących komunię w czasie, gdy toczą bój przeciwko komunistycznej władzy. Obraz był zarazem uderzający i zagadkowy. Nie-Polacy musieli długo zastanawiać się, dlaczego okupacyjny strajk skierowany przeciwko władzy został pobłogosławiony przez Kościół... podczas nabożeństwa odprawionego z przyzwoleniem władz... podczas którego krzyż ku czci robotników zamordowanych przez władze... został poświęcony przez Kościół. Jeśli obcokrajowcy mieli prawo pytać, czy strajkujacy są radykalnymi socjalistami, czy raczej pobożnymi dziećmi Kościoła - to mieli oni również prawo zastanawiać się, w jakiej mierze komunistyczna partia „żyruje " katolicką liturgię i w jakiej mierze Kościół katolicki „zaraził się " jakąś formą syndykalizmu. Tylko w komunistycznej Polsce mogła zdarzyć się ta poranna niedzielna msza na dziedzińcu państwowej stoczni. Co o tym wszystkim myśleli Sowieci - niech zgaduje, kto ciekawy (...).
A później przyszła wyjątkowo wielka, choć dziś jakże często przemilczana, rola ks. Jankowskiego i kościoła Św. Brygidy w najtrudniejszych dla „Solidarności" czasach stanu wojennego i późniejszych represji doby jaruzelszczyzny. To spod kościoła Św. Brygidy wychodziły jedne z najpotężniejszych w Polsce demonstracji antyreżimowych. Tu rozpoczynały się wszelkie akcje ulotkowe i protesty. A ksiądz Jankowski systematycznie wspierał finansowo rodziny wszystkich zatrzymanych z powodów politycznych i płacił grzywny za młodzież ukaraną w starciach z milicją. Ksiądz Jankowski zorganizował w kościele Św. Brygidy specjalny kącik zdelegalizowanej „Solidarności", który przez lata był niezwykłą atrakcją dla rodaków i obcokrajowców, podziwiających ten spektakularny, tak widoczny punkt oporu. O wszystkim decydowała nieugięta postawa proboszcza Św. Brygidy, który szydził ze wszystkich reżimowych pogróżek i otwarcie wychodził z wyzwaniem. Nader wymowna pod tym względem była opowieść szefa „Solidarności" w Stoczni Gdańskiej Jerzego Borowczaka, który wspominał: - Jak w stanie wojennym spotykaliśmy się w kościołach, musieliśmy wchodzić tylnymi drzwiami, pojedynczo. A u księdza to nie było podziemie: on nas przyjmował z wielką pompą. Wychodził po nas i wołał do ubeków: — „ Bliżej, bliżej, to wam lepiej te zdjęcia wyjdą ".
Kościół Św. Brygidy pod zarządem ks. Jankowskiego był jednak dla opozycji czymś dużo bardziej znaczącym niż tylko bastion oporu przeciwko władzom. To było zarazem miejsce ciągłego skupiania się „mózgów" opozycji i dyskusji nad najlepszą strategią walki przeciw władzom. Nawet w „Magazynie Gazety Wyborczej" w swoim czasie akcentowano: Historyk na pewno przyznałby poczesne miejsce księdzu Jankowskiemu za rolę w Sierpniu'80 i kościołowi Św. Brygidy jako ambasadzie podziemnego społeczeństwa polskiego w PRL (cyt. za: A. i P. Bikont „Daję, więc mam", „Magazyn Gazety Wyborczej" z 10 września 1993 roku). Sam Wałęsa wspominał po latach: (...) Na długie lata plebania księdza Jankowskiego stała się moim drugim domem i centrum „ Solidarności". Najrozmaitsze spotkania, konferencje prasowe odbywały się właśnie tam. Całe życie parafii Św. Brygidy zdawało się koncentrować na sprawach „ Solidarności". Ksiądz prześcigał wszystkich w wymyślaniu rocznicowych obchodów, imprez, sympozjów, prelekcji i czego tam jeszcze. Gdy rozpoczął się strajk majowy w 1988 roku oddał do dyspozycji „ Solidarności " swój dom i wszystkie jego zasoby, a to, że miał obszerną plebanię, sprawny samochód, dwa telefony i zawsze jakieś środki finansowe, okazało się wręcz niezbędne dla zorganizowania centrum informacji, tudzież pomocy materialnej. Dzięki niemu świat i zdezorientowani oficjalnymi doniesieniami Polacy mogli usłyszeć, co naprawdę dzieje się w oblężonej i odciętej od reszty Gdańska stoczni.
Przez szereg lat czułem się trochę jak syjamski brat księdza Jankowskiego - niemal wszędzie jeździliśmy razem, ponieważ był on „przyrośnięty " do mego boku. Miało to swoje dobre strony (bo wiadomo, że kapłan potrafi wszystko dobrze i wygodnie zorganizować), chwilami jednak było uciążliwe. Obecnie ksiądz całkowicie może poświęcić się obowiązkom duszpasterskim, a ja dalej ciągnę swój wózek. Oczywiście, tego wszystkiego, co zrobił dla mnie i dla„ Solidarności " nigdy mu nie zapomnę. A gdyby znów przyszły złe czasy, ponownie wskoczę pod habit księdza Jankowskiego — wypróbowanego przyjaciela i doradcy (...).„ (Rzeczpospolita" nr 73/2808 z 27 marca 1991 roku)
We „Wprost" z 11 sierpnia 1991 roku przypomniano, że: Znaczenie świętej Brygidy i jej proboszcza wzrosło jeszcze bardziej w 1988 roku, kiedy kościół stał się zewnętrznym ośrodkiem utrzymującym łączność z komitetami strajkowymi, a zarazem centrum informacji o strajkach. Wtedy właśnie narodził się zwyczaj cotygodniowych konferencji prasowych Lecha Wałęsy, które odbywały się w przykościelnej salce. Zdarzało się, że pod nieobecność Piotra Nowina-Konopki konferencje prowadził również ksiądz kanonik, będąc również przewodniczącym Komisji Rewizyjnej „ Solidarności". To na plebanii Św. Brygidy powstał zalążek przyszłego Komitetu Obywatelskiego (...).
Spis treści


„Prawdy nie można rozstrzelać"
Szczególnie wielką zasługą ks. Jankowskiego w tym okresie były jego rozliczne płomienne kazania nierzadko wygłaszane po parę razy w tygodniu, zarówno w Gdańsku, jak i w licznych miejscowościach, do których był zapra-szany jako jeden z najpopularniejszych kapłanów tego czasu. Jego odwaga i nieugiętość ducha, przekonanie o ostatecznym triumfie dążeń wolnościowych, stały się w owych czasach czymś w rodzaju symbolu.
W „Magazynie Gazety Wyborczej" z 10 września 1993 roku pisano: Zachodnie ekipy telewizyjne na kilka godzin przed mszą obstawiały najlepsze miejsca widokowe. Był to czas, kiedy homilie księdza były agencyjnym „ new-sem ". Nawet Michnik, później szkalujący ks. Jankowskiego, przyznał kiedyś:
Oświadczenia podziemnych władz krajowych Związku przy tym, co ksiądz kanonik mówił z ambony, to były poziomki z kremem (cyt. za A. Bikont, P. Bikont ,Daję, więc nam", „Magazyn Gazety Wyborczej" z 10 września 1993 roku).
Znaczenie kazań Henryka Jankowskiego w dobie prowadzonej z Narodem „wojny" Jaruzelskiego tak przedstawił Bohdan Saryusz, autor portretu ks. prałata zamieszczonego w szerszym zbiorze sylwetek twórców NSZZ „Solidarność": (...) gdy się te homilie czyta, staje się jasne, dlaczego kazania ks. Jankowskiego były i są dla wiernych zawsze pełnym wzruszeń przeżyciem, czemu niejednokrotnie dają spontanicznie wyraz. Są również swoistą syntezą odzwierciedlającą złożoność problemów polskiej współczesności. Walka o prawdę naszych czasów — oto istota wystąpień, a zarazem rejestr win księdza Jankowskiego, których władza byłego PRL nie mogła mu nigdy wybaczyć. Były one szeroko cytowane i rozchodziły się w powielanych drukach po całym kraju, często powoływano się na nie w prasie zagranicznej. W swych wystąpieniach ks. Jankowski nieustannie podkreślał niezachwianą wiarę, że „Solidarność" musi zwyciężyć. Jego homilie cytowane przez prasę niezależną, kolportowane potajemnie w kraju, komentowane na Zachodzie w radiu i telewizji, umacniały w polskim społeczeństwie przekonanie o konieczności reform i zmian ustrojowych, zwiastując rychły koniec totalitaryzmu partyjnego.
Kaznodzieja ten nigdy nie nawoływał do buntu fizycznego, do rozlewu krwi. 'ego homilie nie miały na celu rozpalania w sercach słuchaczy płomienia zemsty i nienawiści, nie wzywały do wyjścia na ulice. Homilie te miały inną \— dla reżimu nawet groźniejszą - treść; zawsze nawoływały do zachowania godności osoby ludzkiej, do nie oddawania się usiłowaniom zniewolenia ducha. Były przepojone wartościami, które dadzą się streścić w trzech słowach: Bóg-Honor - Ojczyzna (...) (B. Saryusz „Ksiądz Henryk Jankowski pro Chri-sto et Partia" w książce Rodem z „Solidarności" - sylwetki twórców NSZZ „Solidarność " pod red. B. Kopki i R. Zelichowskiego, Warszawa 1997 roku).
Przyjrzyjmy się tu niektórym motywom kazań ks. Henryka Jankowskiego w latach 80., których wybór stanowi trzon dalszej części tomu.
Kazania proboszcza Św. Brygidy ciągle nawiązywały do pojęcia upragnionej wolności, której trzeba bronić przed zakusami komunistycznego totalitaryzmu. Proboszcz parafii Św. Brygidy toczył uporczywą walkę o odwojowanie pojęć zawłaszczonych przez PRL-owski reżim. Jakże wymowna była pod tym względem dana przez niego w kazaniu z kwietnia 1983 roku wykładnia słowa postęp, diametralnie wręcz różniąca się od sensu, jaki nadawali jej dotąd różni komunistyczni ideolodzy: (...) Postęp-to wywalczenie sobie przez wszystkich ludzi prawa do posiadania i pielęgnowania tych wartości, w które uwierzyli i które pokochali. To prawo do własnych myśli, przekonań i wiary, prawo do posiadania własnych poglądów, prawo do miłości Ojczyzny takiej, jaką się widzi przez pryzmat historii, tradycji i uczuć wyssanych z mlekiem matki, prawo do głoszenia i obrony swojego stanowiska i łączenia się w związki społeczne z innymi w imię walki o swoje prawa. Nie jest i nie będzie nigdy postępem stosowanie coraz wymyślniej szych metod manipulacji sumieniem ludzkim, coraz skuteczniejszych sposobów zabijania drugiego człowieka, obmyślanie i uchwalanie coraz podstępniejszych dekretów i ustaw czyniących z człowieka współczesnego niewolnika. Nie jest i nie będzie postępem narzucanie innym narodom takich ustrojów i systemów społeczno-politycznych i gospodarczych, które są im obce, a służą tylko do osiągania imperialnych celów tym, którzy dysponują silą.
Ksiądz Jankowski przekonywał, że „prawdy nie można rozstrzelać", że przyszłość należy do odważnych, do tych, co wytrwają w obronie swych ideałów. Apelował, tak jak w kazaniu wygłoszonym w Nowym Stawie z 21 września 1983 roku: (...) Podtrzymujcie się wzajemnie w niezłomnym przekonaniu, że zwycięży Orzeł Biały i znak Krzyża Świętego, że niedługo zniknie bezpowrotnie obcy nam, chrześcijanom i Polakom, system narzucony nam silą z zewnątrz. Zwyciężymy! (...).
W kazaniu wygłoszonym 10 lutego 1982 roku, w jednym z najbardziej ponurych okresów stanu wojennego, ks. Jankowski apelował do młodzieży: (...) Dziś trzeba pracować dla Ojczyzny o wiele więcej niż kiedykolwiek. A Wy, Droga Młodzieży, jesteście Ojczyźnie w jej trudnych chwilach szczególnie potrzebni. Wierzę, że potraficie przeciwstawić się tym, którzy chcą z Was zrobić ludzi bezmyślnych i bezwolnych, którzy chcą sterować Waszymi umysłami i wolą, którzy mówią, że prawda jest kłamstwem a kłamstwo -prawdą. Nie wolno dać się wewnętrznie zniewolić. Trzeba wszędzie rozpoznawać prawdę i zachowywać ją w pamięci i sercu (...).
Niejednokrotnie wskazywał na niemożliwość łączenia wiary w Boga z poparciem dla totalitarnej partii komunistycznej. W kazaniu z 22 maja 1988 roku powiedział wprost: (...) Nikt, kto kocha prawdziwie Boga nie może być w partii, nie może być dwulicowy. Zostawmy miejsce w partii dla tych, którzy Boga w sercu nie mają, a ty szanuj Boga w swoim życiu, abyś był uczciwym, prawym człowiekiem; świadczącym i wierzącym (...).
Szydził z niemądrej władzy, przekonanej, że zdoła załatwić wszystko poprzez wzmaganie przemocy. Mówił (w kazaniu z 19 stycznia 1984 roku): -Rządzić za pomocą bata - to pierwsze przykazanie szatana dla władców ślepych i głuchych. I przekonywał o niepodważalnym prymacie Narodu, ponad najbardziej nawet potężnymi siłami go zniewalającymi. W kazaniu z 31 sierpnia 1986 roku mówił: Tylko Naród jest nieśmiertelny, tylko Naród jest wart, aby jemu poświęcić swe życie i działanie. Tym samym będzie to działanie dla Ojczyzny, gdyż nie ma jej bez Narodu, który nosi ją w swoim sercu. Ojczyzna może istnieć bez stronnictw politycznych, bez parlamentu, bez władz, bez rządu, bez wojska, bez państwa nawet, tak jak istniała Ojczyzna Mickiewiczów, Słowackich, Szopenów, Grottgerów i Matejków (...). Zadufanym przedstawicielom komunistycznej władzy rzucał w twarz słowa: Czy znamy w historii PRL wypadek, aby minister doszedł do przekonania, że nie jest kompetentny, aby powierzonym mu resortem kierować? Czy nie zdmuchiwał ich dopiero wicher grudniowych i sierpniowych protestów? (kazanie z 28 czerwca 1987 roku, Gdańsk).
Wątpiących w odrodzenie „Solidarności" przekonywał: (...) Zaiste, „Solidarność" nie zginęła poprzez zabójstwa, aresztowania, banicje, prześladowania, represje i konfiskaty - ona nie tylko wbrew temu, ona właśnie dlatego tyje. „Solidarność" to stała troska o dom ojczysty, to zachowanie wolności wewnętrznej nawet w warunkach zewnętrznego zniewolenia, to pokonanie w sobie lęku, przyznanie się do tego, o słuszności czego jesteśmy przekonani i co nosimy w naszych sercach (kazanie z 31 sierpnia 1987 roku).
Nie wahał się publicznie mówić, że okres PRL-u to długotrwały okres niszczenia ludzi i Narodu. Mówił expressis verbis (w kazaniu z 22 maja 1988 roku): (•") Wygnaliśmy z naszego kraju okupanta, ale potem jednak, w roku 1944, rozpoczął się trudny dla naszej Ojczyzny okres. Okres niszczenia Boga przez ateistyczny system oświaty, niszczenie więzów międzyludzkich przez strach i manipulacje, okres niszczenia gospodarki Po 43 latach rządzenia mamy kartki i reglamentację. Okres niszczenia fizycznego człowieka (...).
Zdumiewała śmiałość, z jaką ten gdański kapłan rzucał wyzwania totalitarnej komunistycznej władzy, piętnował aparat przemocy, ba, wyzwał do demaskowania jej tajnych agentów i współpracowników. W kazaniu z 8 czerwca 1987 roku ks. Jankowski powiedział wprost: (...) Masz prawo i obowiązek upominać się o nauczycieli w naszej Ojczyźnie, którzy są zwalniani z pracy za to, zechcą młodzieży przekazać zdrowe zasady patriotyzmu. Masz protestować przeciw wykorzystywaniu środków masowego przekazu do preparowania kłamliwych oszczerstw pod adresem ludzi cieszących się szacunkiem w społeczeństwie. Masz prawo upomnieć się o poniżanych w kolejkach przed sklepami z kartkami w rękach. Masz obowiązek ujawnić płatnych donosicieli, którzy są złym elementem w społeczeństwie polskim, myślą bowiem tylko o swojej karierze kosztem krwi brata, który staje się ofiarą Kainową na ołtarzu naszym narodowym (...).
Akcentował: (...) Historia nas uczy, że partia marksistowska nigdy nie była zdolna do zainicjowania procesu odnowy i reform. Świadczy o tym krew na bruku Poznania w 1956 roku, Gdańska w 1970 roku i Radomia w 1976 roku.
Tak też było w 1980 roku, gdy proces przemian został wymuszony przez gniew ludu. (...) Nie lękajcie się, lecz trwajcie mężnie, wszędzie tam, gdzie takie wartości, jak: wiara, naród, ojczyzna i honor zostają zagrożone. Wyzbądicie się lęku. To właśnie zaciekłe ataki ze strony wroga na podstawowe wartości Chrystusowe są dowodem strachu. Strachu przed prawdą, przed umiłowaniem wiary i wolności, przed solidarnością narodu. Strach kierował tą zbrodniczą ręką, która torturowała i zadawał ostatni cios ks. Jerzemu, strach zrodził woj^ę z narodem 13 grudnia 1981 roku, strach znajduje swój wyraz w ingerencjgęh cenzury, które jak liszaje plamią stronice „ Tygodnika Powszechnego " i innych pism katolickich, ma swe odbicie w dyskryminacji ludzi niezależnie myślących, strach utrzymuje pod bronią wielotysięczną armię milicji i tajnych służb bezpieczeństwa.
Idee „ Solidarności" nie umarły wraz ze zgnębieniem struktur organizacyfc nych tego ruchu. Nie zanika też aktywność wielu działaczy. Nadal prezentują oni i wszelkimi dostępnymi środkami ujawniają krytyczny stosunek do tego, cw nas otacza, demaskują niecne metody zniewalania umysłów wolnych i niezależnych i dążą do tego nieustępliwie, co było i jest nadal celem słusznej walki: wolność i godność człowieka, sprawiedliwość i praworządność w ojczyźnie. Idea „ Solidarności" to dążenie do pluralizmu życia społecznego, pełnej sprawiedliwości i równych praw dla wszystkich obywateli bez względu na wyznanie i poglądy. Nie może być uprzywilejowanych grup i organizacji, podziału na tych, którzy mają prawo do rządzenia i tych, którzy mają słuchać. Bez urzeczywistnienia nakazu sprawiedliwości społecznej żaden system się nie ostoi. (...) (Kazanie z 20 maja 1988 roku).
Po wysłuchaniu takich kazań w kościele Św. Brygidy wracała nadzieja do osób najbardziej nawet zdesperowanych i zrozpaczonych. W czasach przygnębienia i konformizmu ks. Jankowski spieszył z zachętami do przetrwania, przypomnieniem o konieczności walki w obronie imponderabiliów jako podstawowych obowiązków człowieka.
Jak na tle cytowanych tu kazań czy wypowiedzi samego Michnika wyglądają oszczercze działania małych ludzi próbujących po upływie tak wielii lat od doby jaruzelszczyzny skrajnie pomniejszać rolę ks. Jankowskiego?! A nawet negować znaczenie jego kazań, wypełnionych tak płomiennym protestem przeciwko totalitaryzmowi komunistycznemu. Wspomnę tu przykładowo jednego z tych oszczerców, A. T. Jarmakowskiego, podrzędnego dziennika polonijnego, za to zajadłego wroga Prezesa Kongresu Polonii Edwarda Moskala. Aby tym mocniej zaatakować prezesa Moskala za zaproszą nie ks. Jankowskiego do Chicago, A. T. Jarmakowski tak próbował w tekście publikowanym na łamach „Dziennika Chicagowskiego" z 3 marca 2000 roku maksymalnie pomniejszyć znaczenie kazań ks. Jankowskiego w dobie jaruzelszczyzny: To nie był Popiełuszko, który głosił ostre kazania. Owszem, coś tam mówił, odprawiał nabożeństwa za „ Solidarność", ale nie w tym rzecz. Jankowskiego wykreowało ZOMO z powodu położenia Kościoła, w żaden sposób Jankowskiego personalnie nie szykanując. (...) Oczywiście Jankowski nie został do Chicago zaproszony z powodu rzekomych opozycyjnych zasług. Edward Moskal zaprosił ks. Jankowskiego jako wyraz uznania dla jego „ dokonań " po 1989 roku, bo dopiero wtedy Jankowski mógł pokazać, co potrafi. Wcześniej nikt z osób działających w Gdańsku pojęcia nie miał, co naprawdę myśli ów duszpasterz. Z prostych przyczyn. W działaniach społecznych nie uczestniczył, praktycznie nigdy nie zabierał głosu publicznie, zaś kazania głosił nijakie -jak to mawiał jeden z gdańskich biskupów - taka religijna nowomowa. A więc według oszczercy z Chicago, ks. Jankowski coś tam mówił (...) kazania głosił nijakie (...) taką religijną nowomowę. Czytelnicy tego tomu mogą po moich uwagach wstępnych i po lekturze reszty tomu dokładnie przekonać się jak wyglądały te „nijakie kazania", a także jak... fałszują historię różnego typu zagończycy z opcji antypatriotycznej.
Spis treści


Pamięć narodowej historii
Znaczącą część kazań ks. Jankowskiego zajmowały zawsze kazania poświęcone narodowej historii i tradycjom powojennych buntów społecznych. Zdumiewające wprost jak wiele miejsca w swych kazaniach poświęcał proboszcz Św. Brygidy tradycjom narodowym i wydarzeniom dziejów. Nie wiem, czy pod tym względem był po wojnie duchowny, który by częściej niż ks. Jankowski odwoływał się do wydarzeń i symboli z narodowej historii. Zarówno w latach 80., jak i w okresie po 1989 roku szczególnie chętnie nawiązywał do tradycji reform Konstytucji 3 maja i dziejów Polski Niepodległej lat 1918-1939, widząc w nich wzór działań dla umacniania Polski. Często sięgał w swych kazaniach do tradycji walk powstańczych, ostro przeciwstawiając się ich pomniejszaniu i zniekształcaniu. Między innymi w głośnym . kazaniu z 6 listopada 1988 roku akcentował: (...) Clemenceau, wielki patriota francuski, czołowy polityk i mąż stanu ostrzegał już w 1909 roku: „Naród, który wypiera się swojej przeszłości, który systematycznie spotwarza własną pracę i własne osiągnięcia historyczne, idzie ku własnej zgubie i zapłaci za to wysoką cenę ". (...) Jakże często wpaja się nam przekonanie, że powstania były błędem nieodpowiedzialnych ekstremistów, gdyż nie przyniosły spodziewanego skutku, a tylko pociągnęły za sobą liczne i niepotrzebne ofiary. Że były nierozsądnym zrywem romantyków, otumanionych młodzików, którzy jak Nabielak, Goszczyński czy Mochnacki porywali się z motyką na słońce. Nawet takim postaciom jak Kościuszko i Traugutt wytykano ślepotę polityczną i brak realizmu. To prawda, że były ofiary. Lecz nie wiadomo, jakie byłyby straty, gdyby historia potoczyła się inaczej. Nad Narodem wisiała groźba rusyfikacji i germanizacji realizowana planowo, z zimną kalkulacją i bezwzględnością. Pomniejszanie tych zrywów, jak i odzieranie z blasku naszych przedwojennych i międzywojennych osiągnięć, negowanie wszystkiego, co było nasze, polskie, prawdziwe, próby odbierania historycznych świętości, a w zamian głoszenie innych obco brzmiących haseł, przyniosło po czterdziestu kilku latach wiadome rezultaty. (...)
Uparcie przypominał przemilczane przez reżim komunistyczny rocznice obrony Lwowa, powstania Polski Niepodległej 11 listopada, i tak długo przemilczaną zbrodnię katyńską. Nie znajdował żadnego usprawiedliwienia dla tych historyków, którzy przez swą usłużność wobec władz sowieckich hamowali proces ogłoszenia pełnej prawdy o sprawcach tej zbrodni i o innych „białych plamach" naszych najnowszych dziejów. W kazaniu z 10 kwietnia 1989 roku powiedział: (...) My, Polacy odczuwamy ponadto wstyd i upokorzenie wobec stanowiska niektórych historyków polskich biorących udział w pracach mieszanej komisji polsko-radzieckiej, powołanej do wymazywania tzw. białych plam. Uważamy za hańbę zachowanie się tych, którzy przejęli poniżającą formułę dyskutowania dla „uzgodnienia stanowisk" nad masowym grobem swych rodaków tak jakby chodziło nie o potworną w swym rozmiarze zbrodnię, lecz tylko o dyplomatyczne poszukiwanie wygodnej lub mniej kłopotliwej dla władz radzieckich i PRL-owskich jej politycznej interpretacji Takiej postawy nie akceptujemy nigdy i odcinamy się od niej w całej rozciągłości (...).
Wielokrotnie nawiązywał również do tradycji społecznych buntów w PRL-u, od buntu robotników Poznania 1956 roku po robotników Wybrzeża z grudnia 1970 roku i protest radomski 1976 roku. Przypomnieniom narodowej historii jakże często towarzyszył obraz roli Kościoła jako niezwyciężonego bastionu polskości. Z tym większą pasją przeciwstawiał się wszelkim próbom ateistycznej indoktrynacji. Jako duszpasterz Stoczni Gdańskiej szczególnie mocno dbał o to, by jak najsilniej trafiło jego przesłanie do robotników. Ostrzegał robotników przed uległym podporządkowywaniem się komunistycznym normom, wzywał: Nie bądźcie niewolnikami pracy! Wskazywał jak wiele zależy od zabezpieczenia godności człowieka pracującego, by praca była szczęściem, a nie przekleństwem.
Spis treści


Na drogach pojednania
Ksiądz Jankowski, duchowny, później tak często atakowany za rzekomy nacjonalizm i ksenofobię, należał do osób najbardziej zaangażowanych w przełamywanie wzajemnych uprzedzeń między Polakami i Niemcami, budowanie jak najsilniejszych związków dialogu obu nacji. W homilii wygłoszonej 3 kwietnia 1989 roku w Katolickiej Akademii w Trewirze w RFN dziękował za bardzo znaczącą niemiecką pomoc charytatywną dla Polski, szczególnie mocno eksponując zasługi tych osób, często bezimiennych, które poprzez swe działania „przerzucały pomoc nad wąwozem waśni i niechęci". Wielokrotnie spotykał się z różnymi środowiskami niemieckimi, pozyskał też sobie wielu niemieckich przyjaciół (stąd częste wówczas oskarżenia w reżimowej prasie o rzekome „germanofilstwo księdza Jankowskiego"). Był z kolei bardzo mocno ceniony przez niemieckich rzeczników dialogu z Polską. Swego rodzaju symbolem tej wysokiej oceny było miejsce, jakie przyznano ks. Henrykowi Jankowski emu w obszernej, kilkusetstronicowej książce wydanej w Niemczech w 1987 roku z okazji 75. rocznicy urodzin księcia Ottona von Habsburga. Tekst wystąpienia gratulacyjnego proboszcza z kościoła Św. Brygidy znalazł się na pierwszym miejscu wśród różnych wystąpień gratulacyjnych przed tekstami kanclerza Helmuta Kohla, brytyjskiego ministra spraw zagranicznych Lorda Geoffreya Howe i przewodniczącego brukselskiej Komisji Europejskiej Jacąuesa Delorsa.
Dziś tak chętnie atakowany we wpływowych przekaziorach za rzekomą nacjonalistyczną „zaściankowość", ks. Jankowski należał w swoim czasie do jednych ż pierwszych osób z Polski, entuzjastycznie witających wizję zjednoczonej Europy. Tyle, że widział ją zarówno wówczas, jak i dziś jako Europę Narodów, opartą na pełnym poszanowaniu tożsamości narodowych i rozkwitu patriotyzmów. W przemówieniu wygłoszonym 10 sierpnia 1988 roku na forum Parlamentu Europejskiego w Strasburgu powiedział między innymi: (...) Jestem synem narodu, który ma swój ważny udział w tej wspólnocie kulturowej i materialnej, choć dziś — nie z własnej winy - pozostaje poza obrębem uruchomionego przez Was historycznego procesu. Chcę jednak z naciskiem podkreślić, że tak jak dawniej, tak i dziś uczestniczymy w tworzeniu wspólnych nam wartości, i żadne sztuczne granice nie są w stanie nas od tego uczestnictwa izolować. Byliśmy Europą zawsze, broniliśmy jej nie szczędząc krwi, odgrywaliśmy w tej historii doniosłą rolę. Pierwiastki Europejskie przenikają całą istotę naszej kultury, treść naszego życia, naszego myślenia. Docenialiśmy już dawno wartość pojęcia wspólnoty. Wszak to my, już w wieku XIV zawarliśmy z sąsiadującą Litwą porozumienie, które po zadzierzgnięciu więzi personalnej rozwinęło się w Unię Obojga Narodów. Historia potoczyła się jednak wbrew naszym intencjom i wrogie siły przekreśliły nasze zamierzenia; (...) Drzewo jałtańskie zrodziło zatrute owoce (...) Nie zdołano jednak odebrać nam narodowej samoświadomości, a z nią tysiącletniej więzi z narodami nad Renem, Sekwaną, Tamizą i Padem. (...) Jeśli nie dziś, to na pewno jutro stosowną rolę w dalszych losach zjednoczenia całej Europy musi odegrać Polska. Nią mówię tego z pozycji megalomańskiej. Rolę mojego kraju określa położenie gafc. graficzne 38-milionowego narodu w sercu kontynentu, na styku dwóch odmien^ nych systemów, odrębnej mentalności i obszaru wpływów.
Spis treści


Razem z księdzem Popiełuszką
Czołowi przedstawiciele władz PRL-owskich wciąż ponawiali najostrzejsze oskarżenia przeciwko księdzu Henrykowi Jankowskiemu w czasie roz? mów z arcybiskupem Bronisławem Dąbrowskim i innymi przedstawicielami hierarchii kościelnej. Najczęściej ks. Jankowskiego atakowano w zestawie z ks. Jerzym Popiełuszką, przedstawiając ich jako dwóch najbardziej jakoby zacietrzewionych przeciwników PRL-u wśród duchownych. Typowe, pod tym względem były wypowiedzi PRL-owskiego ministra spraw wewnętrznych gen. Czesława Kiszczaka w czasie rozmowy z ks. arcybiskupem Bronisławem Dąbrowskim, ks. dyrektorem Alojzym Orszulikiem w MSW, Rakowiecka2 w dniu 19 października 1983 roku. Według notatki z tej rozmowy: Kiszczak powiedział (...) „Tych kilkunastu księży, którzy zachowują się niedobrze, Kościół powinien uspokoić, zachęcić, by zajęli się tym, czym powinni się zajmować. Ksiądz Jankowski niech robi to, co do niego należy. Tymczasem u niego się odbywają spotkania ambasadorów, konsulów; wystrój jego kościoła musi budzić sprzeciw (...)". Generał Kiszczak powiedział, że ks. Jankowski jest czu-purny, pisał do niego listy (obecnie już przestał). Takich księży winno oddawać się do kamedułów. Ksiądz Arcybiskup odparł: - Jeśli chcecie z nich robić bohaterów, to róbcie, biskupi staną za nimi.
Generał Kiszczak twierdził, że ks. Jankowski i ks. Popiełuszko stwarzają trudności kierownictwu politycznemu, które spotyka się z zarzutami aparatu partyjnego, że władza robi gesty wobec Kościoła, a Kościół się nie odwzajemnia. Ksiądz Jankowski i ks. Popiełuszko udzielają wywiadów korespondentom zagranicznym. Stwierdzają, że nie bojąsię aresztowania; Episkopat nie potępia ich działalności (cyt. za P. Raina:,.Rozmowy z władzami PRL. Arcybiskup Dąbrowski w służbie Kościoła i Narodu", tom II, 1982-1985, Warszawa 1995, s. 55).
7 grudnia 1983 roku z atakiem na ks. Jankowskiego i ks. Popiełuszkę wystąpił sekretarz KC PZPR Kazimierz Barcikowski. W czasie rozmowy z ks. arcybiskupem Bronisławem Dąbrowskim, Barcikowski powiedział: Cała kwestia niektórych bezkarnie hałaśliwych duchownych. Ponieważ Episkopat nie reaguje, my również po przekazaniu sprawy Episkopatowi nie reagowaliśmy; duchowni jak ks. Jankowski i ks. Popiełuszko mają poczucie swobody i bezkarności, i to trwa ze szkodą dla pokoju wewnętrznego (cyt. za P. Raina: „Rozmowy...", op. cit, t. II, s. 61).
8 grudnia 1983 roku według notatki z rozmowy ks. arcybiskupa B. Dąbrowskiego z gen. Kiszczakiem w MSW: Podniesiona została sprawa ks. Po-piełuszki i ks. Jankowskiego. Postulowaliśmy, aby Prokuratura zrezygnowała z wzywania ich na przesłuchanie. To utrudnia ich ordynariuszom zajęcie odpowiedniego stanowiska (cyt. za P. Raina: „Rozmowy...", op. cit., t. II, s. 60).
Ataki na ks. Jankowskiego i ks. Popiełuszkę jako dwóch szczególnie opozycyjnych i „antypaństwowych" duchownych powtarzały się również w wypowiedziach gen. Kiszczaka w czasie rozmów z przedstawicielami hierarchii kościelnej w 1984 roku. Jak pisał Peter Raina: Kiszczak zarzucał Kościołowi, że zgodził się on na zinstrumentalizowanie przez opozycję. Jako dowód podawał obojętność hierarchii kościelnej wobec „ antypaństwowej działalności" ks. Henryka Jankowskiego z Gdańska i ks. Jerzego Popiełuszki z Warszawy. Arcybiskup Dąbrowski w odpowiedziach swych nie pozostawiał żadnych wątpliwości co do stanowiska Kościoła: „ W sporze Państwo-Naród Kościół z natury rzeczy w sprawach istotnych stanie po stronie narodu " (cyt. za P. Raina: „Rozmowy...", op. cit., t. II, s. 65).
W czasie rozmowy Sekretarza Episkopatu ks. arcybiskupa B. Dąbrowskiego z ministrem spraw wewnętrznych gen. C. Kiszczakiem w dniu 27 czerwca 1984 roku minister Kiszczak uskarżał się: Popiełuszko i Jankowski na przedpolu wyborczym harcowali bezkarnie. Swoje wiecowe przemówienia natychmiast przekazywali prasie zachodniej i przez „ Wolną Europę" kierowali do tysięcy Polaków (cyt. za P. Raina: „Rozmowy...", op. cit., t. II, s. 74).
Cytowany już autor portretu ks. Jankowskiego w zbiorze sylwetek twórców NSZZ „Solidarność" Bohdan Saryusz pisał o ks. Jankowskim: Należał do tych, którzy w latach zniewolenia co dzień zarówno słowem, jak i czynem wystawiali na niebezpieczeństwo swoje życie. Jego przyjaciel, ksiądz Jerzy Fo-piełuszko, który w 1984 roku zapłacił za swą nieugiętą postawę cenę najwyższą, darzył szczerym szacunkiem i braterską miłością nieustraszonego, jak on sam, proboszcza Jankowskiego. W świątyni św. Brygidy bywał z upodobaniem, gdyż -jak mawiał -jest w niej chwalebny rozdział naszej historii (B. Saryusz, op. cit).
Nieprzypadkowo ks. Jankowski znajdował się wraz z księdzem Popiełusz-ką na liście tych kilku duchownych, których zamierzali zamordować esbeccy mordercy. Zamordowano księdza Jerzego Popiełuszkę. Ksiądz Jankowski dużo wcześniej, bo już 27 stycznia 1982 roku szczęśliwie uniknął morderczego zamachu. Jechał wówczas do Starogardu Gdańskiego, przez przypadkowy zbieg okoliczności jednak zmienił plany i wysiadł nieco wcześniej. Zaledwie w dzie* sieć minut później doszło do tragicznego wypadku - samochód księdza rozbił się o drzewo. Zginął zarówno kierowca, jak i jadąca z nim dziesięcioletnia córeczka. Nowiutki mercedes księdza był właśnie po przeglądzie technicznym; trudno więc było dać wiarę wyjaśnieniom biegłych, którzy ogłosili, że przyczyną śmiertelnego wypadku było jakoby „zmęczenie materiału". Nieza-straszony mordem popełnionym na swym bohaterskim towarzyszu walki o niepodległą Polskę - księdzu Jerzym, dalej kontynuował uparte boje ptte-ciw komunistycznemu zniewoleniu. W swych działaniach starał się maksymalnie wspierać wszystkie siły przeciwstawiające się ówczesnej władzy, szczo^ drze pomagając również przedstawicielom tzw. opozycji laickiej od Michnifca po Geremka, i udostępniając im kościół św. Brygidy na spotkania i wystąpienia. Powodowało to tym większe rozdrażnienie PRL-owskich władz. Najlepiej świadczy o tym cytowana już wcześniej wypowiedź gen. Wojciecha Jaruzelskiego w czasie rozmowy z kardynałem Janem Królem 10 września .1986 roku: Niedawno ks. Jankowski zaprosił Michnika do św. Brygidy i ten Żyd zawładnął całym kościołem, wydawało się, że przystąpi do ołtarza i będzie odprawiał Mszę.
W czasie rozmowy Sekretarza Episkopatu ks. arcybiskupa B. Dąbrowskiego z zastępcą Przewodniczącego Rady Państwa K. Barcikowskim w dnhj 4 lutego 1987 roku Barcikowski powiedział, że w klimacie, który teraz jest nie ma sprawy, której nie można by było załatwić. Jedynie w Gdańsku zawieszono pozwolenia na budownictwo sakralne i kościelne, gdyż władze oczekują, że Bp Gocłowski uspokoi Ks. Jankowskiego i środowisko z nim związane. Arcybiskup B. Dąbrowski wspominał: Podjąłem dyskusję na temat tych restrykcji; p. Barcikowski próbował mnie uspokoić oświadczając, że po dobrze przeprowadzonej wizycie Ojca Świętego w Gdańsku, pozwolenia będą (cyt. z P. Raina: „Rozmowy...", op. cit., t. II, s. 166).
Do szczególnie ostrego ataku na ks. Henryka Jankowskiego i na rolę kościoła Św. Brygidy jako centrum „antypaństwowej" opozycji doszło 24 września 1988 roku ze strony jednego z czołowych przedstawicieli władz PRL-u. Odbyła się wówczas rozmowa ks. Alojzego Orszulika z przewodniczącym Rady Państwa PRL Kazimierzem Barcikowskim i sekretarzem Stanisławem Cioskiem. Jak stwierdził ks. Orszulik w notatce z tej rozmowy: Na wstępie K. Barcikowski przekazał prośbę swojego „szefostwa", które chciałoby, aby kierownictwo Episkopatu zainteresowało się tym, co dzieje się w kościele św. Brygidy. Usadowił się tam sztab kierowania strajkami. Co łączy z tym kościołem p. Michnika? Fala strajków opada. Tylko młodzi są na nie podatni, są bowiem naiwni i sfrustrowani.
Nieraz stawiamy sobie pytanie - ciągnął Barcikowski - kto wam tego Jankowskiego podrzucił. Była obietnica, że po wizycie papieskiej w ub.r. sprawa Jankowskiego zostanie rozwiązana. To, co on mówi przechodzi ludzkie pojęcie (...) Jankowski jest gospodarzem „obozu", z którego wysyła się emisariuszy do różnych zakładów pracy, by wywoływali strajki. Będziemy musieli opublikować „ białą księgę " z informacjami, kto tam u ks. Jankowskiego urzęduje. Taką księgę miał wręczyć Ks. Prymasowi gen. Jaruzelski, ale się wstrzymał (cyt. za P. Raina: „Rozmowy...", op. cit., t. II, s. 254-255).
Krańcowe nieraz irytacje PRL-owskich prominentów na „krnąbrnego" gdańskiego księdza znajdowały odbicie w rozlicznych szykanach administracyjno-policyjnych wobec ks. Jankowskiego. Są to sprawy już jednak szeroko opisane - odsyłam czytelników do cennych źródłowych opracowań Petera Rainy: „Ksiądz Jankowski nie ma za co przepraszać" (Warszawa 1995, s. 52-64) i „Ksiądz Henryk Jankowski walczy o prawdę" (Warszawa 1999, s. 44-108). Warto tu jednak przypomnieć, że obok szykan milicji i prokuratury, wezwań na przesłuchania, wszczynania postępowań karnych przeciw ks. Jankowskie-mu starano się uderzać również i innymi dość szczególnymi metodami. Dość przypomnieć choćby takie fakty, jak spowodowanie pożaru na plebanii Św. Brygidy w 1982 roku - nocne telefony do księdza Jankowskiego z pogróżkami śmierci czy kapturowe wyroki śmierci przysyłane mu na piśmie. Biuletyn amerykańskiej agencji prasowej „Asociated Press" z 13 stycznia 1984 roku podawał pod tytułem „Spowiednik Wałęsy otrzymuje groźby śmierci": (...) Warszawa: Henryk Jankowski, spowiednik przywódcy polskiego ruchu robotniczego - Lecha Wałęsy - poinformował, że otrzymał anonimowe groźby śmierci. Są to listy i telefony „powiesić tego niewolnika Reagana ", oświadczył Jankowski w środę, w wywiadzie udzielonym „Associates Press". (...)
Spis treści


Nagonka w PRL-owskiej prasie
Nienawiści PRL-owskich prominentów do proboszcza ze Św. Brygidy i poddawaniu go różnym nękaniom administracyjno-policyjnym towarzyszyła uparta nagonka ze strony różnych PRL-owskich pismaków. Warto bliżej przyjrzeć się niektórym atakom prasowym na ks. Jankowskiego w dobie stanu wojennego i generalnie czasach jaruzelszczyzny. Pewne typy oszczerstw i pomówień, wielka część stylistyki tych ataków po latach znajdzie niemal lustrzane odbicie w kolejnych nagonkach na ks. Jankowskiego już po 1989 roku, organizowanych przez różnych „światłych cenzorów poprawności politycznej". Jak wiemy jednak wielu z tych „nowych" cenzorów miało za sobą dobrą, długą szkołę w prasie PRL-u, wystarczyło tylko trochę zmodyfikować etykietki, którymi piętnowano krnąbrnego księdza... W dobie Jaruzelskiego najchętniej atakowano go jako nachalnie mieszającego się do polityki duchownego - wroga socjalizmu i germanofila. W latach 90. kształtowano obraz znów nachalnie mieszającego się do polityki duchownego - zacofańca, nacjonalisty i antysemity.
Ze szczególnie gwałtownymi atakami na ks. Jankowskiego występowano w lokalnej prasie Wybrzeża, głównie w organie KW PZPR „Głosie Wybtzeża" i „Dzienniku Bałtyckim". Ton nadawały ataki w stylu tekstu „Jak rzodkiewka" Andrzeja Bujnickiego, publikowanego 10 maja 1983 roku na łamach „Głosu Wybrzeża", a później znajdującego kontynuację w polemikach wspomnianego reżimowego dziennikarza z czytelnikami, broniącymi ks. Jankowskiego. Główną część tych ataków stanowiły zarzuty pro-solidarnościowej tendencyjności politycznej ks. Jankowskiego, który wykorzystuje „powierzony mu kościół do siania zamętu i manipulowania uczuciami nieświadomych mii wiernych". Tym oskarżeniom towarzyszył u Bujnickiego szeroko rozbudowany zarzut rzekomego germanofilstwa ks. Jankowskiego, twierdzenia, że rodzice proboszcza byli „Volksdeutschami". Odpowiadając na rozliczne listy polemiczne (wg Bujnickiego po tekście atakującym ks. Jankowskiego napłynęło do niego aż 983 listów) publicysta organu KW PZPR powołał się na rzekomo wspierającą go część czytelników. W tekście na marginesie artykułu „Jak rzodkiewka", drukowanego w „Głosie Wybrzeża" i przedrukowanego w „Gazecie Robotniczej" z 25 lipca 1983 roku Bujnicki chętnie chował się za domniemane cytaty ze wspierających go proreżimowych korespondencji. Głoszono tam jakoby ks. Jankowski ma jedną intencję, zarobić jak najwięcej pieniędzy na swoich politycznych wygłupach. Inny z listów do Bujnickiego piętnował ks. Jankowskiego jako tego, który znany jest od dawna z działalności jątrzącej społeczeństwo, znane są także jego sympatie do wszelkich sił opozycyjnych. Zawsze był ich sprzymierzeńcem i gorącym zwolennikiem. Kolejny z listów piętnował przygotowany przez ks. Jankowskiego grób Chrystusa, ozdobiony orłem polskim, oczywiście w koronie, który miał łapy związane łańcuchem, a w dziobie miał zerwane kajdany. Autor listu zapytywał, jak Kuria Biskupia reaguje na takie poczynania duszpasterza z parafii Św. Brygidy?
I jeszcze kilka próbek stylistycznych domniemanych listów przeciw ks. Jankowskiemu, jakie partyjny dziennikarz Bujnicki przywoływał na dowód wspierania jego linii ideowej. Ktoś sygnowany literami R. S. zapytywał na temat ks. Jankowskiego: (...) Kim jest człowiek, który w kazaniu zręcznie kryjąc prawdziwe intencje, podżega do walk ulicznych, a następnie występuje jako obrońca tych, których uprzednio podżegał? Czy nowy Judasz większego może formatu ma zostać bez potępienia społecznego?...
Inny proreżimowy korespondent J. J. akcentował: (...) Te przyjazne gesty ks. Jankowskiego do jego przyjaciół zza Łaby wskazują, że brata się z każdym, kto jest przeciwny socjalizmowi. Od pewnego czasu, idąc do kościoła człowiek czuje się jak na wiecu politycznym, a wszystko to przez te udziwnione, pełne aluzji modły, suplikacje i intencje...
Kolejna cytowana przez Bujnickiego wspierająca go domniemana epistoła pani sygnowanej literkami J. M. głosiła: (...) Tą drogą chcę wyrazić uznanie dla gazety i jej redaktora A. B., że bezkompromisowo, bez owijania w bawełnę ukazał, w jaki sposób człowiek mieniący się księdzem potrafi wykorzystać powierzony mu kościół do siania zamętu i manipulowania uczuciami nieświadomych tego wiernych. Jestem przekonana, że bohater artykułu ks. Henryk Jankowski zrobił z kościoła „ ośrodek polityczny ", aby w ten sposób ściągnąć od ludzi jak najwięcej pieniędzy. Nie liczą się tu szkody moralne, ponoszone przez duchowieństwo i Kościół. Co na to władza kościelna?...
Inne listy piętnowały „wojującego mesjasza w sutannie", „mąciciela na obcych usługach".
Jak widać, partyjny redaktor sięgał do wszelkich możliwych argumentów dla pognębienia ks. Jankowskiego jako niebezpiecznego „wroga ludu". Tyle, że za parawanem ówczesnej prosocjalistycznej stylistyki znaleźć można było już liczne elementy jakże podobnych ataków na ks. Jankowskiego w „suwerennej, wolnej Polsce" po 1989 roku. Takie choćby jak oskarżenia o jątrzenie społeczeństwa, o dążenie do zarobienia jak największych ilości pieniędzy „politycznymi wygłupami", o gwałcenie religijnego charakteru świątyni przez polityczny wystrój szopek. I wreszcie zarzuty braku odpowiedzialnej reakcji Kurii Biskupiej na, jątrzenia" duszpasterza ze Św. Brygidy.
Od podobnych do Bujnickiego paszkwilanckich ataków na ks. prałata Jankowskiego aż roiło się w ówczesnej partyjnej prasie. Tydzień wcześniej w tym samym organie KW „Głosie Wybrzeża" pojawiły się dwa kolejne ataki na ks. Jankowskiego 3 i 4 maja 1983 roku za inspirowanie prosolidarnościo-wej kontrmanifestacji w dniu 1 maja 1983 roku przy kościele Św. Brygidy. Partyjny dziennikarz Leszek Bogusławski pisał w artykule pod gromkini tytułem „W czyim interesie? W czyjej obronie?" („Głos Wybrzeża" z 3 maja 1983 roku): (...) W ub. niedzielę po mszy w kościele św. Brygidy -podkreślam - ten fakt - około godz. 12 na ulice Starówki wyszedł spory tłumek ludzi, głównie młodych, którzy rozpoczęli typową metodą prowokowanie funkcjonariuszy MO. Gdy werbalne nawoływania do zachowania porządku nie dały rezultatów - rozproszono awanturujące się grupy. W odróżnieniu od podobnych ekscesów, które pamiętamy z roku ubiegłego, tym razem już po kilkudziesięciu minutach panował spokój. Na ulicę wyszli normalni mieszkańcy Gdańska. Do planowanego kontr pochodu nie doszło.
Akcja milicji wynikała nie tylko w konieczności zapewnienia poszanowania prawa, które każdy obywatel musi przestrzegać, ale i z konieczności wynikając^, z postaw prowodyrów organizujących próby zaburzenia ładu i porządku publicznego. Ponadto milicja w trakcie wykonywania obowiązków —jak można było za-* obserwować - żadną miarą nie przekroczyła swoich uprawnień.
To, co ub. niedzieli oglądaliśmy na ulicach Gdańska nikogo - bez wzglądu na przekonania - cieszyć nie może, ba każdemu rozsądnie myślącemu człowiekowi marzy się już spokój. Jest to oczekiwanie powszechne. Jednakże oczekiwanie to nie może stanowić rozgrzeszenia dla bulwersujących i oburzających chuligańskich wybryków. Otóż okazuje się, że nie wszyscy tak myślą. Świadczy o tym list podpisany przez proboszcza parafii pod wezwaniem św. Brygidy-tej samej parafii, na terenie której formowały się grupy mające wyjść na ulicę rozrabiać - księdza Henryka Jankowskiego. Tego samego proboszcza, który -jak przystało na kapłana ubogich - z „Mercedesa " rozgrzeszenia daje. Tego samego, co wraz z Lechem Wałęsą, swoim podopiecznym, robi sie na gwiazdę w zachodnich środkach masowego przekazu, kosztem wybielania niemieckich okrucieństw popełnionych na Polakach. Bo tylko tak należy interpretować rzucanie przez niego do jednego kotła wojennych doświadczeń Polaków i Niemców.
Otóż ks. Jankowski się oburzył. Ostro zaprotestował przeciw „ nieodpowiedzialnemu zachowaniu się jednostek ZOMO w Gdańsku w dniu Święta Pracy.
Zdaniem pasterza parafii Św. Brygidy, jego owieczki, mieszkańcy Gdańska wychodzący z Domów Modlitewnych... zostali bez powodu zaatakowani przez uzbrojone po zęby jednostki ZOMO. — Gwałciciele spokoju siejąc wśród bezbronnych strach i cierpienie -pisze dalej ks. Jankowski -... uniemożliwili wszystkim ludziom dobrej woli godnie, spokojnie i zgodne z prawem okazanie szacunku dla pracy ludzkiej i dla siebie samych. Dalsza część listu w podobnym stylu. Jak w pięknym kazaniu o rzezi niewiniątek, jest o dzieciach w wózkach, o inwalidach, o panicznej ucieczce... Aż dziw, że słowa te pisze człowiek, który mógł mieć dobry pogląd na to, co się dzieje, człowiek, który był naocznym świadkiem wydarzeń. (...)
Czy nie widział on — a jeśli nie, to dlaczego głos zabiera -jak te jego „ owieczki " rzucały w oddziały „ uzbrojonych po zęby jednostek ZOMO " kamieniami, które boleśniej przecież ranią niż woda? Niechże sobie duszpasterz przypomni, kto w Chrystusa kamieniami rzucał?! Kto pogwałcił spokój? Oddziały ZOMO? Czy to one wdarły się do kościoła św. Brygidy, by bić pokornych wiernych, czy to też ci wierni wyszli ze świątyni, wcale nie ze słowem Bożym na ustach, a z bluźnierstwem, jakby nigdy w świątyni księdza Jankowskiego nie nakazywano: „nie bluźnij"?! Czego chce ks. Jankowski? Poklasku, publiki, reklamy? (...) To on - i biorę pełną odpowiedzialność za to, co piszę - swymi aluzjami, podtekstami, graniem na najprymitywniejszych uczuciach, wzywaniem imienia Pana Boga, którego przecież wzywać nie można — swoją dotychczasową postawą zagrzewał do awantur ulicznych. Nie robił tego w sposób bezpośredni, ale ludzie rozumieją podteksty, a niektórzy z tych, co przyszli do kościoła św. Brygidy na te podteksty czekali.
Ksiądz Jankowski i jego zwolennicy zarzucają mi, że piszę nieprawdę. W takim razie dlaczego pod innymi kościołami, po mszach nie grupowali się wierni, nie organizowali demonstracji? Czyżby byli to inni wierni? A może inne tam słowo Boże głoszono?
Jak się mają słowa ks. Jankowskiego do słów Listu pasterskiego skierowanego do wiernych przez biskupa gdańskiego w tym samym dniu, 1 Maja, gdzie mówi się o potrzebie spokoju, zgody, która buduje i bogaci?
Spis treści


Biskup swoje, proboszcz swoje!
W innym tekście na łamach wojewódzkiego organu partyjnego PZPR „Głos Wybrzeża" z 4 maja 1983 roku pisano pod tytułem „Co z Monachium widać w Gdańsku?" o zdumiewających powiązaniach akcji pod kościołem Św. Brygidy 1 maja 1983 roku z apelami Radia Wolna Europa. Akcentowano m.in.: Radio „ Wolna Europa " uznało za stosowne zrelacjonować pierwszomajowy pochód w Gdańsku. Uczyniło to w ubiegłą niedzielę o godzinie 21.10.1 uczyniło to naturalnie na swój sposób. Nie dostrzeżono zupełnie ponad 70-tysięcznej manifestacji ludzi pracy, jako, że był to pochód... „partyjny i oficjalny", a więc dla RWE zgoła niedostrzegalny. Lupa sprawozdawców z Monachium nacelowana była na... „kościół św. Brygidy", gdzie „zebrał się wielotysięczny tłum ", a tłum ten -jak chce z kolei duszpasterz parafii, ks. Henryk Jankowski
- zaatakowany został od razu przez „ uzbrojone po zęby oddziały ZOMO ", gdyby oczywiście nie te oddziały - nic by się właściwie nie stało. Chłopcy " spod św. Brygidy podarliby sobie parę flag, porzucali trochę kamieniami, może nawet wybiliby parę szyb, coś tam jeszcze podpalili i nastrojeni pokojowo poszliby do domów. Ale oto atakujące oddziały ZOMO " - relacjonuje RWE „osiągnęły (...) efekt niezamierzony, manifestacja przerodziła się z pokojowej w ofensywną" (...).
I jeszcze jedna sprawa. Fale eteru są w stanie znieść zarówno zbrodnię Jak głupstwo. Zdumiewającą wszakże była zbieżność czasowa rozpoczęcia akcji pod kościołem św. Brygidy z terminem kontrmanifestacji wyznaczonym wcześniej przez Radio Wolna Europa, Głos Ameryki i inne wrogie Polsce rozgłośnie. Czyżby przypadek? Pytanie ma charakter retoryczny. (...)
Szczególną furię partyjnych dziennikarzy wywoływały jednoznaczne antyreżimowe aluzje polityczne zawarte w kolejnych szopkach bożonarodzeniowych wystawianych w bazylice Św. Brygidy. Nader wymowny pod tym względem był paszkwilancki atak na ks. Henryka Jankowskiego zamieszczony w organie KW PZPR „Głos Wybrzeża" z 4-5 stycznia 1986 roku pod tytułem „Jasełka Polityczne". Partyjny dziennikarz, sygnowany literkami K. R. pisał: Me moją zasługą jest fakt, że bożonarodzeniowa stajenka u Świętej Brygidy nie jest ani mizerna, ani cicha, lecz właśnie polityczna. Pisałem kiedyś, że ksiądz Henryk Jankowski zabrał się, z pomocą osławionego ks. Marka Labudy z Włoszczowej, do politycznej edukacji młodzieży. Listy, którymi obdarzyli mnie wówczas zwolennicy proboszcza, a które cytowałem na tych łamach, zawierały niezwykłą porcję rynsztokowego słownictwa, nie mającego nic wspólnego z misją Kościoła, a wręcz przeciwnie-były zaprzeczeniem wszelkich kanonów dekalogu i nauk Ewangelii.
A wszystko to z tego powodu, że ośmieliłem się wyrazić opinię o skutkach politycznej działalności kazalnicy kościoła, św. Brygidy i o łamaniu przez jej proboszcza przysięgi złożonej ludowemu państwu.
Zawsze atoli zdumiewa mnie inwencja samorodnych artystów, którzy czerpią z ludowej inspiracji i mając ściśle zakreślone pole wyboru, umieli poprzez szopkę, czy -jak kto woli - stajenkę betlejemską, tworzyć dzieła niebanalne. Stąd np. szopki krakowskie znalazły miejsce w najsłynniejszych muzeach świata. Niezbywalnym atrybutem stajenki jest Święta Rodzina, trzej królowie, pasterze i zwierzęta. Na górze zaś unoszą się aniołowie i symbolizująca nadzieję gwiazda betlejemska.
Tymczasem u św. Brygidy w centralnym punkcie stajenki usytuowano... pomnik Stoczniowców. Jego figura majoryzuje wszystko inne, z wyjątkiem nazwy byłego związku, którą przepasano korpus pomnika. Zabrakło już miejsca dla aniołów i trzech króli. Nie uświadczy tu także figur reprezentujących maluczkich, zaś betlejemska gwiazda, owszem jest, lecz - mówiąc delikatnie - symbolizuje nadzieję odległą od religijnych.
Ten wybór jest jednoznaczny -pomnik Stoczniowców to symbol bolesnego fragmentu niedawnej przeszłości. Dokonano z nią surowego rozliczenia. Mieściło się w tym rozrachunku m. in. wzniesienie monumentu, aby w pamięci trwali przestrogą, ci, którzy w tragicznych okolicznościach stracili życie. I właśnie wokół tego pomnika urządzano nieraz i usiłuje się nadal urządzać polityczną hucpę. Ksiądz proboszcz należy do głównych animatorów tych awantur. Nie dociera do niego perswazja o amoralność wrzawy w miejscu, któremu przystoi cisza.
Nie są więc te jasełka zaskoczeniem dla nikogo, kto przygląda się działalności duszpasterza parafii św. Brygidy. Prezentuje on zdumiewająco konsekwentną linię polityczną. Nie było przypadkiem (w polityce przypadki zdarzają się rzadko), że stąd brały początek burdy uliczne, że tutaj skrzykiwali się polityczni ekstremiści, nawet tacy, którzy jawnie afiszowali swój ateizm. Później zaś, kiedy ucichły uliczne tumulty, ks. Henryk Jankowski w sposób szczególny skierował swe uczucia w stronę młodzieży. (...)
W działalności najgłośniejszej z ambon politycznych w Polsce jest tyleż pomieszania pojęć, co i zawziętej konsekwencji, zmierzającej do deprecjacji w oczach młodzieży dorobku ojców oraz realnie istniejącego państwa. Nic tedy dziwnego, że nie gdzie indziej, lecz właśnie tu garną się zachodni korespondenci po sensacje. Nie odchodzą z pustymi notesami i kamerami. Zbiegowisko po żer bywa ogromne. - „ Władzom -powiedział ks. Jankowski w wywiadzie dla "TimeMagazine"- Najwygodniejsze jest to, że oni chętnie chcieliby wykorzystać Kościół do swoich niecnych spraw, zamknąć usta ".
I zaraz w następnym zdaniu: - „Dlatego bardzo często się mówi, że to zaraz polityka. To nieprawda."
Naiwność to czy obłuda? - chciałoby się zapytać. Czego tu więcej? Nawet korespondent amerykańskiego magazynu świadomy jest infantylizmu oceny. Wie, że zwraca się do kompetentnej osoby. Pyta więc wprost: - „Proszę księdza, my jesteśmy bardzo zainteresowani pozycją opozycji w tej chwili w Polsce. Czy mógłby ksiądz trochę na ten temat powiedzieć. Czy w tej chwili coś się dzieje, czy trzeba poczekać raczej...?"
I otrzymuje odpowiedź: — „ W każdym bądź razie... Całe społeczeństwo polskie jest w opozycji. Nawet gdybym chciał powiedzieć o podziemiu, to cała Polska jest w podziemiu". I jeszcze na temat restrykcji USA: - „W każdym bądź razie, znając ogólną opinię społeczeństwa gdańskiego, nie tylko parafii, uważam, że pan prezydent Reagen bardzo dobrze... Sam wie najlepiej, co robić". I aby było dowcipniej: - „Kościół gdański nie miesza się do polityki Stanów Zjednoczonych ".
Czy można lub trzeba jaśniej?
Ksiądz Jankowski gwałtownie protestuje, kiedy stwierdza się fakt oczywisty, że ambonę zamienił na polityczną mównicę i nadużywa swobód, z jakich korzysta Kościół w Polsce Ludowej. Dzisiaj, gdy fale emocji opadły, człowie-kowi o predyspozycjach polityka w sutannie trudno pogodzić się z rolą zwy* czajnego proboszcza. Stawia więc na młodzież mniemając, że nie ukształtowane umysły i gorące serca łatwo demagogię przyjmą za rzekomo ukrywanąprzed nią prawdę. Ksiądz proboszcz, głosząc potrzebę historycznej rzetelności swoiście i selektywnie traktuje fakty, wydarzenia i znane postacie. Emblematy, ' tablice i popiersia, w jakie wyposażył kościół św. Brygidy z łatwością pozwalają rozeznać, jaką orientację preferuje. Apologetyzm wydarzeń, które stanowią część naszych dziejów, lecz o których historia wydała surowy osąd i krata symbolizująca współczesność - oto najkrócej wybór dokonany przez księdza-polityka. Wszystko to niby jako zakazane wtłacza się w młode umysły. Wszelką zaś próbę polemiki z szalbierstwem na narodowej przeszłości prezentuje się jako potwierdzenie głoszonych kłamstw i pomówień.
Stajenka betlejemska jest dopełnieniem, pointą. Z chrześcijańskiej symboliki pozostał tylko pretekst. Miast wlewać nadzieję w skołatane serca i umysły szopka w kościele św. Brygidy ma jątrzyć. Oto i miara zacietrzewienia; miara, w której zatraca się istotę kultu i gubi wartości, którym służy świątynia. Nawoływanie do opamiętania, gdy śpi rozsądek i brak reakcji ze strony zwierzchników pasterza, jest głosem wołającym na puszczy (...).
Jakże znamienny jest ten ton ubolewania, że zabrakło odpowiedniej kopcącej interwencji zwierzchnika - hierarchy kościelnego, kogoś, kto ukróciłby polityczne zapędy mającego słabość do aluzyjnych szopek proboszcza Św. Brygidy. Po latach odkryjemy jakże podobne wołania ze strony niektórych cenzorskich polityków i dziennikarzy III Rzeczypospolitej w zmienionych, jakże innych, zdawałoby się czasach!
Komunistyczne władze partyjne szczególnie irytowało to, że proboszcz Św. Brygidy nie ograniczał się w swej działalności do Gdańska i wielokrotnie gościł w innych parafiach w kraju, „zarażając je" swymi aktywnymi prosolidar-nościowymi wystąpieniami. Nader wymownym wyrazem partyjnych irytacjitoa tym tle był tekst niejakiego Andrzeja Kostrzewskiego „Wielkopostne rekolekcje kaznodziei z Gdańska" w „Ziemi Gorzowskiej" z 28 marca 1986 roku. Partyjny autor pisał tam m.in.: Kiedy ostatnio proboszcz od św. Brygidy ogłosił polityczno-militarną krucjatę przy pomocy różańców udowodnił tym samym, że żyje również w odmiennej epoce. Nie byłoby więc większych powodów do zajmowania się osobą ks. Jankowskiego, gdyby nie fakt, że objawił się on niedawno - tzn. zmaterializował - w naszej czasoprzestrzeni, to znaczy tu i teraz, czyli w Gorzowie.
Jak przystało na pielgrzyma miłości, tudzież bojownika o chrześcijańskie ideały, ks. Jankowski zjechał do Gorzowa swym czarnym „Mercedesem " - model sprzed mniej więcej dwóch lat. Towarzyszyły mu dwie osoby, osobisty kierowca, tudzież przedstawiciel obstawy, osobistej zresztą... Okazję do przyjazdu stanowiły wielkopostne rekolekcje akademickie, przygotowane z takim rozmachem, jakby Gorzów rzeczywiście był wielkim ośrodkiem uniwersyteckim.
Rekolekcje, zwłaszcza przed Wielkanocą, to już tradycja w Kościele. Tradycją jest również zapraszanie wybitnych kaznodziejów dla podniesienia poziomu głoszonych nauk i - nierzadko -podniesienia atrakcyjności rekolekcji. Kiedy jednak zaprasza się człowieka, który bynajmniej nie słynie z krasomówstwa, precyzji słowa i myśli, nie należy do wybitnych egzegetów, niczego nie dokonał w dziedzinie nauk kościelnych itd., zaś sławę swą zawdzięcza tylko wypowiedziom i gestom politycznym oraz faktowi, ie na nieszpory do jego parafii uczęszcza pewien doktor honoris causa kilku zachodnich uczelni, na skutek czego w zachodniej TV kościół św. Brygidy stal się niemal symbolem współczesnego Gdańska - więc kiedy na rekolekcje zaprasza się kaznodzieję o takich kwalifikacjach, można z góry wykluczyć religijno-mistyczny charakter imprezy. Zdaje się, że w ten sposób podchodził do rekolekcji sam kaznodzieja z Gdańska, skoro nie omieszkał on na początku kazań witać „ braci z Urzędu " oraz przyzwalać na jawne nagrywanie, co jako żywo przypominało mi pewien numer bodajże z kabaretu „ Tey ", gdzie również witano dyżurnego cenzora... Powiało więc w gorzowskiej katedrze kabaretem i to za sprawą ks. Jankowskiego, który z całą premedytacją przekształcił rekolekcyjne zgromadzenie w grę polityczną, dając do zrozumienia, że to on jakby ustala reguły tej gry...
Całą rzecz zaaranżował niezawodny ks. Andrzejewski, który w sposób dość szczególny dobiera swych gości. Swego czasu podejmował Leszka Moczul-skiego, który wprawdzie poza katedrą, ale w pomieszczeniach parafialnych uczył młodzież prawdziwej historii. Jak gdyby w podzięce za to, lider KPN pomaszerował na czele gorzowskiej pielgrzymki do Częstochowy, zaś objaw takiej ekspiacji kiedyś może tak, ale dziś już nikogo nie dziwi... Przed rokiem w katedrze gościł ks. Małkowski, fetowany niczym bohater wojny wyzwoleńczej. Teraz znów ks. Jankowski. Słowem: ludzie, jeśli nie z pierwszych, to ze środkowych stron gazet, jak też „ bohaterowie" wtorkowych konferencji u min. Urbana.
Wielkopostne rekolekcje w katedrze trwały w tym roku od niedzieli 9 marca do czwartku 13 marca. Każdego dnia wieczorem podczas mszy gość z Gdańska wygłaszał kazanie, po czym zapraszał na specjalne nauki tuż po mszy. W sumie więc pobyt ks. Jankowskiego w Gorzowie okazał się dość pracowity, wygłosił on około 10 homilii, na zbliżony zresztą temat... (...) Przez całe pięć dni ks. Jankowski mówił w zasadzie o jednym, obsesyjnie powtarzając swe ulubione myśli o komunistach mordujących najlepszych synów narodu,Ąe komunizm jest w ogóle reliktem XIX w., zaś jest największym grzechem narodowym i przed tymże ateizmem bronił nauczycieli, zmuszanych jakoby do podpisywania deklaracji... „Co to jest? Co to znaczy? -pytał kaznodzieja w związku z tą dziwną sprawą. - Nie wiem. Odpowiem przy okazji - obiecywał - Trzeba to głęboko przemyśleć... " Ja też nie słyszałem, aby ktokolwiek weryfikował światopoglądy nauczycieli, ale być może ks. Jankowski ma lepsze rozeznanie.
I dalej o tym samym: „ Wyrosły zatrute owoce takiej władzy. Obozy koncentracyjne, więzienia, łagry, miejsca przymusowej, zniszczającej prasy". A w ogóle panuje totalne kłamstwo, prasa kłamie, telewizja kłamie, jedynie szybka w telewizorze chroni nas przed opluciem... (...)
Zaiste, dziwne to były rekolekcje wielkopostne... Zamiast o sprawach wieczystych mówiono o życiu doczesnym... Zamiast analizować grzechy śmiertelników, wypominano głównie grzechy władzy... W imię prawdy -^ wygłoszono wiele kłamstwa... Zamiast o wyroku Piłata i Męce Pańskiej, mówiono o tzw, procesie gdańskim... Miast powoływać się na opinie Ojców Kościoła, obficie cytowano Piłsudskiego, Dmowskiego i... Michnika.... Miast o miłości i pojednaniu mówiono o nienawiści i walce...
Zaiste, dziwne to były rekolekcje... Niby akademickie, ale studenci stanowili tam nikły odsetek. Codziennie słuchało tych kazań ok. 1,5 tys. osób. Jest to znacznie mniej niż statystycznie przypadałoby na ten „nieprzejednany margines ". To znaczy, że na rekolekcje chodzili ci, którzy wiedzieli, co chcą usłyszeć i... usłyszeli. Jakie korzyści z tych „ religijnych " nauk wynieśli ci, którzy uwierzyli w rekolekcyjne zapowiedzi?
Na pewno te wielkopostne nauki nie budziły refleksji i pokory. Zamiast suplikacji śpiewano „sto lat". „ Umartwiano się " wręczając kwiaty kaznodziei, w imieniu najprzeróżniejszych zresztą delegacji... A na koniec, zaśpiewano, nawet nie „Boże coś Polskę", tylko hymn narodowy. Jak na politycznym mityngu. (...)
Kilka miesięcy później ks. Jankowskiego kolejny raz zaatakowano na łamach głównego tropiciela jego wrogości do socjalizmu, tylekroć już cytowanego „Głosu Wybrzeża" pod odpowiednio dobranym tytułem „Poker w Świątyni" (8 września 1986 roku). Partyjny autor pisał m.in.: (...) Szczególnie, że im bardziej stabilizuje się sytuacja, im konsekwentniej wcielana jest w życie idea porozumienia narodowego (przykładem może tu być chociażby ustawa sejmowa z 17 lipca br), tym mniej wybredne formy przybierają próby zakłócenia procesu normalizacji. Widać nie wszystkim jest na rękę spokój i poczucie bezpieczeństwa tak niezbędne każdej polskiej rodzinie, potrzebne krajowi dźwigającemu się z regresu gospodarczego. A że stronników animatorów ulicznych awantur z każdym miesiącem - mniej, tym i bardziej stają się oni hałaśliwi, tym mniej przebierają w środkach.
31 sierpnia, w szóstą rocznicę podpisania porozumienia gdańskiego ksiądz Henryk Jankowski znowu modlił się w kościele św. Brygidy o powrót „ wolnej " Polski. Wolnej, gdyż obecna - zdaniem proboszcza tej parafii - rządzi się przy pomocy więzień i policyjnego terroru. Tenże terror nie przeszkodził mu jednak publicznie piętnować „nieprawości" systemu, podobnie jak nie uniemożliwił występów w jego kościele niektórym aktorom pracującym w subsydiowanych przez „ reżimowe "państwo teatrach.
Odwaga niezłomnego duszpasterza została jednak doceniona. Wręczono mu „Medal Nadziei przyznany przez Komitet Niezależnej Kultury Solidarności Narodowej „za trud w obronie takich wartości, jak niepodległość, niezależność, pluralizm związkowy i honor Polski". (...)
W przeddzień tegorocznej rocznicy 31 sierpnia ksiądz Henryk Jankowski odprawiał „ wyjazdowe " nabożeństwo w kościele oo. Redemptorystów w Nowym Porcie w intencji „ Ojczyzny oraz osób, które zginęły (...) w czasie stanu wojennego ". Ten „ miłosierny" kapłan nie czynił tego - jak stwierdził nazajutrz w kościele św. Brygidy - „ dlatego, by wzbudzać w wiernych pragnienie odwetu za wszystkie krzywdy i upokorzenia, jakich doznali". Nie omieszkał nawet zauważyć, że „ w ciągu 16 miesięcy trwania „ Solidarności" nikt z jej winy nie tylko nie został zabity, nie stracił życia, ale nie został nawet zraniony ".
W wystąpieniu gdańskiego proboszcza przywołano tragiczną śmierć księdza Jerzego Popiełuszki, ale zabrakło już w nim miejsca na przywołanie zabójstwa sierżanta Korosa, którego współinicjator - ksiądz Zych, zdaniem księdza Boguckiego z kościoła św. Stanisława Kostki w Warszawie - „ cierpi dla dobra rodaków ". A czy ci młodzi chłopcy w mundurach, których hełmy i tarcze potrzaskane brukowcami kiedyś oglądałem, nie mieli matek i ojców, nie byli członkami narodu, taką czcią otoczonego przez księdza Jankowskiego? Kto dał mu moralne prawo do wartościowania życia ludzkiego? (...)
Ataki na ks. Henryka Jankowskiego nie przynosiły jednak oczekiwanych przez władze komunistyczne efektów. Faktycznie tylko tym bardziej umacniały popularność nieugiętego gdańskiego kaznodziei, prowokując rozliczne głosy solidarnościowe w jego obronie. Przeglądałem kiedyś w plebanii Św. Brygidy dosłownie stosy listów wspierających ks. H. Jankowskiego po paszkwilanckim ataku red. Bujnickiego. Wielu z nich podając w listach do partyjnego dziennika swe nazwiska i adresy, bez żenady niezwykle ostro atakowało komunistycznego kalumniatora, pisząc tak jak p. Lucyna Cichocka w liście z 19 lipca 1983 roku: „Pan jest wyzuty z wszelkich ludzkich uczuć-". Grupa osób ze Starogardu (skąd pochodziła rodzina ks. Jankowskiego) podpisanych z imienia i nazwiska, niezwykle ostro napiętnowała jako oszczterstwo określanie ojca proboszcza jako rzekomego Volksdeutscha. Niektórzy obrońcy ks. Jankowskiego nadsyłali listy z bardzo odległych stron, tak jak robotnikHen-ryk Sobieski z Jeleniej Góry. Swe wyrazy solidarności z ks. Jankowskim p.Sobieski połączył z przysłaniem pieniędzy na wsparcie więźniów politycznych. Takich wzruszających gestów było w owym czasie, wiele, bardzo wiele.,.
Warto szerzej zacytować drukowany w londyńskiej „Gazecie Niedzielnej" z 19 czerwca 1983 roku protest parafian kościoła Św. Brygidy: My.jakopppeh fianie i wierni Kościołowi katolickiemu św. Brygidy, niżej podpisani sprzeciwiamy się artykułom szkalującym Naszego Czcigodnego i Szlachetnego Księr dza Proboszcza i kapelana, Henryka Jankowskiego. /
Artykuły, publikacje, które pojawiają się w „Głosie Wybrzeża i innej prasie krajowej oraz w telewizji w stanie wojennym, są dla nas, parafian św. Brygidy -parafii stoczniowej, odrazą, jak trąd czy inna zaraza. Piszecie i mówicie same kłamstwa, każecie nam powtarzać, my nie zwierzęta cyrkowe, serc nam nie zmienicie. Mówić będziemy, co uważamy, ale prawdę. Nie za klebnujecie nam ust, gardeł nie ściśnie strach, w sercu swoim jesteśmy wolni, w mowie też.
,Miej serce i patrzaj w serce" — czy panowie publikujący szkalujące artykuły na ks. Jankowskiego i Pana Wałęsę rozumieją te słowa. Bo tylko człowiek dążący do krzywdy drugiego człowieka, całej ludzkości, tych słów nie rozumie. Prawdziwi Polacy, oddani prawdzie, są biało-czerwoni, jak rzodkiewki, ale serca mają purpurowe z miłości do Boga i Ojczyzny. Biel, to niewinna krew naszych ojców, matek, braci i sióstr, którzy bronią prawdy i Boga. Jest jej dużo, jest soczysta, przerasta czasem skórę, która jest czerwona, ta zaś pęka..
Co do „Mercedesów", to nie wasze, nic nie daliście na nie, panowie redaktorzy. Każdy dyrektor ma swój samochód służbowy. Szkalować, obmawiać, sprzedać się dla spraw marnych, pisać o „ tajemnicy człowieka ", odsłaniać nieprawdziwe kulisy, tworzyć życie drugiemu człowiekowi według własnego uznania, to ohyda! Tajemnic ks. proboszcz nie ma. Ma otwarte serce i duszę dla wiernych. Dlatego pełni Miłości i Szacunku dla Najszlachetniejszego Człowieka, jakim jest Przewielebny Ks. Proboszcz, będziemy go bronić nieustannie przed nieodpowiedzialnością niektórych redaktorów, którzy dążą do doprowadzenia zakłócenia między ludźmi, między Rodakami.
Po każdym szkalującym artykule w prasie bądź w telewizji, święte mury naszego kościoła św. Brygidy nie mogą pomieścić wiernych.
My niżej podpisani dopominamy się o wydrukowanie naszego protestu w gazetach oraz podania go przez Dziennik Telewizyjny.
Lista dziesiątek podpisów
Wcześniej, 5 czerwca 1983 roku ta sama londyńska „Gazeta Niedzielna" zamieściła jakże kategoryczne „Oświadczenie stoczniowców z Gdańska i Gdyni w obronie ks. Henryka Jankowskiego". Stwierdzano tam co następuje: My niżej podpisani, w imieniu dziesiątków tysięcy robotników i pracowników umysłowych Stoczni Gdańskiej im. Lenina, Stoczni im. Bohaterów Westerplatte, Stoczni im. Komuny Paryskiej oraz stoczni remontowych w Gdańsku i w Gdyni, jak również załóg przedsiębiorstw współpracujących z nami, oświadczamy, że składamy jak najostrzejszy protest wobec nasilającej się kampanii oszczerstw i pomówień, skierowanych przeciwko ludziom, którzy od lat reprezentowali interesy ludzi pracy Wybrzeża, nadal je reprezentują i cieszą się naszym szacunkiem i bezwzględnym zaufaniem.
Zarówno na łamach prasy centralnej i lokalnej, jak i w radiu i telewizji wzmaga się nie przebierający w środkach atak skierowany przeciw naszemu koledze, Lechowi Wałęsie oraz duszpasterzowi parafii kościoła stoczniowego św. Brygidy w Gdańsku, wielebnemu księdzu Henrykowi Jankowskiemu. Nie dysponując żadnymi rzeczowymi i prawnymi argumentami, partyjni inspiratorzy i wykonawcy tej drobiazgowo przygotowanej akcji propagandowej, stosują od lat wypróbowane metody w postaci aluzji, insynuacji, kłamstw i pomówień. Łudzą się, że bezkarnie mogą rozpowszechniać oszczerstwa i kalumnie, gdyż łamy prasy i anteny radiowo-telewizyjnej w PRL są dla obrony oczernianych osób niedostępne.
Szczególnie perfidny i odrażający charakter ma ostatnio przybierająca na sile nagonka dziennikarzy na ks. H. Jankowskiego. Plugawe inwektywy rzucane pod Jego adresem nie oszczędzają nawet Jego śp. ojca i żyjącej matki, są pełne dwuznaczników w odniesieniu do Jego działalności duszpasterskiej i charytatywnej. Ci, co Go znają, wiedzą dobrze, ile w tym koncentrycznym ataku jest nienawiści, ohydy i perfidii. Wiemy, jakie jest tego źródło. Ks. Henryk Jankowski jest znany i ceniony nie tylko w Kraju. Jego ogromny autorytet moralny, bezkompromisowa walka o prawdę i sprawiedliwość i pełna ofiarności postawa społeczna przywiązała doń tysiące stoczniowców, głównie robotników i ich rodzin, wszystkich, którym niósł pociechę duchową, wspomagał w biedzie, ratował ich życie i zdrowie.
My i nasi koledzy - poniżani, więzieni, maltretowani, pozbawieni pracy i terroryzowani moralnie, zawsze wiedzieli i nadal wiedzą, że w ich kościele, w kościele św. Brygidy nikt ich nie odtrąci, nikt m nie odmówi pomocy, żywności, odzieży, lekarstw, ojcowskich słów otuchy i nadziei. I taka właśnie postawa tego kapłana-społecznika, jego ogromny kapitał zaufania, jaki zaskarbił sobie wśród braci stoczniowej - oto źródło napaści na Niego, obrzucanie Go oszczerstwami, kwestionowanie czystości Jego intencji, Jego bezinteresowność, oddanie sprawie robotniczej. Jego niezłomny patriotyzm.
Postać ks. Henryka Jankowskiego stała się symbolem orędownictwa dla prześladowanych, samarytanizmu dla rannych i chorych, ostatniej często nadziei dla umierających. Jest szczególnie ważna, pozostająca poza wszelkim materialnym wartościowaniem dziedzina, na której ks. Jankowski położył nieocenione zasługi. Jest to pomoc chorym i szpitalom, sprowadzanie i bezpłatne rozdawanie leków, zaopatrywanie instytucji medycznych w środki farmaceutyczne i aparaturę niezbędną dla ratowania życia i zdrowia. Ten odrębny chlubny rozdział w Jego działalności społecznej jest powszechnie znany i doceniany.
Rzucającą się w oczy zaciekłość służb bezpieczeństwa wywołuje podtrzymywanie i pielęgnowanie przez ks. H. Jankowskiego tradycji walk robotników, ich prawa ludzkie i obywatelskie, fakt, że nasz duszpasterz nie poddał się nakazowi przemilczania istnienia i działania NSZZ „Solidarności'. Nieraz fałszowano i kastrowano naszą historię i „poprawiano " nasze dzieje ojczyste, tym razem zamierza się okres naszej walki o „Solidarność" pokryć całunem milczenia, ich czołowych działaczy bezcześcić i znieważać. Złudne to nadzieje. Nie damy o tym zapomnieć, ani naszym braciom, ani naszym dzieciom.
Oświadczamy uroczyście, że podstępnej i pozbawionej zasad etyki próbie odebrania dobrego imienia i naszego zaufania do Lecha Wałęsy i ks. Henryka Jankowskiego przeciwstawiamy się wszystkimi dostępnymi nam środkami. Ostrzegamy, że prowadzenie nadal tej odrażającej kampanii spotka się z konkretnym i dotkliwym dla władz przeciwdziałaniem, do którego, na nasz apel, przyłączy się klasa robotnicza całego kraju. Niech się nikomu nie zdaje, że ostrzeżenie to można zlekceważyć. Podpisy delegatów Stoczni złożono na oryginale dokumentu historycznego, który został złożony w archiwum Ruchu Robotniczego i Związkowego.
W podpisie: Stocznia Gdańska im. Lenina w Gdańsku; Stocznia Północna im. Bohaterów Westerplatte w Gdańsku; Stocznia Remontowa im. Józefa Piłsudskiego w Gdańsku; Gdyńska Stocznia im. Komuny Paryskiej w Gdyni; Gdyńska Stocznia Remontowa w Gdyni; Stocznia Remontowa Nauta Gdańsk-Gdynia; Stocznia Remontowa Radunia Gdańsk-Gdynia; Stocznia Wisła w Gdańsku; Stocznia im. J. Conrada-Korzeniowskiego w Gdańsku; Robotnicy Rafinerii w Gdańsku; Robotnicy Zarządu Portu w Gdańsku; Robotnicy Zarządu Portu w Gdyni; Robotnicy Elmoru w Gdańsku.
Tekst niniejszy otrzymali: Sejm Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, Warszawa; Prymas Polski J. Em. Ks. Kardynał Józef Glemp, Warszawa; J.E. Ks. Biskup Gdański, dr Lech Kaczmarek; Sekretariat Episkopatu Polski, Warszawa; Ks. Henryk Jankowski, Proboszcz parafii stoczniowej św. Brygidy w Gdańsku; Lech Wałęsa, Gdańsk
Umocniona już wtedy, w atmosferze nagonek i pogróżek ogromna popularność ks. Henryka Jankowskiego wśród swoich parafian procentowała i w wiele lat później. W czasie kolejnych nagonek pod zarzutami „antysemityzmu" w połowie lat dziewięćdziesiątych, gdy wierni z parafii Św. Brygidy znów jednomyślnie wystąpili w obronie swego proboszcza. I uniemożliwili triumf dobiegających z najbardziej wpływowych przekaziorów presji na rzecz usunięcia ks. Jankowskiego.
Spis treści


Polska jest źle rządzona
Głównym motywem kazań ks. prałata Jankowskiego po 1989 roku było jakże niewygodne dla elit politycznych bicie na alarm z powodu „źle rządzonej Polski", spadania kraju po równi pochyłej. Proboszcz ze Św. Brygidy należał do osób, które bardzo wcześnie zaczęły dawać wyraz swoim niepokojom, o drogę, jaką szli rządcy III Rzeczypospolitej. W zaledwie 9 miesięcy po powstaniu jakoby „naszego" rządu Tadeusza Mazowieckiego akcentował w liście z 30 czerwca 1990 roku do posłów i senatorów: (...) Moi Drodzy! Niekiedy Waszą inteligencją, zamiast sięgać do mądrości i racjonalności, ostrzycie jedynie języki dla efektownych uszczypliwości. W swojej pysze niektórzy z Was uważają się jedynie sami za mądrych i swoim partykularnym grupom próbują przypisać nową przewodnią rolę w narodzie. Chlubicie się kulturą, a brak Warn kultury politycznej wielkiego narodu. Odgrywacie przed kamerami jar-. marczne pyskówki, a w kuluarach planujecie wzajemne blokady i zasadzki. Zamiast zabiegać o dobro ojczyzny, to dobro uczynić celem nadrzędnym, walczycie o pozycje polityczne stworzonych przez siebie grup, partyjek, salonów, zamków itp. Zamiast zapalić i porwać za sobą naród do dzieł wielkich, do budowy naszej wymarzonej Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej, wielu z Was okazało małość. Zamiast wartości narodowych ukazaliście urażone, nie zawsze zdrowe ambicje, ukazaliście pustkę (...).
Spis treści


Ostrzeżenia przed upadkiem Rzeczypospolitej
W kazaniu z 10 listopada 1991 roku mówił pełen smutku i najgorszych przeczuć co do przyszłych losów Polski: (...) Czuję się winny, czuję się winny razem z wami. Czuję się winny, jak wielu z was, że nie miałem dość siły, aby przyczynić się do powstrzymania tej rosnącej z tygodnia na tydzień zalewającej nas fali kramarskiego politykierstwa, cwaniackiego mydlenia oczu, prze-kraczającego wszelkie granice pustego gadulstwa, żarłoczności u żłobu, nie-kompetencji pokrywanej kuszącymi obietnicami, wobec zmiany, a więc tego wszystkiego, co doprowadziło do stanu, na jaki dziś naszymi pełnymi obaw oczyma patrzymy.
Z około 27 milionów dorosłych Polaków tylko niewiele ponad 10 milionów uznało za celowe dać wyraz swej trosce o przyszłość Rzeczypospolitej i wzięci udział w akcie najwyższej państwowej i obywatelskiej rangi. Pierwsza wpm, wojennych dziejach wolna i demokratyczna elekcja została zbagatelizowana przez blisko 17 milionów Polaków, a z pozostałych znaczna część oddała swój mandat w wyniku nieodpowiedzialnej gry politycznej, pogrobowcom idei nam obcych i dla Polski niebezpiecznych. I nie zasłaniajmy się argumentem, że wadliwa ordynacja wyborcza, że dziwaczny kalendarz uchwalania podstawowych aktów prawnych, że „ kontraktowy" Sejm, kończący swój żywot przy akompaniamencie zawstydzającej kampanii wyborczej - rozgrzeszają zdezorientowane i sfrustrowane społeczeństwo. Wszyscy jesteśmy winni. Czuję się winny razem z wami (...).
Ukochani w Chrystusie! Wiecie o budzących oburzenie i smutek faktach. Otacza nas atmosfera niepewności i lęku. Panoszy się zbrodnia, złodziejstwo, pijaństwo i kanciarstwo, mnożą się afery, oszustwa, zawiązują gangi przestępcze. Politycy szczerzą na siebie zęby. Jesteśmy świadkami ponurego pejzażu wzajemnych pomówień i zarzutów wśród-pożal się Boże - liderów 112 partii i partyjek, które zamieniły naszą scenę polityczną w prowincjonalną farsę, budzącą niesmak u obserwatorów zagranicznych. Nie brakną niej aktorów z kuflem piwa w ręku ani takich, którzy jakby ze źle maskowanym zadowoleniem znajdują satysfakcję w zjadliwych komentarzach i brudnych pyskówkach (...).
Spis treści


„Naród zażąda rachunku"
Jednym z najgłośniejszych krytycznych wystąpień ks. Jankowskiego pod adresem elit rządzących Polską było kazanie wygłoszone przez niego w bazylice Św. Brygidy 15 marca 1992 roku. Powiedział w nim między innymi: (...) Historyk, który z perspektywy czasu przystąpi kiedyś do oceny naszego świetnego zwycięstwa nad komunizmem, będzie odczuwał podziw przyćmiony smutkiem, że wszystko, co nadeszło po tym, tak niezbicie dowiodło słabości natury ludzkiej. Ostatnie lata przekonały nas jak wiele jednocześnie może być męstwa i jak mało honoru, jak dużo poświęceń i jak mało rozumu. Jak najwyższe ideały mogą być bezlitośnie wdeptane w błoto, skalane arogancją i chciwością, a energia i wytrwałość w walce zniweczona ślepym zacietrzewieniem i śliską obłudą. Wszystkie te przewiny należy uznać za grzech trudny do zmazania, gdyż jest połączony z bluźnierstwem, jako że zbyt wiele tych niegodziwości dzieje się z imieniem Boga na ustach. (...)
Źle idą sprawy w naszym kraju. Umieliśmy wywalczyć wolność, lecz nie umiemy jej spożytkować. Naród wyda kiedyś wyrok. Napiętnuje tych, którzy są odpowiedzialni za zniweczenie tego entuzjazmu ducha, jaki ożywiał miliony i mógł przynieść wspaniałe owoce. Gniew narodu zażąda rachunku od tych, którzy temu są winni. Ale nie możemy bezczynnie oczekiwać sądu historii. Musimy się bronić już dziś, bez zwłoki przejść do czynnego oporu, przeciw zalewającej nas brudnej fali złodziejstwa, korupcji, bandytyzmu i ignorancji. Nadszedł czas zwierania szeregów dla ratowania ojczyzny, do zerwania z apatią i rezygnacją, do demaskowania przejawów przekupstwa, niedbalstwa, kradzieży mienia, lekceważenia obowiązków, łamania na każdym szczeblu praw obywatelskich. Jest to walka trudna, wymagająca ofiar i wyrzeczeń. Każdy, kto ją podejmie, będzie narażony na groźby, szantaże i niebezpieczeństwa. Ale nie wolno nam opuszczać rąk. Jeśli kiedykolwiek ojczyzna nasza była w potrzebie, to właśnie teraz.
Kilka dni temu usłyszałem: „Państwo znalazło się w stanie totalnego rozkładu. Cynizm nowych elit i ich żądza bogacenia się za wszelką cenę nie ma granic. Staliśmy się krajem absurdów, a poziom upadku państwa i prawa czyni z nas pośmiewisko ". Z tych słów przemawia rozgoryczenie, może zbyt czarno malują one obraz, lecz niestety - wiele w tym jest racji. Staczamy się coraz niżej. Gorzko to słyszeć, a jednak to smutna prawda. Co mamy robić? Przede wszystkim bądźmy sami uczciwi. Zapewniam Was, że majątki i fortuny zdobyte drogą sprzedaży sumienia, kradzieżą lub oszustwem, nikomu nie dadzą szczęścia. (...) są wśród nas ludzie, od których wymagamy więcej, których i odpowiedzialność, i obowiązki są większe, gdyż obdarzyliśmy ich społecznym zaufaniem, w ich ręce złożyliśmy los kraju, im powierzyliśmy przyszłość naszą i naszych dzieci. Są to ludzie mający z naszego mandatu władzę ziemską, ci, którzy w naszym imieniu podejmują decyzje, którzy ustanawiają prawa, wykonują i rozsądzają bieg rzeczy według swojego sumienia. A nam przysługuje prawo żądać, aby ci ludzie z czynności swych zdawali społeczeństwu raport, będący dowodem, że w działaniach swych kierują się -jak mamy prawo od nich oczekiwać - nie czymkolwiek innym, jak tylko dążeniem do szczęścia m~ rodu. Gdyż taka winna być rola elity władzy. (...) A ci, którzy rządzą niech pamiętają, że najpierw należy spełniać swą szarą codzienną powinność i sumiennie wykonywać swe obowiązki, a później - najlepiej wcale - ubiegać się o zaszczyty i nagrody. Poklask i korzyści, to cele ludzi miernych i małych. Obiega dziś Polskę ponury w swej wymowie żart: w Ameryce trzeba najpierw zdobyć majątek, aby dojść do władzy, w Polsce trzeba najpierw dojść do władzy, aby szybko zdobyć majątek.
Jakże smutny jest fakt, że w życiu publicznym pojawiają się te sam(/przy-wary, które zarzucaliśmy komunistom. (...) Rosną miliardowe fortuny Uwalniane od podatków i ceł w czasie, gdy budżet państwa ratuje się przez jobcinanie rent i emerytur, kasowanie subwencji na kulturę, degradację pozycji nauki i szkolnictwa. Zza pyszałkowatych wypowiedzi i buńczucznych deklawcji wyziera nieudolność, nieuczciwość i nieodpowiedzialność. (...) (cyt. za P. Raina: „Ksiądz prałat Henryk Jankowski walczy o prawdą", Warszawa 1999, s. 187-189).
Spis treści


Obrażony - były premier J. K. Bielecki
Rzecz ciekawa, głównym obrażonym po tym kazaniu poczuł się jeszcze trzy miesiące przedtem pełniący urząd premiera RP, Jan Krzysztof Bielecki. W osobnym liście skierowanym do ks. Jankowskiego w dniu 26 maja 1992 roku Bielecki napisał: Wielebny Księże Prałacie, Z przykrością informuję, że kazanie Księdza wygłoszone w dniu 15 marca tego roku wykorzystywane jest w atakach na moją osobę. Pozostaję w głębokim szacunku (cyt. za: P. Raina: „Ksiądz prałat Henryk Jankowski walczy...", op. cit., s. 190).
Taki sposób reakcji byłego premiera na kazanie, w którym nie był przecież skrytykowany po nazwisku, musiał szokować. Czy stało się to na zasadzie: uderz w stół, a nożyce się odezwą? Trudno powiedzieć, co uznał za bezpośrednią aluzję do swoich rządów. Czy zarzuty o tym, że w Polsce trzeba najpierw dojść do władzy, aby szybko zdobyć majątek, czy twierdzenie, że: Rosną miliardowe fortuny zwalniane od podatków i ceł w czasie, gdy budżet państwa ratuje się przez obcinanie rent i emerytur, kasowanie subwencji na kulturę, degradację pozycji nauki i szkolnictwa! Czy może coś jeszcze innego? W każdym razie taki typ reakcji byłego premiera na wypowiadane bezimiennie zarzuty był czymś zadziwiającym i samokompromitującym dla J. K. Bieleckiego. Odpowiadając, ks. prałat Jankowski pisał 1 czerwca 1992 roku m.in.: (...) To naprawdę nie moja wina, że to, co mówię, nie wszystkim się podoba, razi ludzi u steru władzy i sprawia przykrość. Wiesz doskonale, że nigdy w swoich kazaniach nie prowadziłem gry politycznej, mówiłem i mówię to, co jako kapłanowi dyktuje mi moje serce i troska o los Ojczyzny (...) (cyt. za P. Raina: „Ksiądz prałat Henryk Jankowski walczy...", op. cit., s. 190).
Spis treści


Pakty między tymi, co dawniej „siedzieli", a tymi, co „wsadzali"
Kolejną, jakże przejmująco ponurą diagnozę upadania III Rzeczypospolitej już u jej zarania znajdujemy w obszernym syntetycznym szkicu ks. Jankowskiego wydrukowanym na łamach „Przeglądu Tygodniowego" z 6 grudnia 1992 roku pt. „Co się stało z etosem". Czytamy tam m.in. pełne przygnębienia słowa: (...) Brak przejrzystej koncepcji zahamowania narastającej katastrofy gospodarczej i nieumiejętność rozwiązywania podstawowych problemów społecznych idą ze sobą w parze. Spada produkcja, rośnie bezrobocie, postępuje inflacja. Szerzy się korupcja, bandytyzm i złodziejstwo w najgorszej brutalnej, zgoła bezczelnej postaci. Zmniejsza się wskaźnik wykrywalności przestępstw, bo policja nie ma pieniędzy, ale posłowie i senatorowie sukcesywnie podwyższają sobie diety. Prokuratorzy mają związane ręce, karane są płotki, rekiny bezkarnie grasują nadal. Upada kultura, zamyka się teatry, ale równocześnie mnożą się wybory miss nagich biustów dla dogodzenia najniższym instynktom ludzi o pełnym portfelu, którego zawartość rzadko jest owocem uczciwej pracy.
Prawda jest gorzka, lecz trzeba ją dopowiedzieć do końca. Niedawne autorytety zżera szybko postępująca korozja moralna. Pogłębia się deprawacja władzy. Coraz wyraźniej zawiera się pakty pomiędzy tymi, co dawniej „siedzieli" a tymi, co „wsadzali", a solidarność „solidarnościowców" już dawno przebrzmiała. (...) Reprezentanci elity władzy, odkąd polubili politykę, nie zajmują się zawodem wyuczonym, a prawdziwych fachowców trzyma się od foteli z dala. Zapewne ci zbytnio by przeszkadzali swym racjonalnym myśleniem w podniecającej grze koalicyjnych przepychanek i w dyskusjach wokół uznania Polski za pępek Europy. Nie represjonowany fachowiec jest -jak widać — gorszy od represjonowanego dyletanta. Kompetencja się nie liczy. Chciałoby się zapytać, skąd my to znamy? (...).
Spis treści


W starciu z Mieczysławem Wachowskim
W jednym z najdramatyczniejszych kazań - z lutego 1993 roku z gniewem zwracał się do „panów rządzących dziś Polską", mówiąc: (...) Patrząc na rozgrywające się wokół nas zdarzenia nieraz odczuwamy gorycz upokorzenia i piekący ból, połączony z rumieńcem wstydu. Często przychodzi nam na myśl Sienkiewiczowski wizerunek Rzeczypospolitej nierządnej, rozrywanej niby postaw szkarłatnego sukna, z którego każdy, kto ma choć ułamek władzy w ręku, chciałby dla siebie byle strzęp wydrzeć. Jak ponury cień czterech jeźdźców Apokalipsy, wisi nad naszym krajem nieprawość, żądza władzy, arogancja i żarłoczna chęć zdobycia bez pracy i wysiłku wielkiej fortuny (...).
Wkrótce powtórzył swe ostrzeżenia w artykule publikowanym 6 marca 1993 roku w głośnym cyklu „Plus-Minus" (dodatku do „Rzeczpospolitej") pt. „Co zrobiliśmy z naszą wolnością?". Pisał tam m.in.: Wypadki ostatnich miesięcy są gorzką lekcją wynaturzonejdemokracji. Wiele objawów naszego życia publicznego wskazuje na to, że Polska stoi na skraju pochyłości, po której może się stoczyć w przepaść bezładu. To może wcześniej czy później doprowadzić państwo do groźnych wstrząsów i zupełnego rozprężenia. W Sposób podejrzany ochrania się, a nawet popiera, członków dawnej komunistycznej nomenklatury, z których wielu nie traci tupetu i dobrego samopoczucie. W ofensywie są siły destrukcyjne, w zaniku siły twórcze. Rola inteligencji za* stała zepchnięta na margines, a spory widoczne w łonie kruchej koalicji rządowej ustawicznie grożą kolejnymi kryzysami, trudnymi do oceny w skutkach.
Życie gospodarcze nie odzyskuje swej kondycji sprzed 1989 r. Miliony bezrobotnych i tysiące bezdomnych stanowią materiał zapalny (...).
Niejednokrotnie ostro, po imieniu, mówił o osobach, nawet bardzo wpływowych, które szkodzą Polsce. Szybko, bo już wiosną 1992 roku zderzył się z wszechwładnym szefem gabinetu prezydenta Wałęsy, osławionym Mieczysławem Wachowskim. Wachowski w liście z 2 kwietnia 1992 roku w skrajnie gburowaty sposób zareagował na przesłanie mu przez ks. Jankowskiego pliku listów krytykujących władzę. Sztorcując ks. prałata za tę inicjatywę, Wachowski pisał m.in.: Nie rozumiemy (...) dlaczego przesyła nam Ksiądz listy, w których ludzie zwracają się z prośbą o pomoc bezpośrednio do Niego. Nie narzekamy na brak korespondencji, wręcz przeciwnie - mamy jej aż nadmiar. Wachowski „pouczał" ks. Jankowskiego: Nie życzymy sobie, aby gdziekolwiek interpretował Ksiądz publicznie słowa bądź działania Pana Prezydenta, czy angażował Jego autorytet. Prałat ze Świętej Brygidy zareagował na odpowiedź Wachow-skiego, kierując bezpośrednio list do Lecha Wałęsy (25 kwietnia 1992 roku). Stwierdzał w nim między innymi: (...) Panie Prezydencie! Od kilku miesięcy przekazywałem na adres Pana kancelarii napływające na moje ręce listy, zawierające różne skargi, wnioski i sugestie, głównie te, w których była zawarta prośba o wstawiennictwo u Pana jako najwyższego autorytetu w Państwie. Robiłem to z dwóch powodów: - Po pierwsze, niektórych z tych bolesnych dla obywateli spraw bez Pańskiego, Panie Prezydencie, orędownictwa nie dałoby się istotnie załatwić. - Po drugie, wiedząc, że nie jest Pan nieczuły na ludzką krzywdę i bieg spraw publicznych, miałem - i mam nadal - przekonanie, że jest zgodne z Pana życzeniem, aby wszelkie, a zwłaszcza krytyczne sygnały „z dołu " docierały do Pana wiadomości.
Z listu Pana Sekretarza Wachowskiego wywnioskowałem, że intencje moje były przyjmowane opacznie, a głosy ludzi skarżących się na obojętność lub niesprawiedliwość służb państwowych nigdy do Pana nie dochodziły. Jestem głęboko przekonany, że po zapoznaniu się ze sprawą wyciągnie Pan z tego odpowiednie wnioski. (...) Nie rozumiem życzeń Pana Sekretarza Wachowskiego co do interpretacji słów i działań Pana Prezydenta. Jednym z atrybutów wspólnie wywalczonej wolności i demokracji jest swoboda publicznego wyrażania opinii, nawet o najwyższych władzach państwowych.
Z przykrością stwierdzam, iż trudno oprzeć się wrażeniu, że samowola Pana Sekretarza Wachowskiego poczyna wybiegać poza granice, w ramach których Pan, jako jego zwierzchnik, pozwolił mu się poruszać. (...) (Fragmenty korespondencji z M. Wachowskim cytuję za P. Raina: „Ksiądz prałat Henryk Jankowski walczy...", op. cit., s. 189-190).
Ksiądz Jankowski nie ograniczył się do tego osobistego listu do Wałęsy ze swą krytyką Wachowskiego. Niejednokrotnie publicznie piętnował zachowanie Wachowskiego wykorzystującego na szkodę Polski swe ogromne wpływy u boku Wałęsy. Otwarcie skrytykował Wachowskiego za to, że: Nigdy nie raczył publicznie wypowiedzieć się na temat zarzutów o branie łapówek, domniemanej współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa, prowadzenia intryg personalnych. W wywiadzie udzielonym „Najwyższemu Czasowi!" 5 marca 1994 roku powiedział o Wachowskim m.in.: Dziwię się, że człowiek na takim stanowisku nie szanuje swego urzędu, degraduje go (...) wykopał on sobie polityczny grób: kiedy pogrzeb - nie wiem.
Piętnując patologie rządów w Polsce, niejednokrotnie mówił o występowaniu w kraju swego rodzaju „prostytucji politycznej" w zabieganiu o swoje miejsca i pozycje, o rządach cwaniaków, o partyjnych graczach, którzy wykorzystali „Solidarność". Ostrzegał przed skutkami, jakimi grozi coraz wyraźniej sza zdrada Narodu i „Solidarności" przez sprzedajne elity, mówił o pędzie ku narodowej samozagładzie.
Niezwykle ostro piętnował praktykę chałturzenia na konto „ Solidarności",—-chałturzenia na konto rewolucji. W wywiadzie udzielonym „Tygodnikowi Wieczór" 20 grudnia 1991 roku powiedział: Nasi ludzie w Warszawie uważają, że czas rewolucji jest najlepszy, bowiem można chałturzyć, hie brać odpowiedzialności za słowa, działać bezprogramowo. Demokracja stawia jednak też swoje wymogi - wyrobienia politycznego, prawidłowej oceny sytuacji, wyważonego działania. Tymczasem ludzie, którzy zorientowali się, że można mieć teczkę pod pachą, samochód i sekretarkę - postanowili zawalczyć o to. Z wielką krzywdą dla sprawy i dla siebie. Nic bowiem nie zyskali, a autorytet tracą. Tak samo przywódcy solidarnościowi, którzy dużo stracili w oczach społeczeństwa i -będą tracić nadal (...).
Wielokrotnie wskazywał na odpowiedzialność za upadanie kraju, jaką ponoszą ludzie bierni, unikający spełniania swych obowiązków wobec Narodu. W kazaniu z 29 sierpnia 1993 roku mówił z goryczą: (...) Wiecie zapewne, Najmilsi, o czym mówię. O odpowiedzialności każdego z nas za to, co się wokół nas dzieje i obowiązku działania każdego na swym polu, w imię naprawy Rzeczypospolitej. Czy zdajemy sobie sprawę, ile sprzeczności jest w stanowisku wyrażonym w słowach podkreślonych machnięciem ręki: „Nie pójdę do żadnych wyborów, mam dość tego całego bałaganu i niespełnionych obietnic. Wolę zostać w domu, obić pół litra i popatrzeć na kolejny odcinek kryminalnego serialu. Ta cała polityka to gnój i malaria ". Czy zdajemy sobie jasno sprawę, że taką właśnie postawą przyczyniamy się sami do zaśmiecania naszego domu, do tworzenia w nim enklaw korupcji, złodziejstwa, że idziemy na rękę aferzystom, cwaniakom i kanciarzom, tym, którzy w społecznej izolacji najwartościowszych jednostek i grup mogących coś dobrego zdziałać, widzą swą szansę na zrobienie podejrzanych karier i nieuczciwego majątku (...).
W kazaniu z 21 stycznia 2001 roku akcentował: (...) Łatwizna życiowa jest największym wrogiem współczesnej Polski. Nie tylko niekompetencja, ale i nieuczciwość ludzi kompetentnych, wykształconych, znających swoje zadania, nawet dobrze uposażonych może doprowadzić do straszliwej katastrofy naszej Ojczyzny. Chcę tu stwierdzić z ubolewaniem i całą odpowiedzialnością za wypowiedziane słowa - ogarnia nas miernota umysłowa ludzi nami rządzących. Oprócz nielicznych wyjątków u steru władzy są ludzie przypadkowi, źle przygotowani, często bez wyraźnego kręgosłupa moralnego (...).




Drodzy Rodacy!

Umiłowani Bracia i Siostry!


2 kwietnia o godzinie 21.37 Roku Pańskiego 2005 - w czasie trwania Apelu Jasnogórskiego i w Wigilię Święta Miłosierdzia Bożego zmarł jakże bardzo ukochany przez Cały Naród Polski i przez cały Świat Ojciec Święty Jan Paweł II - nasz największy Rodak, największa i najbardziej niezawodna ostoja chrześcijaństwa przełomu Tysiącleci, największy autorytet moralny naszych czasów.

Kilka dni wcześniej zmarł Edward Moskal - Prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej, wielki przyjaciel Polski.

Mamy rok 2005 - trudny rok wyboru nowego Prezydenta R.P., rok wyborów do Sejmu i Senatu, powołania nowego Rządu i rok głosowania w referendum nad sprawą przyjęcia lub odrzucenia konstytucji Unii Europejskiej, w której brakuje odniesienia do Boga i chrześcijańskich korzeni Europy.

Ateiści, libertyni, liberałowie, masoni i postkomuniści zdominowali Europę i Polskę. Systematycznie niszczą niepotrzebny im Kościół Rzymsko - Katolicki. Każdy prawdziwy, rzetelny katolik świadomy swego miejsca wobec Boga, wobec drugiego człowieka, wobec swojej Ojczyzny i wobec swego środowiska - to ich wróg. Planowo niszczą więzy rodzinne i poczucie patriotyzmu. Dużą część naszego społeczeństwa zepchnęli na margines życia, pozbawiając pracy, domów, mieszkań, możliwości kształcenia i korzystania z dóbr kultury. Trwa planowa produkcja bezrobotnych i bezdomnych niewolników ekonomicznych bez środków do życia. Miliony dzieci, kobiet i mężczyzn, emerytów, rencistów - żyje w skrajnej nędzy, poniżej minimum biologicznego. Pozostali - w obawie przed losem tych nieszczęśników -w rytm niewolniczej pracy, od rana do nocy - gonią za pieniądzem.

Jedynym Bożkiem staje się Mamona. W przewrotny sposób ludzie, partyjne kliki spod znaku SLD, czy Platformy Obywatelskiej działają jak masoni. Wykorzystując media sterowane przez Adama Michnika i Jerzego Urbana oraz media uzależnione w 100% od kapitału zagranicznego, a nawet wykorzystując prostactwo i prymitywizm ludzi władzy - atakują Kościół Katolicki, ludzi i instytucje z nim związane, atakują religię, księży i chrześcijańskie wartości moralne.

Jednocześnie świadomie i celowo propagują narkomanię, alkoholizm, rozpustę, aborcję, pogardę dla wartości narodowych i chrześcijańskich, dla europejskich norm kultury opartej na klasycznych wzorcach greckich, rzymskich, chrześcijańskich, wreszcie - zbrodniczo propagują masową eutanazję.

Quo vadis? Dokąd idziesz świecie współczesny, świecie bez Boga, bez Kościoła, bez religii, bez Ojczyzny, bez honoru, bez norm moralnych. Świecie ateistów i masonów! Dokąd idziesz świecie z kultem siły, przemocy i pieniądza?

Odpowiedź jest tylko jedna. Taki świat zmierza ku zagładzie!!!

Jako Polak, Kapelan Honorowy Jana Pawła II i Kapelan "Solidarności" pytam: czy tak być musi? Czy o to walczyliśmy w 1980r. i 1989r.? Czy o to walczyliśmy również w latach 1956, 1970, 1976? Czy po to ginęły od kul tysiące patriotów polskich na rozkazy moskiewskich zbrodniarzy komunistycznych wykonywane rękami ich polskich służalców spod znaku PZPR, UB, SB?

Czy od 1989 r. samozwańcza elita polityczna sprawuje władzę naprawdę w imieniu i na rzecz Polaków?

Co zrobili dla Polski ci, którzy zastąpili po 1989 r. komunistów z PZPR? Nowe elity polityczne podzieliły się po połowie z komunistami majątkiem wypracowanym przez wieki przez Naród Polski. Dzisiaj gospodarka, aparat państwowy, prasa, radio i telewizja są w rękach byłych komunistów z PZPR, którzy przechrzcili się na SLD Millera i Oleksego, Socjaldemokrację byłego Marszałka Sejmu - Borowskiego, Unię Pracy wicepremier Jarugi-Nowackiej, a w drugiej połowie są w rękach byłej tzw. opozycji okrągłostołowej. Opozycji reglamentowanej i limitowanej, która paktowała z komunistami, jak podzielić Ojczyznę między siebie kosztem 10 milionów uczciwych członków "Solidarności" i ich rodzin, kosztem całego Narodu.


Rodacy!
Po 15 latach rzucania Was na kolana i wtrącania do śmietnika historii nie powinniście już więcej głosować na tych samych ludzi, którzy najpierw tworzyli KOR, czyli Komitet Obrony Robotników (a z "obroną robotników" mieli tyle wspólnego, ile tańcząca baletnica ma wspólnego z pracującym górnikiem lub hutnikiem), a następnie przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi zmieniali nazwę swej partii - na Unię Demokratyczną, Kongres Liberalno - Demokratyczny, Unię Wolności, Partię Konserwatywno - Ludową, wreszcie…Platformę Obywatelską - Tuska i Rokity. To ta sama stugłowa hydra, wciąż odradzająca się pod nową nazwą. To ta głowa z twarzą Balcerowicza i Hanny Gronkiewicz-Waltz, którzy zaprzedali nasze rodzime banki obcym monopolom, tak bardzo dyktującym dzisiaj warunki ekonomiczne naszym przedsiębiorcom, a właściwie to stwarzającym im taką sytuację, by rzekomo oferowany przez nich kredyt był dla naszego rodzimego przedsiębiorcy w ogóle niedostępny. Te wszystkie partie, to jeden i wciąż ten sam mutant polityczny, sterowany przez Adama Michnika, który po 1989 r. zhańbił się deklarowaną publicznie przyjaźnią z Jerzym Urbanem i Wojciechem Jaruzelskim, który w Australii powiedział, że Polakami to się łatwo rządzi, bo Polacy to stado baranów, a sam wstydzi się nawet przyznać do swoich judaistycznych korzeni i do swego prawdziwego nazwiska! Ukrywa się więc pod nazwiskiem: Michnik!


Drodzy Rodacy!
Wzywam Was dla dobra Naszej Ojczyzny, wzywam Was dla Waszego Dobra, dla Dobra Waszych Dzieci i Wnuków - nie głosujcie na Partię Demokratyczną. Jej twórca - Frasyniuk to bliski współpracownik b. przewodniczącego Unii Wolności - osławionego Leszka Balcerowicza, ojca nędzy Polaków.

Drugi z ojców Partii Demokratycznej: Mazowiecki, twórca "grubej kreski" zaprzepaścił dorobek "Solidarności" i umożliwił komunistom po 1989 r. dalsze rozkradanie Polski.

Premier Belka i wicepremier Hausner z nowej Partii Demokratycznej - to księgowi rządzącego obozu SLD, którzy zrobili wszystko, by jak najbardziej obniżyć renty, emerytury, zasiłki rodzinne i zwiększyć Polakom podatki, a jednocześnie nie pobierali podatków od potężnych firm zagranicznych. Ludzie ci, to współczesna polska magnateria, zasiadająca m.in. w radach nadzorczych, gdzie za jedno posiedzenie płacą sobie po kilkadziesiąt tysięcy złotych.

"Errare humanum est" mawiali starożytni Rzymianie. "Błądzić jest rzeczą ludzką". Rodacy! Nie wolno nam powtarzać błędu czynionego przez ostatnie 15 lat. Nie głosujcie ani na SLD, ani na Platformę Obywatelską, ani na Partię Demokratyczną.

Ani czerwoni z SLD, ani różowi z PO, ani czerwono-różowi z PD, tj. Partii Demokratycznej - nie dadzą Wam obiecanej manny z nieba.

Oni wszyscy, to liberałowie - zwolennicy wielkiego kapitału. Dla nich zwykły uczciwy człowiek i jego rodzina - nic nie znaczą. Im szybciej ludzie znajdą się na śmietniku, tym szybciej dotychczasowe, samozwańcze "elity polityczne" będą miały tę kwestię rozwiązaną. Jeżeli będziecie głosować na Platformę Obywatelską Tuska i Rokity, albo na Partię Demokratyczną - Frasyniuka, Mazowieckiego, Belki, Hausnera - to pogłębicie swoją nędzę, a Wasze dzieci nie będą miały co jeść i w co się ubrać, nie będą mogły się uczyć, ani nie dostaną pracy. W najlepszym przypadku czeka je emigracja zarobkowa i łapanie pracy daleko od kraju - pracy jakiejkolwiek i za każde pieniądze. I gdzie tu praca zgodnie z wykształceniem, gdzie satysfakcja z pracy i życia, gdzie tu godność człowieka i poszanowanie Jego najświętszych wartości?

Gdzie tu człowieku Twój status Dziecka Bożego nadany Ci przez Samego Boga, Stwórcę Wszechdziejów?! Przecież sam Bóg nadał Ci swoją Wartość, swoją Godność, swoje Prawa w postaci Dekalogu - i wszystko, co wykracza poza te granice, jest wypaczeniem idei Życia, Wartości tego Życia i Godności Człowieka! Sprzeciwem wobec Boga!

Pamiętajcie, co ze służbą zdrowia zrobił minister Balicki - jeden z filarow Unii Wolności, a dziś członek Socjaldemokracji Borowskiego.

Szpitale nie mają pieniędzy na operacje i proste zabiegi ambulatoryjne. Na wizyty u specjalistów czeka się miesiącami. Wiele osób nie mających pieniędzy na prywatne leczenie - musi umierać. Szpitale często odmawiają przyjęcia nawet pacjentów dowożonych przez karetki pogotowia.

Nie głosujcie na Platformę Obywatelską i Partię Demokratyczną, których programy gospodarcze zmierzają do drastycznego ograniczenia dochodów jak największej liczby Polaków żyjących z uczciwej pracy, a zarazem zmierzają do zwiększenia krociowych zysków i szybkiego bogacenia się tylko nielicznej i wybranej grupie przedsiębiorców związanych z międzynarodowym, wielkim kapitałem zagranicznym.

Nie głosujcie na te wszystkie partie, które już sprawowały rządy w Polsce w ostatnich 15 latach i oczywiście nie głosujcie na bezpośrednich spadkobierców PZPR w postaci SLD, Socjaldemokracji Borowskiego, Unii Pracy - Jarugi Nowackiej.

Wybierajcie na posłów i senatorów tylko ludzi nowych, nieuwikłanych w rządy, w afery gospodarcze lub współpracę ze służbami. Głosujcie na ludzi pewnych, swoich, którym ufacie i wiecie, że swoje obowiązki przyjmą naprawdę z sercem - w imię staropolskiej idei: pro publico bono. Niech to będą nasi rodzimi kupcy, przedsiębiorcy, rzemieślnicy, rolnicy, naukowcy, inteligenci, a nie tylko wyrobieni partyjni "gadacze", tak dobrze znani nam z telewizyjnych ekranów i pierwszych stron gazet.

Popatrzcie: przed wojną Naród Polski sam zbudował Port Gdynia, Centralny Okręg Przemysłowy. Dziś codziennie mówi się tylko o pieniądzach, które ma nam dać Unia. A gdzie jest nasz budżet, jeśli tylko mamy być na garnuszku Unii? Gdzie są nasze podatki, jedne z wyższych na świecie? Gdzie są pieniądze za sprzedane zakłady i to te najlepiej prosperujące? I jeszcze jedno: Narodowi Polskiemu potrzebny jest rzetelna wiedza o stanie Państwa Polskiego, o stopniu wyprzedaży majątku narodowego. Naród Polski musi znać pełną prawdę, - jeśli nie może pracować dla siebie, na konto swojej Umiłowanej Ojczyzny, to przynajmniej musi wiedzieć: u kogo i dla kogo pracuje? Kto za tę jego pracę ma Mu rzetelnie zapłacić, żeby ten Naród, tak wielokrotnie doświadczany w historii, który tyle razy przeszkadzał swoim sąsiadom samym faktem istnienia, tym, że jest i chce być samodzielny, że chce być Panem we własnym kraju - żeby ten Naród mógł godnie żyć, bo jest to przecież Jego najświętsze prawo.


Drodzy Rodacy!
Cierpliwość milionów oszukanych Polaków skończyła się. Czas podnieść się z kolan. Nadszedł czas rozliczeń tych wszystkich, którzy ograbili cały Naród z dorobku wielu pokoleń, czas rozliczeń dotychczasowych władców Polski i Czas Sprawiedliwości. Polacy muszą wziąć swoje sprawy w swoje ręce, muszą głosować tylko na ludzi z udowodnionym od pokoleń polskim nazwiskiem. Obywatele świata zadbają tylko o to, by im było dobrze w każdym miejscu na świecie.

Ustalmy w tych wyborach: głosujemy tylko na ludzi swoich, na ludzi pewnych, na ludzi o zdrowych zasadach moralnych, miłujących swoją Ojczyznę, miłujących swego Bliźniego jak siebie samego, miłujących Boga. Tylko tacy ludzie będą dobrymi Włodarzami naszej Kochanej Polski, tylko tacy ludzie są w stanie poprawić los Narodu Polskiego. Maksyma łacińska mówi "vox populi - vox Dei", czyli "głos ludu - głosem Boga". Oznacza to, że jeśli Polacy rzetelnie wybiorą nowych posłów i nowych senatorów, rzetelnych ludzi, oddanych sprawie publicznej naszego Państwa i Narodu, którzy dotychczas nie zasiadali w parlamencie - to będą mogli w ten prosty i skuteczny sposób zmienić warunki życia swoich rodzin na znacznie lepsze.

Popatrzcie jak jest w Sanhedrynie, Knesecie! Tam nie masz obcych! Tam tylko Sami Bracia Starsi w Wierze stanowią o sprawach swojego Narodu i Swojego Państwa! I nigdy nikt z obcych! A broń Boże, żeby tam znalazł się ktokolwiek z Polaków! Weźmy ten dobry przykład i postępujmy podobnie! Bo czyż ten człowiek, co obcemu pozwala rządzić w swoim domu, czy taki jest normalnym człowiekiem?


Drodzy Rodacy!
Nie wybierajcie do Sejmu i Senatu tych, na których głosowaliście przez ostatnie 15 lat i nie głosujcie na te partie, które desygnowały ministrów kolejnych rządów, które zawiodły nadzieje Polaków. To ludzie bez sumienia, których nie obchodził los i warunki życia milionów polskich dzieci, kobiet i mężczyzn.

To ludzie, którzy zapomnieli, że osoby działające w życiu publicznym w imieniu Narodu - powinny kierować się zasadą "Bóg, Honor, Ojczyzna". Debata o "samorozwiązaniu Sejmu" była tego przykładem i pokazała, że zasiadający w nim posłowie wyłaniani z list partyjnych poprzez kolejne mutacje tzw. metod proporcjonalnych, nie zapewnią sprawnego funkcjonowania Sejmu. Taki Sejm nie jest w stanie podejmować żadnych pozytywnych decyzji dla naszego dobra, bo nie nas reprezentuje.

Polacy! Wielka mądrość jest w rzymskiej maksymie: "vox popli - vox Dei". Zawiera ona prawdziwą myśl, że większość obywateli może rzeczywiście wybrać taki Sejm i Senat, które stworzą naprawdę Polski Rząd mający - oczekiwany przez Naród - program gospodarczy zmieniający dotychczasowe tragiczne warunki życia.

Każdy rozumny i inteligentny człowiek ma obowiązek zrobić wszystko, żeby zapewnić swoim najbliższym i sobie jak najlepsze warunki rozwoju biologicznego i intelektualnego.

Głęboki sens jest w sentencji: "cogito ergo sum" - "myślę, więc jestem".

Trzeba umieć i chcieć skorzystać z własnej inteligencji, rozumu i doświadczenia, by wybrać nowych polityków spoza ugrupowań, które przez ostatnie 15 lat sprawowały rządy, by zrealizować szansę zmian dotychczasowego życia na lepsze. To możliwość, ale i obowiązek każdego Polaka, każdego Patrioty!


Rodacy!
Nie ulegajcie podstępnej, złowrogiej, zabijającej Was, Wasze dzieci i Wasze wnuki - propagandzie ateistów i postkomunistów SLD: Oleksego i Janika, Socjaldemokracji Borowskiego, Unii Pracy Jarugi Nowackiej, Unii Wolności, Partii Demokratycznej Belki, Mazowieckiego, Frasyniuka i Hausnera, Platformy Obywatelskiej Tuska, Rokity i Gilowskiej, Gronkiewicz-Waltz. Ci specjaliści od robienia wody z mózgu całemu Narodowi Polskiemu przy pomocy telewizji, radia, prasy, inspirowanych przez takich rzekomych przyjaciół jak: Adam Michnik i Jerzy Urban. To oni, jak rasowi masoni, wtłaczają do naszych polskich głów, że tylko oni są mądrzy, że tylko oni wiedzą, co dobre dla Polski i Polaków, że tylko na nich należy głosować.

Wtłaczają do głów uczciwym Polakom fałszywe przekonania, że tak naprawdę to Polacy nie mają wyboru i muszą glosować albo na czerwonych komunistów, albo na różowych postkomunistów.

Każdy, kto nie jest z SLD, UP, UW, PD, lub PO, to albo antysemita, albo …Hitler. Jakże żałosna jest logika tych partii, które podczas najbliższych wyborów parlamentarnych po wsze czasy winny zakończyć swój żywot, gdyż cały Naród Polski ma dosyć tych rządów. Nie sposób zwrócić Narodowi Polskiemu, milionom polskich rodzin wyrządzonych tymi rządami krzywd.

Czas najwyższy przypomnieć wszystkim startującym w wyborach, że poseł, senator, prezydent, premier, minister to nie kariera polityczna, ale ciężka służba dla Dobra całego Narodu Polskiego, bo to On jest gospodarzem w swoim własnym kraju, któremu od wieków na imię Rzeczpospolita Polska, co znaczy: Sprawa Wspólna Wszystkich Polaków! To Wola Narodu Polskiego ma być wypełniona podczas sprawowanych rządów. Przez ostatnich 15 lat było zupełnie odwrotnie i dlatego w imieniu Mojego Ukochanego Narodu, póki jeszcze czas mówię moim kapłańskim głosem: stop dla grabarzy Polski, bo ani Polska, ani cały Polski Naród na taką rzeczywistość sobie nie zasłużył.

Pytam, kto decydował o wysłaniu żołnierzy polskich do Iraku? Decyzję podjął sam Prezydent, a winien był to uczynić Sejm. Kto nadał polskie obywatelstwo 3 tysiącom Żydów? Uczynił to sam Minister Spraw Zagranicznych Bartoszewski, a powinien tym zadecydować Sejm. I tu mała uwaga: popatrzcie, jakim żółwim tempem realizowana jest idea powrotu do Ojczyzny choćby Polaków z Kazachstanu… I mówicie mi obecni: Panie Prezydencie, Panie Premierze, Panowie Ministrowie, Posłowie, Senatorowie, że rządzicie naprawdę w imieniu Narodu Polskiego i w imieniu Polaków!


Narodzie Polski!
Mówię Wam dziś wprost: głosowanie na: SLD, na Unię Wolności, na odrzuty z SLD i UW w postaci Partii Demokratycznej Frasyniuka, albo na nieróżniącą się od niej programem PO, to dla Polski akt samobójczy. To głosowanie na rzeczywistych wrogów Narodu Polskiego.


Rodacy!
Wszyscy pamiętamy, że przez ostatnie 15 lat, rządy sprawowali czerwoni postkomuniści z SLD, albo różowi z UW. Oni nigdy nie myśleli o Polsce i Polakach. Dla nich najważniejsza jest dziś Unia Europejska, dyrektywy z Brukseli, obcy kapitał międzynarodowy i organizacje zagraniczne.

Jeśli czerwoni z SLD i różowi z UW, Partii Demokratycznej i PO, kiedykolwiek myślą o Polakach, to tylko w ten sposób, jak wycisnąć z Polaków ostatni grosz, pod jakim pretekstem wyrzucić ich z pracy lub z ich własnych mieszkań, jak obniżyć ich renty i emerytury, a nawet je zabrać i to tylko po to, by jak najwięcej pieniędzy Polski przekazać do Brukseli na potrzeby ateistów z Unii Europejskiej.


Polacy!
Obudźcie się i opamiętajcie się! Jeżeli jeszcze raz przez przyzwyczajenie, roztargnienie, nieznajomość prawdy, lub zwykłe lenistwo zagłosujecie na tych wszystkich wielobarwnych ateistów: czerwonych, różowych, masonów, libertynów, rzekomych liberałów - to czeka Was jedyna nagroda - eutanazja, ich najnowszy, najbardziej skuteczny system "opieki" Państwa nad schorowanym obywatelem, I jeszcze będą rodzinie kazali suto za tę usługę zapłacić. Zaproponują Wam takie rozwiązanie wtedy, gdy będziecie nieuleczalnie chorzy i nie stać Was będzie na opłacenie pomocy lekarskiej w sprywatyzowanej służbie zdrowia.

Teraz czynią z Was bezrobotnych i bezdomnych, a potem uznają Was za niepotrzebnych, bezproduktywnych, ba nawet "zmęczonych życiem" i dokonają przymusowej eutanazji, nie pytając o zgodę. I to nie jest żadna fantazja, żadne strachy, to rzeczywistość! Bezbożni "Europejczycy" propagują eutanazję w obu jej formach na całym świecie, w tym także i w Polsce. Polskojęzyczne media prasowe i elektroniczne, udzielają już miejsca i czasu, by popularyzować i propagować w Polsce tę zbrodniczą praktykę ludobójstwa!


Drodzy Rodacy!
Te gorzkie i straszne słowa prawdy, spotykają się w faryzeuszowskiej propagandzie ateistów i postkomunistów z ich ulubionym, pseudoracjonalnym zarzutem, jakoby były przejawem "spiskowej teorii dziejów" dziejów nietolerancji. Bo sprytni i przewrotni, a w gruncie rzeczy zwyczajni karierowicze, jak Michnik i Urban, nie mają już żadnego logicznego i prawdziwego argumentu, by odrzucić kierowane do nich rzeczywiste zarzuty szkodzenia Państwu i Narodowi Polskiemu, to w imię własnych, ciemnych interesów obrzucają przeciwników politycznych stekiem wyzwisk i obelg, kończąc pseudofilozoficznym, nic nieznaczącym pustosłowiem o "spiskowej teorii dziejów".

Dlatego musimy postępować zgodnie ze słowami zamordowanego przez komunistycznych masonów - ks. Popiełuszki: "musimy głosić prawdę, gdy inni milczą", prawda zawsze zwycięży. Musimy zawsze dokonywać świadomego wyboru, zwłaszcza w czasie aktu wyborczego.

Jan Paweł II w Legnicy wyrażnie zobowiązał nas do działania: "Nie lękajcie się zatem brać odpowiedzialności za życie społeczne w naszej Ojczyźnie. To jest wielkie zadanie, jakie stoi przed człowiekiem: pójść do świata, kłaść podwaliny pod przyszłość, by była ona czasem poszanowania człowieka".

Tylko Polacy - myślący, mądrzy, rozsądni i aktywni, którzy pójdą głosować świadomie we wszystkich wyborach 2005 r. - wypełnią wolę naszego umiłowanego Ojca Świętego, Jana Pawła II. Oczywiście tylko ci wypełnią Jego wolę, którzy nie będą głosować na te partie polityczne, które w ciągu 15 lat nie tworzyły dobrych, rzetelnych polskich rządów. Wybierajmy na posłów i senatorów RP kandydatów uczciwych, nieuwikłanych w żadne afery, szanujących 2000 lat dorobku chrześcijaństwa na świecie i 1000 lat Kościoła Rzymsko-katolickiego w Polsce, szanujących tradycję, kulturę, historię, Wolę i Sumienie Narodu Polskiego.

Jan Paweł II w homilii w Krakowie zaledwie 3 lata temu mówił:"…arcybiskup Feliński głęboko angażował się w obronę wolności narodowej. Potrzeba tego i dzisiaj, kiedy różne siły - często kierujące się fałszywą ideologią wolności - starają się ten teren zawłaszczyć dla siebie. Kiedy hałaśliwa propaganda liberalizmu, wolności bez prawdy i odpowiedzialności nasila się również w naszym kraju".

Słusznie powiedział ks. prof. Janusz Nagórny z KUL-u: "…głosi się wprost, że kiedy sprzeciwiamy się różnym przejawom zła w życiu społecznym, to wówczas nie jesteśmy ludźmi tolerancyjnymi, że głosimy hasła nienawiści. Tak o różnych aktach słusznego sprzeciwu ze strony katolików, pisała często "Gazeta Wyborcza"…żąda się od nas, byśmy nie tylko odnosili się z szacunkiem do ludzi o odmiennych poglądach, ale byśmy także zaakceptowali wszelkie ich działania… tymczasem tolerancja dla człowieka nie oznacza akceptacji dla wszystkiego, co on czyni."

Jan Paweł II w książce "Osoba i czyn" stwierdził, że "uczestnictwo każdego człowieka - jako osoby - w życiu społecznym opiera się na dwóch wzajemnie dopełniających się zasadach: zasadzie solidarności i zasadzie sprzeciwu. Potrzebna jest solidarność z tym, co dobre, ale konieczny jest sprzeciw wobec zła… nie można być równocześnie solidarnym z ofiarą przestępstwa i z przestępcą, z człowiekiem okradanym i ze złodziejem!". "Tymczasem stało się w Polsce coś strasznego. My Polacy, my katolicy, daliśmy sobie wmówić, że każdy sprzeciw jest zły… przestaliśmy więc protestować, nie mamy odwagi sprzeciwić się temu, co ewidentnie szkodzi Polsce, uderza w naszą wiarę, demoralizuje… Część katolików rozumie otwartość Kościoła na świat jako zgodę na wszystko; przyjęli oni fałszywą wizję tolerancji, że trzeba wszystko akceptować. Objawia się w tym słabość wiary i lęk, że zostaną odrzuceni przez … samozwańcze elity, przez samozwańcze autorytety. Zapomnieli o papieskim, tak często ponawianym zawołaniu: "nie lękajcie się". Konieczny jest słuszny sprzeciw wobec tego, co niszczy nas i naszą Ojczyznę. Konieczny jest sprzeciw wobec fałszywej tolerancji".

Skoro wierzymy nauce Ojca Świętego, to nie możemy dalej tolerować działalności publicznej w Sejmie i Senacie, w Rządzie i na urzędzie Prezydenta RP - przedstawicieli SLD Oleksego i Janika, Socjaldemokracji Borowskiego, Unii Pracy Jarugi Nowackiej, UW, Partii Demokratycznej Belki i Frasyniuka, oraz PO Tuska, Rokity i Gilowskiej.


Rodacy!
Przypomnę wezwanie 3-krotnego premiera Wincentego Witosa: "Kiedy nie było Polski - dążyć do Niej, gdy przyszła - pracować dla Niej, a gdyby była w potrzebie - bronić Jej". A Polska jest dziś, jak może nigdy przedtem swych dziejach, w wielkiej potrzebie. Brońmy Jej i nie poddawajmy się.

Wielki patriotyzm tchnie ze słów Jana Pawła II: "Nie oderwiemy się od (…) przeszłości! Ona jest treścią naszej tożsamości także i dzisiaj!" oraz Prymasa kard. Stefana Wyszyńskiego: "Naród, który odcina się od historii, który się jej wstydzi… to naród renegatów!".

Dlatego w referendum w sprawie Konstytucji europejskiej - odrzućmy ją i powiedzmy: Nie! Musimy głosować za jej odrzuceniem, bo zapomina ona o Bogu, o chrześcijańskich korzeniach Europy, o dorobku kulturowym i narodowym polskiego katolicyzmu. Słowami Prymasa Tysiąclecia ks. Kardynała Wyszyńskiego tej konstytucji mówimy "non possumus". Jest ona wynikiem dyktatur dwóch najsilniejszych państw europejskich: Francji i Niemiec oraz wynikiem tajnych, sekretnych porozumień niemieckich, libertyńskich polityków i francuskich masonów oraz porozumień zawartych przez ich wielkie loże.

Roman Dmowski słusznie przypomniał, że "historia wszystkich narodów uczy nas, jak często po pokoleniach marnych, moralnie słabych, niedołężnych - przychodziły pokolenia dzielne, z szerokimi aspiracjami, które wielkich rzeczy dokonywały".


Drodzy Rodacy!
Uwierzmy w siebie! Uwierzmy, że to My właśnie, Polscy Katolicy jesteśmy tym wielkim nowym pokoleniem naszego Bohaterskiego Narodu.


Polacy!
Aby tego dokonać odsuńmy w cień historii czerwonych SLD i jego odmian, różowych z UW, czerwono-różowych z Partii Demokratycznej oraz ich pobratymców PO, którzy pod flagami innych partii doprowadzili naszą Ojczyznę do skrajnej nędzy i to tylko w ciągu ostatnich 15 lat!

Domagajmy się stanowczo zmiany tzw. "proporcjonalnej" ordynacji wyborczej, która pozwala skompromitowanym politykom stale rządzić Polską, nie dając szans najlepszym, jeśli nie należą do partii. Tylko zmiana systemu wyborczego i wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW) usunie podstawową wadę ustrojową Państwa Polskiego i da szanse nowym ludziom, nowym programom. Obecna ordynacja uniemożliwia indywidualne ubieganie się o godność posła, ograniczając nasze bierne prawo wyborcze, a Sejm zostaje zawłaszczony przez krąg liderów partyjnych. Jan Paweł II powiedział: "Nasza Ojczyzna, to nasze być i nasze mieć. I nikt nie może nas zwolnić z tego obowiązku". Oznacza to, że powinniśmy stale szukać prawdy, interesować się sposobem wyłaniania kandydatów do władzy, wybierać mądrze posłów, gdyż to oni w naszym imieniu będą musieli zadbać o Ojczyznę. Muszą to być ludzie sumienia, dla których praca w Sejmie i Senacie będzie służeniem Narodowi, Ojczyźnie, Kościołowi, czyli nam wyborcom, nie zaś liderom partyjnym.

Juliusz Słowacki pisał o Polakach: "Ten naród się podniesie, zwycięży, miecze na wrogach połamie, a potem wroga myślą zabije, bo myśl jego ogniste ma ramię".

Pamiętajmy, że rządzący przez ostatnie 15 lat w tym także z PO, to ludzie, którzy zapomnieli o słowach prymasa Wyszyńskiego: "człowiek ujawnia swoją osobowość w sposobie traktowania bliźnich. Musimy się dzielić i chlebem i duchem chrześcijańskim". Przez ostatnich 15 lat rządzący zapomnieli podzielić się chlebem z Narodem. A jednocześnie powstały wielkie fortuny m.in. Michnika, wydawcy "Gazety Wyborczej" i Urbana, wydawcy tygodnika "Nie".

Zapomnieli też ci rządzący o słowach Jana Pawła II: "błąd kryje się w koncepcji ludzkiej wolności, oderwanej od posłuszeństwa prawdzie, a zatem również od obowiązku poszanowania praw innych ludzi. Treścią wolności staje się wówczas miłość samego siebie, posunięta aż do wzgardzenia Bogiem i bliźnim. Miłość, która prowadzi do bezgranicznej afirmacji własnej korzyści i nie daje się ograniczyć żadnymi nakazami sprawiedliwości".

Nadszedł czas przełomu, czas pokuty i powszechnej pogardy tych wszystkich, którzy wykorzystując braterski zryw Polaków w latach 80tych po ich trupach, trupach ofiar komunizmu, UB i SB - paktując z diabłem, czyli z długoletnimi służalcami Moskwy, z PZPR i agentami KGB i SB, osiągnęli w Polsce najwyższą władzę i ogromne majątki kosztem oszukanego Narodu Polskiego.

Afera goni aferę. Komisje śledcze rosną w Sejmie jak grzyby po deszczu. Afera Rywina, afera Orlenu, PZU i największa z afer, FOZZ, która może nigdy nie zostanie w pełni wyjaśniona. Miliardy złotych, miliardy dolarów i euro płyną szerokimi strumieniami do lepkich łap aferzystów.

Nici afer prowadzą do pałacu prezydenckiego, obejmują kolejnych premierów i ministrów, parlamentarzystów, wysokich urzędników, najbogatszych przedsiębiorców, także banki. Za ich plecami czają się agenci służb specjalnych polskich, rosyjskich i innych krajów, pociągając za sznureczki, szantażując teczkami i kartotekami UB i SB w archiwach IPN-u. Pamiętajmy, że jako pierwszy w archiwach MSW z tajnymi teczkami SB buszował przez kilka miesięcy Adam Michnik. Na tej mętnej wodzie swobodnie żeglują panowie dyskretnego zaufania polityków i biznesmenów: Dochnal, Kuna i Żagiel. A w tle wiecznie żywy, najlepszy agent KGB Ałganow, którego oczkiem w głowie była i jest Polska. Zawsze w pobliżu grupy trzymającej władzę, dystyngowani i pozornie nonszalanccy, rzekomo Polacy, najwięksi biznesmeni. Obok nich pierwsza dama RP - Jolanta Kwaśniewska zajęta "dystrybucją finansów" swojej Fundacji Charytatywnej.

Kto zajął miejsce po "Baraninie", twórcy najsłynniejszej organizacji przestępczej pod budzącą zaufanie nazwą "Fundacja Bezpieczna Służba" usadowionej w samym sercu MSW, jednego z najważniejszych organów rządu, którego naczelnym zadaniem jest zwalczanie przestępczości. Czy można dalej tolerować tego rodzaju kompromitację Państwa Polskiego? Raj dla wybranych w rozkwicie, przyjęcia, bale, najwyższe odznaczenia i ordery dla zasłużonych postkomunistów i związanych z nimi KOR-owców. Wręcza je były dygnitarz PZPR, prezydent III RP Aleksander Kwaśniewski.

Ale cierpliwość oszukiwanych przez 15 lat Polaków skończyła się! Nadszedł czas wyborów i czas rozliczeń.

Kardynał Wyszyński mówił: "iluż to świętych ludzi uchodzi za łotrów? iluż łotrów osłania się togą wielkości i szacunku". Czas by ten przerażający bal manekinów komunistycznych i postkomunistycznych z tzw. opozycji okrągło-stołowej, sprawujących rządy przez ostatnie 15 lat, tańczących w takt dyktowanej im muzyki przez służby specjalne różnych opcji - wreszcie się zakończył.

Abp I. Tokarczuk mówił w 2003 r.: "przede wszystkim powinniśmy zacząć głęboko myśleć. Nie przyjmować bezkrytycznie informacji lansowanych przez niektóre obce media, czy zasłyszanych w telewizji, lecz wyrabiać sobie poglądy".


Pamiętajmy o testamencie Jana Pawła II: "NIE LĘKAJCIE SIĘ"!



Drodzy Rodacy!
Aby każdy z nas uniknął hańby i mógł powiedzieć, że zachował godność ludzką i jest Polakiem, Patriotą musimy postępować zgodnie z zaleceniem Jana Pawła II: "potrzebna jest solidarność w tym, co dobre, ale konieczny jest sprzeciw wobec zła… nie można być równocześnie solidarnym z ofiarą przestępstwa i z przestępcą, człowiekiem okradanym i złodziejem".


Kierujmy się myślą, ale i sercem zgodnie z wierszem Zygmunta Krasińskiego:

"Wytrwaj, o wytrwaj w tym strasznym pochodzie
Śród dziejów świata, mój Polski Narodzie!
Bądź męstwem wielki, cierpliwością święty,
Bądź przed wrogami wolą nieugięty,
Niechaj Ci z serca nie wydrze Ojczyzny
Żaden gwałt ziemski, ni ziemska pokusa
- Nie wierz w podrzuty Pychy ni Wścieklizny
- wierz tylko w słowo i w przykład Chrystusa"

Pamiętajmy też o pieśni patriotycznej:

"Nie rzucim ziemi skąd nasz ród
Tak nam dopomóż Bóg".

Kończę słowami marszałka Józefa Piłsudskiego:

"całe życie walczyłem o znaczenie, co się zwie imponderabilia jak: Honor, Cnota, Męstwo"

prosząc o rozpowszechnienie tej odezwy w całej Polsce


Ks. Prałat Henryk Jankowski
Gdańsk, maj A.D. 2005